Sunday, 22 April 2012

...

Napisałam długą notkę. Wkurzając się na bloggera, który bez pytania zmienił mi ustawienia. Znalazłam wreszcie sposób na przywrócenie starego wyglądu, ale długą notkę mi zżarło bez pytania. Nie, nie będę jej pisać od początku. Kij im w oko.
Zamieszczę tylko zdjęcie - jak myślicie - urosły ???


A taki piękny post o odchudzaniu i zamierzeniach był. Jestem zła.

Apdejt:
No dobra, napiszę to jeszcze raz, bo notka w zasadzie miała być dla mnie. Żeby mi nie przyszło do kudłatego łba zejść z nowo obranej drogi. Zaczniemy od statystyk. Przy wzroście 157 cm ważę 65.4kg. Wymiary 104-87-102 mierzone nie na wdechu i nie na ścisk. Od trzech dni staram się jeść zdrowo, ale nie jestem głodna. To nie o to chodzi. Zamiast 4 kromek razowca – jem dwie. Zamiast ziemniaków – ryż, ten ciemny. Zamiast smażyć – piekę w folii, albo grilluję . Mięso chude, bez tłuszczu, dużo warzyw. Zamiast słodyczy – owoce. Przestałam słodzić herbatę, jedyne odstępstwo to mleko w kawie,- raz dziennie- które jest mlekiem skondensowanym i mleko w owsiance – 3.2 % tłuszczu. Nie dajmy się zwariować. Piję dużo – wody, herbat ziołowych, ale nie soków. Większym problemem jest aktywność fizyczna. Chciałabym ćwiczyć, ale znam siebie. Po 10 minutach umrę i tyle z tego będzie. Nie potrafię biegać – mam problem ze stawami kolanowymi i tym pieprzonym ścięgnem. Pływać też nie za bardzo. Orbitrek – odpada, już jeden miałam i oddałam. Mogłabym robić jakieś ćwiczenia w domu, ale kompletnie nie wiem od czego zacząć i jakich ćwiczeń szukać. Od siedzenia na tłustej dupie i afirmacji jeszcze nikt nie schudł, wiem. Od jakich ćwiczeń zacząć, żebym nabrała kondycji - wie ktoś ? Siłownia nie wchodzi w grę. Na Dochtora nie mam co liczyć, sam sobie radośnie tyje i ma w dupie a ja tak nie chcę.

I nie, nie będzie to blog o odchudzaniu. Absolutnie nie. Ale za miesiąc znowu sobie wkleję wymiary i wagę. Bo chciałabym mieć nad tym procesem kontrolę.

38 comments:

  1. czy urosły nie wiem,ale notki szkoda.Cza było w notatniku pisać i zrobić kopiuj wklej;)

    ReplyDelete
  2. Tuv, nigdy nie pisałam w notatniku, blogger sam zapisywał notki podczas pisania. A tu zonk. No nic dodałam apdejt. W zasadzie dla siebie.

    ReplyDelete
  3. Urosły. Kawałek co dzień rosną :-)
    A na kondycję to polecam rower. Przerzutki muszą być, żaden holender, bo sobie można nogi poukręcać. Najlepiej żeby było ze 21 biegów, 3 z przodu, 7 z tyłu. Będziesz śmigać jak ta lala :-)
    nika

    ReplyDelete
  4. Fajna klepsydra mi z wymiarów wychodzi, serio :)

    No nie wiem, może na youtubie poszukaj jakieś mało forsowne ćwiczenia, nie obciążające stawów kolanowych? Może jakiś pilates? On w końcu rozciąga i wysmukla.
    Spacery też są ok, pod warunkiem kilku kilometrów dziennie.

    A włosy masz krzywe o! Oddawaj, też takie kręcioły chcę o!

    ReplyDelete
  5. Rower mam. Z przerzutkami. Właśnie Dochtór pompuje koła i przegląd techniczny robi :-)))

    Włosów nie oddam :-))) Dużo nie urosły, ale od ostatniego hennowania jakieś 13mm, po odroście widzę :-)

    ReplyDelete
  6. Daisy ja Ci oddam moje, jak bozi dozi, wcale jakieś nie gorsze - Athiny zapytaj :P, tylko raczej proste i gęste ;/

    ReplyDelete
  7. I w związku z klepsydrą. Ni cholery jej nie ma. Klocek. Z wystającym brzuchem. Fuj.

    ReplyDelete
  8. To jak tak, to biorę, Anovi :-)))

    ReplyDelete
  9. włosy fajne:) a co do wagi... Grubel napitala na takim sprzęcie narto-nordicwalking czy coś i oprócz tego kajak;) W ciągu miesiąca zrzucił 10 kg! No ale odstawił sobie talerz na drugi koniec stołu, czyli dużo warzyw, chude mięso, zero coli i soków za to woda mineralna, gazowana co prawda ale zawsze co nie?;)

    ReplyDelete
  10. ps. utrudnienie polega na tym, że wszystko to na statku, z dala od domu i klusek żony;)

    ReplyDelete
  11. No to raczej ułatwienie, Ade :-))) Nie mam kajaka, nie mam kijków. Zmiana przyzwyczajeń jest trudna, szczególnie, że mam w domu egzemplarz uwielbiający słodycze. I tak jakoś zawsze mnie skusi. No nic, zobaczę, jakie efekty da mi takie rozsądne jedzenie, ale nie żadna dieta czy głodówka.

    ReplyDelete
  12. Od czterech tygodni dość ostro zmniejszylam porcje (zimą rozwalilam wieletnie hiperpoprawne nawyki dietetyczne, czyli zamiast chleba bułka, zamiast bułki - dwie bułki, tort bezowy - cały, za chwilę drugi, bo dobry był, słoik smalcu - w trzy dni etc, etc). Jem jakieś 1200 kalorii - plus minus. Schudłam 3,5 kilo, potrzebuję jeszcze dwa, bo domyślam się, że jak wrócę do normalnych porcji, to organizm jakieś 1,5-2 kilo zmagazynuje. W tej chwili chudnięcie się zatrzymało - to też prawdopodobnie jest normalny proces; sądzę, że ta aktualna waga jest ttraktowana przz organizm jako optymalna dla wieku, wzrostu, kośćca itd. Odstawiłam różne rzeczy i specjalnie nie cierpię z tego powodu. W tym, zdrowym odżywianiu wkurwia mnie natomiast niemożebnie, że muszę to ama gotować i dźwigać do roboty bydłowozem zbiorkomu jak jakiś chłoporobotnik z filmu Barei.

    ReplyDelete
  13. Baronowa wie, że ja jeszcze nie pracuję, dlatego teraz chcę schudnąć, bo wiadomo jak to w pracy (o ile jakaś będzie) jest. A to psiakrew ciasteczko, a to kanapki, a to smażenina na wynos. U mnie nadmiar to 10 kg. jakbym tak schudła do 55 to byłabym w siódmym niebie. Nie liczę kalorii, jem mniej.

    ReplyDelete
  14. No do 55 jeszcze nie zleciałam :-( ale się zaparlam i schudnę! :-D

    ReplyDelete
  15. Nabrac kondycji najlepiej chodzac (lub rowerujac, jesli kolana slabe) lub plywajac.
    W odchudzaniu nie pomoze, ale w kondycji tak.

    ReplyDelete
  16. Tyle, że Baronowa spoko schudnie do 55 bo drobina jest. A te moje 10 kg to nie takie proste :-(
    No nic. Nie będzie brzuszny wał pluł mi w twarz.

    ReplyDelete
  17. Kochanieńka :) Wymiary mam bardzo zbliżone do Twoich. Tylko wzrost 164cm a waga 68kg. W domu egzemplarz słodyczolubny, poza tym mamy i inne nałogi.
    W robocie jadam błonnik z mlekiem 1,5 procent, kanapkę z pieczywa razowego, warzywa. Napojów nie słodzę, soków nie pijam. Po południu obiad, zazwyczaj domowy, często bez węglowodanów. Na kolację dwa kawałki razowca z dodatkami.
    Niestety praca siedząca.
    Opona rośnie, nastrój maleje.

    ReplyDelete
  18. Małgoś no. Nie mam najlepszego nastroju. Niestety :-(
    Nic bez wysiłku, psiakrew. Nie te czasy, że była dieta MŻ, a na liczniku kg w dół leciały...

    ReplyDelete
  19. Ja schudłam licząc kalorie, wolałam ćwiczenia umysłowe od fizycznych :). Z początku liczyłam tak od przypadku do przypadku, jak po tygodniu schudłam 2 kilo, wciągnęłam się na amen. I teraz też widzę, że to jedyny sposób, jak tylko waga zacznie niebezpiecznie piąć się w górę, od razu wracam do liczenia i opanowuję sytuację w tempie błyskawicznym. Ja jestem krótkodystansowa, nie da mnie długotrwałe diety, zresztą Ty wiesz. Efekt musi być szybko, inaczej się zniechęcam. Zasadniczo 800-100 kcal daje przyzwoite rezultaty, a jak się jeszcze do tego dorzuci spacer chociaż pół godzinki i chociaż co drugi dzień, to już w dwa tygodnie pięć kilosków można zrzucić śpiewająco. I jedząc zdrowo! A włosy rosną, widać znaczą różnicę. Moje też na dopingu zaczęły rosnąć, nie powiem :). Henną robiłam już drugi raz, bo jednak im bardziej płomienna rudość, tym szybciej blaknie. Teraz trzymałam trochę za długo, trzy i pół godziny (przedtem niecałe trzy), i wyszły ciut za ciemnie jak na mój gust. I jakoś tak jakby mniej równo. A w ogóle to zakupiłam mikserek ręczny z plastikową końcówką, bo miałam dość po ostatnim. Pół godziny ciapałam, dwa widelce plastikowe połamałam, a grudki i tak zostały. Więc się zmądrzyłam i na następny raz będę elektroniką posługiwać się :).

    ReplyDelete
    Replies
    1. *Miało być 800-1000 kcal, zżarło mi jedno zero.

      Delete
    2. mam dietę ustawioną na mniej więcej 1400 kalorii. uważam że ta ilośc kalorii jest absolutnie nieludzo małą ilością kalorii. nie wyobrażam sobie co czuje człowiek jak je 800 ;)))

      ale faktycznie musi mieć szybkie efekty - bo na tej mojej to jest 1,5 kg na dwa tygodnie.

      Delete
    3. Spt, Owca jest wegetarianką, i faktycznie mało je. Na takich porcyjkach ja bym umarła. Ale jej to służy. Czasem mam ją ochotę po prostu udusić. Bo figurę ma jak milion dolarów.

      Delete
    4. o jesssu - są tacy ludzie. to jest albo wrodzone albo nawykowe. żona eksa tak ma. ona z kajzerki robi cztery kanapki i to podaje. ja cztery kanapki to robię z dwóch kajzerek ;) widziałam na własne oczy jak u nich byłam i blondyn poprosił ciocię o kanapkę. no i tak jest ustawiona - może z domu - i chuda jak kij. a ja jak nie napcham się mielonych z ziemniakami pod korek - to mi kiszki wyją. może dlatego tak cierpię ;)

      Delete
    5. Spt, mnie też gubi miłość do jedzenia i złe nawyki - typowa polska kuchnia z dużą ilością tłuszczy, śmietan ... tak się jadało u mnie w domu. Za to pocieszę siebie i Ciebie też - u Owcy to jest nawyk. Pokazywała mi zdjęcia. Ona schudła i trzyma wagę. Od wielu lat.

      Delete
    6. Dopiero teraz to doczytałam, wariatki :). No nie da się schudnąć (i utrzymać wagi) bez zmiany nawyków, co Wy sobie myślicie? Fakt, ja mam przemianę materii po tacie, ale też tyję, jak zaczynam sobie pozwalać, nie ma lekko. Zwłaszcza jak raz się przytyje solidnie (tak jak to było w moim wypadku), a potem solidnie schudnie. Bo komórki tłuszczowe nie idą w kosmos, tylko się zmniejszają. Ale już są, utworzone, zwarte i gotowe, i tylko czekają, żeby nadąć się znów jak balony ;). Nie jem mięsa, nie jem wielu innych rzeczy, mogę się doskonale obyć bez śmietany i klusek, ale za to jestem uzależniona od słodyczy. Jak wpadnę w ciąg, to siedzę, żrę i płaczę, ale nie mogę przestać. Cała blacha szarlotki, jeszcze ciepła? Proszę bardzo! Dziesięć paczek Korsarzy? A służę uprzejmie. Kilka tabliczek czekolady? Nie ma problemu. To jest straszne uzależnienie, bo nie dość, że się na figurze odbija, to i na zdrowie szkodzi tak samo, jak inne gówna. Cellulit aż kwiczy ze szczęścia, a żołądek, wątroba i trzustka tylko wyją z rozpaczy. Poza tym jestem fanką jedzenia tak zwanego śmieciowego, czyli wszelkiego rodzaju zapiekanek i innych frytek, a im bardziej buda śmierdzi, tym lepsze. Duuuużo mnie czasem samozaparcia kosztuje, żeby sięgnąć po jabłko zamiast wsiąść w samochód i jechać w poszukiwaniu budy czynnej o 3 w nocy ;).

      Delete
    7. No to ja przynajmniej ze słodyczami nie mam aż takiego problemu i żarcia śmieciowego nie za bardzo tykam, no zdarzy się od wielkiego dzwonu ze pożrę w Mc Śmieciu zestaw, ale to naprawdę raz na trzy miesiące jak nie rzadziej. Ale dogadzać sobie a to ziemniaczkami na masełku a to śmietana w sosie do makaronu ( kluchy UWIELBIAM i teraz cierpię) a to pierogi ruskie ( mlask!) - a to piwo lambikowe belgijskie - a dupa nawet nie kwiknie ostrzegawczo, tylko rośnie cichcem, a później mam całą szafę bezużytecznych szmat i chodzę jak obladro w legginsach i bluzie jak wór pokutny.

      Delete
    8. Tyyyy, zżarło mi komentarz! Ale chamstwo!

      Pisałam, że sama widzisz, jak masz dobrze, bo przecież wiadomo, że nic tak nie tuczy jak słodycze. A mój luby odkąd sam przytył, usiłuje przytyć i mnie (chyba żeby mu smutno nie było), i ciastka mi znosi, świnia jedna!

      Delete
  20. no to ja jem ostatnio podobnie.
    I zaczęłąm jeść grejpfruty i pomelo.Co pradwa z powodu skokó ciśnienia to robię ale zatykająmnie dokumentnie i nawet schudłam;)
    no i rower,rower!

    ReplyDelete
  21. Owca, jak widzisz, mnie też się rudość wypłukała dość szybko. Dobrym sposobem na rozmieszanie henny - przed wlaniem wody czy cytryny przesiać proszek przez sitko. Dobra, będę liczyć kalorie. Dziś kawa bez mleka.

    Tuv - spróbuję weidera, ale się boję o kręgosłup.

    ReplyDelete
  22. Kawa z mlekiem (chudym) to tylko około 25 kcal, nie musisz sobie żałować :). Ty zdaje się pijasz bez cukru, to przynajmniej to jedno z głowy. Grunt to znajdować zamienniki. Taki na ten przykład jogurt zasadniczo bywa raczej kaloryczny. Ale już kefir nie, a też zdrowy. Do kefiru otręby i masz posiłek jak ta lala. Pieczywko zamiast z żółtym serkiem i pomidorkiem, to z samym pomidorkiem. Itepe, itede. Sałatki z mniejszą ilością sosu, albo najlepiej surówki. Chudy twaróg, bo dobrze zapycha już niewielka ilość. Bób w każdych ilościach. Samo zdrowie, kalorii tyle co nic. Soja pod każdą postacią, bo zawiera super dobre kalorie, jest baaardzo zdrowa i nie tuczy nic a nic. Soczewica pyszna, kiełeczki, owoce morza, szparagi. Szparagi to w ogóle do bólu, bo 100 gram ma tylko 14 kcal!

    ReplyDelete
  23. Owca, piję bez mleka i nie słodzę. Wchrzaniam warzywa na surowo i gotowane, ale bez sosów. Odstawiłam. Ser zółty i topiony - won. Twaróg rządzi. Pomidory i jajka na twardo - okazjonalnie. Kefir zamiast jogurtu. Bób uwielbiam :-) Kiedyś jadłam z masłem - teraz masło won. No jak nie schudnę na takiej diecie to naprawdę się załamię.

    ReplyDelete
  24. Daisy - szczerze życzę:D,bo i ja chciałabym zrzucić oponkę.Ale w pewnym wieku coraz to trudniej uskutecznic zauważam niestety bo organizm sie BRONI.

    ReplyDelete
  25. Tuv, wiem. Wiem, że to łatwe nie będzie, ale mam dobry przykład pod nosem. Mama Macieja jest po 50-tce i ograniczając pewne pokarmy schudła o dwa rozmiary. Nie ćwiczyła, jeżeli nie licząc wieczornych wysiłkowych spacerów z koleżanką. Jeżeli ona mogła to ja też mogę.

    ReplyDelete
  26. no to faktycznie świetny przykład że MOŻNA.Ja wiem że po rowerze chudnę,tzn nie,nie tak spektakularnie że rozmiar ale kształty idą.Wyrabia sie talia,i ciuchy lepiej leżą.Ja się wzięłam za spacery z Rudką - ale to mogę tylko rano,bo po południu Młoda mi psię zabiera;/.

    ReplyDelete
  27. Schudniesz na bank. Gwarantuję Ci to. Ja też nie ćwiczyłam swego czasu, a schudłam ponad 20 kilo, pamiętasz? Chadzałam tylko na spacery, ale wcale nie wysiłkowe i nawet nie codziennie. Co prawda byłam wtedy o tę dychę młodsza, ale teraz też widzę, że jak tylko zacznę się ograniczać, waga leci w dół aż miło. No, doskonałym katalizatorem błyskawicznego spadku wagi jest jeszcze stres, ale tego Ci akurat nie życzę. Za to drugim świetnym sposobem jest coś innego na "s", i to akurat polecam w każdych ilościach ;).

    ReplyDelete
  28. owcaa - no żeby to drugie na "s" odchudzało to trzeba np dla 300 kalorii spalenia uprawiać przez min 57 minut cięgiem...
    Znaczy się uważaj co Daisy życzysz:D

    ReplyDelete
  29. A nieprawda, bo liczysz tylko kalorie czysto "sportowe", a tu dochodzi adrenalina, endorfiny... Się Dochtór dobrze postara, to nam Daisy na patyczek wychudnie ;).

    ReplyDelete