Saturday, 15 September 2012

...

Boże, jakie polskie jedzenie jest DOBRE.
A dupa zaciera ręce, nie ?

Wracamy w przyszły piątek. A za jakiś czas być może zaprezętuję tu niespodziewajkę.
Trzymcie kciuki.

Nie-e. To nie ciąża :-)))))

27 comments:

  1. Tak, właśnie tak...dupa zawsze po dobrym żarciu ma totalny zwis,że jest coraz szersza :)

    ReplyDelete
  2. Z czego wynika że "tamto" jedzenie jest paskudne? Kuzynka Ślubnego jak wraca od rodziny w Polsce to przewozi więcej żarcia niż rzeczy własnych.

    ReplyDelete
  3. Malgoska - troche naduzycie ten wniosek :)

    Jesli ktos nie "uwaza" wiele wiecej poza schabowego i zasmazana kapuche, a do tego kupuje jedzenie tylko w supermarkecie, to faktycznie, wszystkie kuchnie swiata sa paskudne.

    ReplyDelete
    Replies
    1. No, akurat to dziewczę jest z wsi polskiej i skończyło szkołę gastronomiczną. Jeśli powiada, oraz jej mąż, kucharz z wykształcenia, że jedzenie w UK jest okrutne to jakoś im wierzę.
      Co nie oznacza, że u nas nie jest.
      Nie kupię nigdy więcej gotowych sosów w słoikach, garmażu w pobliskim sklepie (sam querwa ocet) śledzi w śmietanie (szajs, ocet i cebula). Uwaga mogę tak długo :)

      Delete
    2. OK, wobec takiego zmasowanego profesjonalizmu poddaje sie - jedzenie w UK jest okrutne i nie ma co jezora strzepic.

      Delete
  4. Czarownica, między kuchniami świata istnieje także "kuchnia polska". Która, IMHO, jest po prostu SMACZNA. A ta typowo angielska a tania bywa smaczna mniej. A nie każdego stać na rarytasy.
    Tak bywa.

    ReplyDelete
    Replies
    1. IMHO tez ;)
      Chodziło mi o to, ze jeśli ktoś ma przekonanie ze jakaś kuchnia jest niesmaczna, to nie zada sobie trudu, żeby spróbować oryginalnych przepisów czy robiąc samemu, czy idąc gdzieś - co wcale w Anglii nie jest drogie. To tak jakby wydać opinie o bigosie na podstawie sloika kupionego w sklepie i stwierdzić, ze Polska kuchnia jest obrzydliwa.
      I tylko o to mi chodziło, nie o jadanie w topowych knajpach, gdzie nie bywam - bo ani mam ochote wydawac, ani lubie. Co nie wyklucza innych mozliwosci - sushi np. Kupuje za ok. 10 GBP (ekwiwalent ceny 6 piw np) za tace dla 2-3 osob, w sklepie rybnym gdzie Japończyk robi je na miejscu. Jeszcze mogę sobie gratis popatrzeć jak to robi :)

      Delete
  5. nigdy nie próbowałam zasmażanej kapusty
    a żyję na polskiej ziemi już ponad trzydzieści lat

    czuję się taka wyobcowana...

    ReplyDelete
  6. ja się domyślam co to za niespo;))))))

    ReplyDelete
  7. Głownie chodziło mi o kabanoski :-))) I takie tam dobrótki. W końcu żyję w UK już parę ładnych lat i na jedzenie nie narzekam - i nie kupuję w polskim sklepie, ale jednak tęsknię za pewnymi smakami.

    ReplyDelete
  8. ooooo niespodzianka ? ha ! fajnie:D

    ReplyDelete
  9. Rozwinę wątek i mam nadzieję,że Daisy się nie pogniewa, jako że w Irlandii już lat jakieś piętnaście będzie z dużą górką.
    Polskie jedzenie na wyspach jest niedobre, bo:
    -długo jedzie z Polski, czyli np. polędwica sopocka z masarni wędruje do hurtowni, póżniej trasa minimum 48 godz do następnej hurtowni na wyspie, pózniej do następnej, wówczas do sklepu- rozmrażana, zamrażana, rozmrażana, zamrażana. Tygodniami. Jak już wyląduje jakimś cudem mnie na stole prawie się rozłazi. Jak przywiezie ją w ciągu 24 h jakaś ciocia- jest olbrzymia różnica. Jest pyszna i soczysta. To samo z innymi wędlinami. Do nas przychodzą już... po przejściach. To samo z białym twarogiem, polskimi ziemniakami, te,które są sprowadzane to ziemniaki pastewne do tego przemrożone ( odmiany wyspiarskie są do pieczenia, na frytki, bądz na puree czyli cały czas szukam ziemniaków w polskich sklepach), chlebem, serami itp.
    Ci, którzy zajmują się tutaj hurtem kupują w Polsce najtańsze rzeczy, nie ma wybor, jak w Pl.
    Blisko domu mojej teściowej na przykład jest wędzarnia rybek... Świeży węgorz.. Gdzie dostanę takiego w UK??? A polskie piekarnie i pyszne cukiernie??? A zaprzyjażnione panie na straganie z warzywami albo prawdziea zrazówka czy schab na pieczeń w całości? Mieszkam w Pl nad morzem i jak mam okazję kupuję świeże ryby z kutra, w Irlandii niestety nie, bo geniusze sprzedali swoje prawa do połowu Hiszpanom czyli po dorsza mieszkając nad atlantykiem szoruję do marketu.
    Ja też tak mogę długo, niestety...
    Suchutkie kabanosiki mogę dostać więc tylko w Polsce lub prosząc kogoś odwiedzającego- te w sklepie są mrożone i stare, niestety. A kaszanka? Bo chyba nie całe życie można na sushi???
    Małgośka, doskonale wiem o co kuzynce chodzi:)
    Daisy- jęzor mi do tyłka ucieka jak sobie pomyślę czym się objadasz:)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. A dlaczego nie mozna calego zycia na sushi? Zdrowiej niz na kaszance, ale jak juz musi koniecznie byc ta kaszanka, to przeciez jest black pudding :)

      Natomiast co do wolowiny, to polska jest o wiele gorszej jakosci niz na Wyspach. Pierwsze tez slysze, ze nie ma tutaj ziemniakow do gotowania w wodzie lub na parze - nawet w moim malym Tesco na wsi sa 2-3 odmiany. Nie demonizujmy.

      Delete
    2. Są odmiany różne ale nie wszystkie się nadają na np. kopytka, pyzy czy kluski śląskie. Poza tym to cały czas market. Tak, w Tesco jest dużo fajnych, zapakowanych w tonę plastiku rzeczy, ale nie o takich piszę. Omijam Tesco szerokim łukiem i staram się kupować jak najwięcej lokalnych.
      Jeżeli robisz sushi na polskie święta ( np. zamiast makowca czy sernika)to powodzenia- posiedzisz kilkanaście lat to zauważysz różnicę pomiędzy back puddingiem, a kaszanką.
      A może nie?

      Delete
    3. Ano mam sushi na wigilijnym stole - w koncu ryba. Nie zamiast makowca czy sernika, bo zamiast tych mam Christmas cake wlasnorecznie meisac przed swietami pieczone, a potem obficie podlewane co tydzien.
      Nie pasuje do Twoich ramek, trudno i darmo.

      Delete
    4. Twój stół Twoje wybory, nic mi do tego. I nie ma powodu, żeby się na cudzym blogu tarmosić. Nie chodzi mi co kto jada bo to sprawa indywidualna, tylko o jakość tegoż, a tutaaj zdania nie zmienię, że polska żywność, która trafia do wyspiarskich sklepów jest do dupy, a mieszkając z matką w wieku 67 lat to już jest mały problem, bo curry, sushi, chińszczyzna czy tajskie- są dobre od czasu do czasu. Poza tym jeżdzę na kolacje służbowe w różne miejsca- naprawdę tubylcza kuchnia nie zwala z nóg.
      A moje ramki? Nie uwierzyłabyś jak bardzo rozległe....
      Miłego dnia.

      Delete
    5. Alez komentarz wyżej już mi na ten stół zajrzałaś i skomentowalas, skąd ta krepacja teraz?
      Oczywiście ze nie ma sensu sie tarmosic na czyimś blogu, więc rownież życzę miłego dnia.

      Delete
  10. o jezu - a ja kocham chamskie i brytyjskie fish&chips polane suto octem ;))) (i najlepiej W GAZECIE ;))) i własnie się uśliniłam ;)

    (ale tak - nasze kabanosy też kocham . i pomidorową. i bigosik. i krówki"))))

    ReplyDelete
  11. TRADYCYJNA angielska kuchnia słynie z finezji, pewnie dlatego ludzie są tam bardzo szczupli

    ReplyDelete
    Replies
    1. jezu - jacy szczupli ???

      może kiedyś na tradycyjnych sosach mietowych i puddingach z takiej rośliny pastewnej co sobie nazwy teraz nie przypomnę ale nie bardzo to nawet smacznie brzmi - to i szczupli byli, ale teraz takich szaf jak angielki to nie uświadczysz nigdzie w Europie.

      Nie dalej jak rok temu miałam taką dyskusję ze swoim ukochanym angolem co mu książkę ichnią kucharską nawet przyniósł. nie jest to finezja. ale w tej dyskusji trzeba dodać że - mniej więcej tak nie-finezja jak i nasze schabowe z tradycyjnym burakiem ;)

      Delete
    2. aaaa. to chyba PASTERNAK. chispy z pasternaka się w M@S kupuje ;)

      Delete
    3. Poki jedli TRADYCYJNA angielska kuchnie (na pewno mniej finezyjna niz fhrancuska;) to byli szczupli. Tyc zaczeli, kiedy przerzucili sie na fast foody.
      I - podobnie jak w Polsce - otylosc jest klasowa, tyle ze w Anglii najbardziej otyle sa niziny spoleczne.

      Delete
  12. Spt - to była tak zwana gryząca ironia, ale chyba mi nie wyszla (aczkolwiek w ostatnim zdaniu wyraziłaś myśl moją w sposób dosłowny, więc może jednak się udalo :-D)
    Gdyby na wyspach wszystko grało, to Jamie Olivier nie robiłby tych akcji ze stołówkowymi obiadami i nie napotykałby przy tym na taki opór materii. To samo Ramsay, który uczy gotować ludzi w domach - nie miłby czego robić.
    Nie chce mi się ciągnąć tego tematu, bo on w sumie jest poboczny. Podstawowy natomiast jest taki, że Twoją wypowiedź Czarownico zrozumiałam tak: ludzie w POlsce jedzą głupio i źle, bo po polsku. A druga sprawa jest taka, że nie lubię, kiedy zdanie własne przedstawia się jako prawdę uniwersalną. Co miało miejsce.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nigdzie nie napisalam, ze w Polsce glupio i zle, bo po polsku. Ani ze na wyspach wszystko gra.
      Nie odpowiadam za to, jak interpretujesz moje posty :)

      Ciekawe, ze wiekszosc, ktora przedstawia tutaj wlasne zdanie jako uniwersalna prawde o badziewnej angielskiej kuchni, opiera sie na zdaniu innych - kuzynek, znajomych, polskich mediow - bo albo nie byli nigdy w Anglii, albo nie znaja jezyka, zeby chocby sobie w internecie przeczytac czy obejrzec cokolwiek wiecej poza stereotypami, albo jedno i drugie.
      Tak, to jest moje wlasne zdanie - tradycyjna angielska kuchnia jest smaczna i zdrowa. A rozszerzona - czyli brytyjska - to juz w ogole, boc wchlonela, przetworzyla lub zasymilowala kuchnie bylych kolonii rowniez.

      Delete
  13. W Anglii należy unikac gotowych produktow z zamrazarek w supermarketach, bo sa malo doprawione i nie pod nasza, polska melodie. Natomiast jadlam w knajpie pieczen wolowa polana ciemnym sosem, pure i salatki i bylo to bardzo smaczne. Zaopatruje sie w produkty w supermarketach i nie narzekam. czaruje sobie co chce i tyle.
    Jesli chodzi o obiady w szkolach, to to jest rzeczywiscie masakra, ale moja corka je i nie chce kanapek. Te obiady sa dziwne. Przyklad: Kolorowy makaron (co, szpinak i marchewka sa, nie? Bilans jakis zachowany), pieczony ziemniak, kukurydza, na deser jakies ciastko i herbata. Na trzy lata dziecko powiedzialo mi raz, ze mieli salatke, okazalo sie pozniej, ze to slynny Coleslaw. Mięsa w szkolach nie daja, najwyzej kotlety rybne. Ze zwgledu na religie, bo dzieci muzulmanskie jesli juz jedza drob, to tylko koszerny, a to drogi interes jest, kiedy obiad kosztuje 2 funty. Oliver ze swoimi akcjami raczej sie tutaj nie przebije, bo panstwo musialoby za duzo do tego interesu doplacac. Nie teraz, kryzys jest przeciez.
    Jeszcze chcialam o tych gotowych daniach w supermarketach, ktorych jest tutaj zatrzesienie. Sa tanie, a wiele angielskich gospodyn domowych jest leniwych. No i po co maja sie starac, skoro ugotowanie powiedzmy gulaszu, ziemniakow, do tego jakiejs surowki wyjdzie drozej? Kwadratura kola. My, Polacy wydajemy znacznie wiecej na jedzenie, niz przecietna angielska rodzina. Nie mowie oczywiscie o tych, ktorzy siegaja po kuchnie z innych zakatkow swiata.:)

    ReplyDelete
  14. Ło matko, a to taka notka o NICZYM była :-)))

    Jedzenie jak jedzenie - z kazdej kuchni można wydłubać coś dla siebie - ale pewne potrawy czy wĄgliny są jedyne w swoim rodzaju. I za tym się tęskni, w końcu na tych dobrótkach i smaczkach wyrosłysmy.

    Ja nie neguję angielskiej kuchni, nie psioczę na jakość - w końcu jem od 15 lat tamtejsze produkty,żyję i nawet AŻ tak nie przytyłam. Ale czasem tęsknię za PRAWDZIWYM twarogiem, małosolnymi i kabanosami. Ot, nostalgia żywieniowa.

    A od piątku trzeba będzie bez nich żyć :-))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. No widzisz:) Zadziałało prawo parkinsona w najczystszej postaci:)))
      Też tęsknię do świeżego twarogu, który nie jest suchy, rozmrożony, wyschnięty, zjełczały i o kabanosach, które strzelają, jak się je łamie. I kurki w occie, i pigwówka, i tak do stycznia...Niestety...

      Delete