Wednesday, 14 May 2014

...

Mogłabym znów napisać noteczkę o próbach znalezienia nowego domu, ale to już było i nie wiem czy kogokolwiek zainteresuje. Po wczorajszym dniu i telefonach z agencji wynajmu mam tylko jedną refleksję.

Ludzie są dziwni.  Mogłabym użyć w zasadzie mocniejszego sformułowania, ale dopowiedzcie sobie to słowo na literkę "p".

Otóż. Znaleźliśmy dom, mały, ale miał wszystko w środku i dość dobry rozkład. Więc umówiliśmy się na oględziny. Pierwszy problem - kot - rozwiązany pozytywnie, nie mają nic przeciwko temu. I tu w zasadzie skończyła się dobra passa.

Dom ładny, kilka mankamentów miał, jak na przykład prysznic TYLKO z deszczownicą a bez słuchawki, co dla mnie jest na przykład istotne - no ale, dałoby się z tym żyć. PRZEŁKŁABYM .

Ale na wstępie szanowny Landlord rąbnął tekstem, że jak się piec gazowy w kuchni zepsuje - to on nie bierze odpowiedzialności i mamy płacić za części i za naprawę. Yyyyyy, ten ... cośkolwiek wbrew prawu, no ale ok, bogaci z domu jesteśmy - PRZEŁKLIBYŚMY.

Sprzęt typu lodówka i zamrażarka - archaiczne. Mogą pierdutnąć w każdej chwili. I założę się, że też pewnie musielibyśmy kupić na własny koszt w razie czego.

I później już było coraz śmieszniej. Wypytali nas o wszystko, brakowało tylko pytań o częstotliwość współżycia. I jak mi ten buc do Macieja zasunął tekstem, że CZYNSZ NALEŻY PŁACIĆ W TERMINIE i że on jest bardzo na to cięty - to tylko czekałam, aż Maciej wstanie i powie mu, że to jest niepoważne traktowanie poważnych ludzi i gdzie se może wsadzic ten dom z przyległościami i z szopką, która byłaby przez nas nieużytkowana, bo Landlord tam trzyma narzędzia, których dzień w dzień potrzebuje.

O dziwo, Maciej siedział i nic nie mówił, później się przyznał, że był zmęczony i odpłynął myślami gdzieś w dal. No to słuchaliśmy dalej tego pierdolenia - no ale Landlord z nami mieszkał nie będzie, dom ładny - bierzemy.

Rano dzwonię do agencji, zapłaciłam opłate za wycofanie oferty wynajmu z rynku, Landlordka cała w skowronkach, że to my bierzemy, bo babka całkiem z sensem. Formularze z agencji wysłane, nic tylko wypełniać i spokojnie czekać na wyprowadzkę.

Po południu telefon z agencji. Agentka zażenowana, jąka się i mówi : " błagam, niech pani tego nie odbiera personalnie, ja wiem, że państwo już zapłacili, że Landlordka się zgodziła, ale Landlord chce jeszcze poprzebierać w ofertach i powiedział, że do końca tygodnia inni ludzie mają oglądać ten dom, a on da ostateczną odpowiedź w sobotę. Jeżeli chce pani zwrotu opłaty to nie ma sprawy, przeleję na konto zaraz już"

Powiedziałam, że muszę porozmawiać z Dochtorem i że damy odpowiedź jutro.

No i Dochtór wyszedł z nerw. Za darmo tam nie zamierzaliśmy mieszkać, można nas sprawdzić do dziesiątego wynajmu wstecz, po to płaci się depozyt, żeby w razie czego Landlord mógł pokryć straty, a ten się zachowuje jakby wynajmował Buckingham Palace co najmniej. Albo jakby przeprowadzał rozmowy o pracę. No i Dochtór dziś zadzwonił, wycofał swoją ofertę. I dobrze tak bucowi. Dom wynajmie komu innemu i kto inny będzie się z nim użerał i musiał na niego codziennie patrzeć jak się do szopki przesmradza przez podwórko. A jak znam angielskie realia, to trafi na borciuchów, co mu ten domek w drebiezgi rozniesą. O ile WOGLE kogoś znajdzie przy takich kryteriach wyboru kandydatów. Bo jeszcze zażyczył sobie trzymiesięcznego wypowiedzenia z NASZEJ strony, co jest niezgodne z prawem. Bo lokatorzy wedle ustawy mają miesiąc na wypowiedzenie, a Landlord trzy. Wuj mu w plecy i bukiet róż.

Teraz już rozumiecie stwierdzenie, że ludzie są dziwni ???

Poszukiwania domu trwają nadal.

A ja chodzę po domu i podśpiewuję z dedykacją dla buca :D

Master of the house? Isn't worth my spit!
Comforter, philosopher' and lifelong shit!
Cunning little brain, regular Voltaire
Thinks he's quite a lover but there's not much there
What a cruel trick of nature landed me with such a louse
God knows how I've lasted living with this bastard in the house!

Master of the house!
Master and a half!
Comforter, philosopher
Don't make me laugh!
Servant to the poor, butler to the great
Hypocrite and toady and inebriate!

Everybody bless the landlord!
Everybody bless his spouse!

Everybody raise a glass
Raise it up the master's arse
Everybody raise a glass to the Master of the House!

:-)))))))))



20 comments:

  1. yyyyy....dziwni ? słabo kurwasz powiedziane...

    ReplyDelete
  2. Ja tu nie widze dzwnosci. Dla mnie to absolutni popierdolency i tyle.

    ReplyDelete
  3. No nie chciałam przeklinać :-) Ale w komentarzu mogę napisać, że ten facet jest popierdolony jak paczka gwoździ.

    ReplyDelete
  4. Ze zrozumieniem, łącząc się w bólu: i łopata w plecy tyż mu. Dżizassskrajzler. A co innego macie na oku?

    ReplyDelete
  5. Daisy, a jest tego trochę, więc nie bedziemy się z nim bujać. Jak miałby mi do garnka zaglądać i o każdy gwóźdź w ściane wbity do sądu podawać - to ja podziękuję. Lata mi to kalafiorem, mam 3 miesiące na znalezienie domu i znajdę lepszy.

    ReplyDelete
    Replies
    1. No ba. Rzadko czytając Twojego bloga nie przyuważyłam, gdzie. Może gdzieś bliżej mnie?

      Delete
    2. Raczej dalej. Newcastle :-)

      Delete
  6. Przy takim wstepie jestem sobie wyobrazic, jak przebiegalaby dalsza wspolpraca. Dobrze, ze go wyslalas na drzewo, bo pewnie piec juz byl bliski zgonu i dlatego sie dupek asekurowal.
    Tez mam deszczownice w Irl. i nienawidze ustrojstwa do bolu. To taka sama madrosc jak dwa osobne krany w umywalce...

    ReplyDelete
  7. Taaa, były dwa osobne krany nad wanną i umywalką i to takie, że nawet nie dałoby się "cycków Wiśniewskiej" założyć :D Wiesz, tego gumowego ustrojstwa, żeby mieć coś w rodzaju prysznicowej słuchawki. Niech się buja razem z tą deszczownicą :D

    ReplyDelete
  8. co to jest deszczownica?

    dobrze, że nie wyszło bo byłoby trudno. takie wstępy weryfikują, a ludzie muszą mieć choćby minimalną chemię do tego typu - ekhm - stosunków cywilnoprawnych ;)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Deszczownica to jest sama główka prysznicowa wystająca ze ściany. Nie da się zmienić jej pozycji.

      Masz rację. Co z tego, że z Landlordką chemii odrobina była, jak Landlord tępy buc :D

      Delete
    2. Bez sensu. Musiałabyś prysznic w czepku brać albo codziennie głowę myć. Na grzyba Ci taki kłopot !;)

      Delete
    3. No i jeszcze dochodzi kwestia, że takim prysznicem się człowiek niezbyt wygodnie spłukuje w newralgicznych punktach :D

      Delete
  9. Daisy to nie był dom dla Was i tyle :D



    ReplyDelete
  10. Daisy, ja wogole bym sie nie zastanawiala i uciekala gdzie pieprz rosnie od takiego dziwolaga!! lLolaboga jedynego, toz on by Wam zycie zasmrodzil dokladnie...a kysz, na psa urok!! i dobrze sie stalo i chooj, ze ladny dom, jak landlord pierdolniety!!! nie zaluj nie ma czego, bedzie inny lepszy. sluchaj sie wiem co mowie, w kosciech mnie kreci, a to dobrze wrozy jesli o takie sprawy chodzi ;)

    to teraz idz sie odprez i wydziergaj jakis cudny kocyk :)

    buz!

    ReplyDelete
  11. Ivonek, no pewnie że mi to lata kalafiorem, dom znajdę na pewno, od zatrzęsienia ich. Kończę kocyk :-))) Mam 6 kwadratów do końca.

    ReplyDelete
  12. A już miałam napisać Ci jakiegoś miłego i wspierającego komcia i masz- musiałaś mnie tym kolejnym kocykiem dźgnąć ? Kurna chata, kiedy ja w końcu przestanę Ci ich zazdrościć i sama sobie wydziergam jakiś ? Buuu....
    Ale co do landlorda dziewczyny mają rację, od takiego eksponata lepiej trzymać się z daleka, opatrzność na Wami czuwała :)

    ReplyDelete
  13. a uj mu w d.. i kawałek szkła :)

    ReplyDelete
  14. Raz tylko w życiu mieszkałam na wynajętym i tylko przez rok, ale OESU, JAK DOBRZE CIĘ ROZUMIEM... Ponieważ mieszkanie było w wyjątkowo dogodnej dla nas lokalizacji i ogólnie dość dogodne, zacisnęliśmy zęby na rozmaite niedogodności (trzecie piętro bez windy, co dla mnie akurat miało znaczenie) oraz fanaberie pana właściciela... A te był liczne. Prąd i gaz podłączamy we własnym zakresie, bo pan nie praktykuje przepisywania liczników pomiędzy kolejnymi najemcami, tylko każe zdejmować i zakładać. W międzyczasie okazało się, że przegląd instalacji gazowej się przedawnił, a fachowcy, którzy przyszli go podbić, nie zrobią tego, ponieważ ich zdaniem piec wisi w złym miejscu. Każą przenosić. Właściciel w Warszawie i interesuje go głównie to, żeby broń boże niczego mu nie poniszczyli. W mieszkaniu przedpotopowa pralka, śmierdząca pleśnią na kilometr, łaskawie i po dwugodzinnych namowach pozwolił wynieść, ale pod warunkiem, że przechowamy we własnym zakresie i później wniesiemy z powrotem. Głupiego lusterka nie można było powiesić bez proszenia się. Na palcach przez ten rok chodziłam z obawy, żeby przypadkiem kropki na ścianie nieostrożnym gestem nie zostawić albo podłogi paznokciem nie zarysować. Mieszkanie przy zdawaniu własnoręcznie na błysk wylizałam (przez telefon pytał Wojtka, czy odmalowaliśmy), po czym na sam koniec wybuchła mini-awanturka o łóżko, którego nigdy tam nie było. Nie szkodzi, jemu się ubzdurało, że było. Właściciela też tam nigdy nie było, wszystko załatwiane na telefon lub przez pośredniczkę, na szczęście mieliśmy zdjęcia - ale i tak facet do końca pozostał nieprzekonany. Rozstaliśmy się w atmosferze nieprzyjemnych wątpliwości i podejrzeń.

    ReplyDelete