Friday, 5 October 2007

...

Jak widać, podłączenie do netu - jest. Nowy dom w Maidstone - jest. Życie zamiast nabrać tempa, wlecze się jak kulawy ślimak pod górkę. Przez pierwsze dwa tygodnie czysta sielanka, luz, miód z malynami, bo do pracy nie trza chodzić, tyle co w obejściu i żywinie zapodać. Wstawało się świtkiem koło południa, wychodziło z psem na długi spacer, czytało się książki, gotowało i sprzątało. Po kolejnych dwóch tygodniach zaczęło uwierać. Za dużo wolnego czasu. Najwyższy czas poszukać jakiejś roboty. Dochtor jak poszedł na staż, tak wraca do domu w charakterze zewłoka, zalega na fengszuju i trudno go zwlec jak już zalegnie. Rozważam zakup pagera, bo tylko to ustrojstwo stawia go na nogi w sekundę :-))) Na moje błagalne popiskiwanie nie reaguje, co najwyżej mamrocze coś o pacjentach w języku obcym. Albo chrapie. Nie wiem co gorsze :-) Za niecałe 2 tygodnie lecimy do Gdańska.

No comments:

Post a Comment