Monday, 31 October 2005

...

No, żeby nie było - ostatnia notka co to się wkleiła podwójnie nie była wyrazem uwielbienia dla własnej twórczości ( tak, kochani - przeczytaliście raz, to przeczytajcie i drugi, a co ! ) lecz li i jedynie czkawką blogową, a przynajmniej mam taką nadzieję ... bo może to efekt otępienia umysłowego, które zdarza mi się w takie dni jak Halloween ??? Co kwadrans, litościwie co pół godziny,- stukanie do drzwi ... pies szczeka, bo od tego jest, ja po schodach na złamanie karku, psa za wszarz, drzwi otworem , a tam ??? Banda dzieciarów przebranych stosownie do okoliczności chórem zawodzi - "Trick or Treaaaat !!!" "Trick or Treeeaaat !!!" Nauczona smutnym doświadczeniem lat poprzednich zakupiłam tonę landrynek anyżkowych i zatykam im te zachłanne mordy, bo od trików w tym domu to jestem JA i mam prawo sobie nie życzyć konkurencji. Jedynym wyjściem z sytuacji byłoby opuszczenie domostwa i udanie sie do najbliższego pubu, ale zwierza samego nie zostawię, bo od szczekania gotów mi zachrypnąć, a za wizyty u weta w tym kraju się płaci . Dużo się płaci. Jeżeli powiem że rownowartość takiej zamszowej torebeczki marki John Rocha - to wiele się nie pomylę . A, no tak , mogłabym nie otwierać drzwi, ale w takim wypadku pies nie zaprzestałby szczekania, a na wściekłe posykiwanie szeptem, żeby zamilkł - nie reaguje. On się chyba tym upaja, albo co ? Więc latam jak z propellerem z góry na dół, a żadza mordu wzrasta proporcjonalnie do ilości kursów po schodach . No to dziwne nie jest, że mogę mieć lekki wstrząs mózgu od tej nadmiernej aktywności ??? I że niewątpliwie rzutuje to na mój poziom intelektu ??? I że podwójna notka w takim wypadku przytrafić się może ??? No. Ach, w ramach ekspiacji za wczorajsze warczenie powinnam posypać głowę popiołem, ale zamiast tego odmówiłam sobie zakupu pięknej spódnicy z gniecionego weluru w kolorze czerwonego wina. Tzn: dzisiaj sobie odmówiłam , comprende amigos ??? Natomiast zupełnym przypadkiem stałam się posiadaczką miekkiego sweterka w odcieniach szarości , jak również trzewiczków żywcem wyjętych z wiktoriańskiej epoki . Czarnych. Skórzanych. Sznurowanych. Stały na półce i błagalnie na mnie patrzyły rzędem dziurek - musiałam się ulitować. Bo ja wspólczująca jednostka jestem. Trick or Treat ??? Definitywnie "treat" , definitywnie ....

No comments:

Post a Comment