Saturday, 5 November 2005

...

Sennik , bynajmniej nie egipski ... Temat na notkę nasunął mi się zaraz po przebudzeniu. Otóż,- sen miałam. Niemalże film to był, ze mną w roli głównej. A fabuła ... Pardon my french : ojaciepierdolekurfamać !!! Jeżeli to był sen proroczy, to ja do Polski w lutym NIE JADĘ !!! Ale do rzeczy... Samolot wylądował na peryferiach mego rodzinnego miasta ( to, że w rzeczywistości takiego lotniska tam nie ma - nie gra roli) po czym bez bagażu, jeno z torbą plasticzaną, zwaną reklamówką, na dnie której telepało się kilka przedmiotów ( pasta do zębów marki Colgate, paczka chusteczek higienicznych oraz tabliczka czekolady Fruit'n' Nut ) zaczęłam się przedzierać do cywilizacji. Jako, że topografia terenu i usytuowanie osiedli przystawało do rzeczywistości w 100% - kłopotu z obraniem kierunku nie było . Dobra, idę. Targam rzeczoną reklamówkę, która waży tonę, pomimo mikrej zawartości, na horyzoncie majaczy zarys wieżowca w którym mieszkam, jeszcze tylko przez most nad torami kolejowymi przejść i w domu jestem - a tu nagle "pstryk!" Ktoś, kurna, wyłączył światło ! Ciemno jak w ... tunelu pod kanałem La Manche po czarnej kawie. Na dodatek zaczyna unosić się mgła, niech się schowa Carpenter i jego "The Fog", really. Nie powiem, normalny człowiek oglądający to w kinie, mógłby się przestraszyć z leksza. No nic. Twardym trzeba być, nie miętkim - idę ja i moja reklamówka. Łypię tylko okiem na boki. Dziw, że nie obudziłam się z zezem rozbieżnym.Szłam tak chyba z rok, a przynajmniej tak mi się wydawało. I kiedy znowu włączyli światło doznałam ulgi nieziemskiej... Nie dane mi było jednak trafić do domu . Bo nagle, jak diabeł z pudełka - zmaterializowała się moja przyjaciółka jeszcze z podstawówki i wrzeszcząc : " Aaa !!! Ty nic nie wiesz, ty nic nie wiesz, szybko,szybko !!!"- wpakowała mnie do przejeżdżającej taksówki.To, że taksówka była czarną wołgą niegodne jest wzmianki i w ogóle nieważne w połączeniu z tą mgłą na przykład . Jedziemy. Oglądam sobie widoczki zza samochodowej szyby i zauważam, że domy mają jakieś dziwne elewacje... po chwili dociera do mnie, że zrobiono z mego miasta wiochę dechami zabitą - w sensie dosłownym ! Tak ! Dechami ! Koloru ciemny orzech ! Mało tego - prace budowlane są w pełnym toku, a kierują nimi Azjaci. Dokładniej mówiąc: Chińczycy. Identyczni. Atak Klonów, których nawet ja o 10 cm przerastam ... Osłabłam. W dodatku taksówkarz wykopsał nas na środku ulicy i resztę drogi ( do knajpy, co chyba dziwnym nie jest ? ) musiałyśmy odbyć pieszo. I znowu - idę ja, moja reklamówka i Lidzia. W tej kolejności. Nagle drzwi wszystkich sklepów przy ulicy otwierają się jak na komendę i leci z nich towar !!! Buty, torebki, sukienki, bluzki, spodnie, bielizna, okrycia wierzchnie, wszystko !!! Będąc kobietą z krwi i kości rzucam się w stronę czarnych szpilek, chcąc przymierzyć, ale Lidzia odciąga mnie na stronę i mówi z rezygnacją w głosie : "eee, zostaw to, nie wolno ..." Że jak ? Ekskjuze mła ? Nie wolno nosić butów na obcasie ??? Hmmm, dawno mnie w kraju nie było, protestować nie będę, ja ugodowa jestem...myślę sobie. Docieramy do miejsca przeznaczenia. Siadamy przy stoliku. W towarzystwie trzech facetów, których w tym śnie znam a tak w ogóle to nie znam - i nastepuje clue imprezy a mianowicie - wyjaśnienia .... Po pierwsze : kraj nasz ukochany jest okupowany przez Chińczyków. Po drugie : zabijanie dechami okien w domach ma sprzyjać wzrostowi przyrostu naturalnego. Po trzecie : to, że są przerwy w dostawie elektryczności ma ten sam cel, bo wiadomo - im ciemniej tym przyjemniej. Po czwarte : wszyscy od jutra mają nosic mundurki a'la Mao, więc dlatego te porządki w sklepach . Po piąte : mamy dyktatora. Usłyszawszy takie rewelacje - uciekłam z knajpy, niestety - zostawiając w niej dobytek czyli rzeczoną reklamówkę . Kiedy po nią wróciłam - okazało się, że ktoś wpierdzielił moją czekoladę. Pasta do zębów i chusteczki ocalały. Winnego nie odnaleziono. Czy jest na sali lekarz ? Albo przynajmniej ładowarka ? Dziekuję za uwagę... Aż boję się pomyśleć, co przyśni mi się dziś . Mogę mieć jedynie nadzieję, że to nie jest serial.

No comments:

Post a Comment