Wednesday, 28 August 2013

...

Nie mam jakoś weny ostatnio, no nie mam, przyznaję się bez bicia. Nic ekscytującego się nie dzieje, może zacznie po 3 września, kiedy to przewali się Dochtorowy egzamin i życie wróci chociaz na chwilę do normy. Mamy plany wyjazdu do Szkocji na weekend, mamy plany posnucia się tu i tam, no mamy. Ale i tak wszystko wylezie w praniu.

Mam na szydełku dwa kocyki naraz, psiakrew. A jak dobrze liczę - to trzy. Okazało się, że sąsiedzi będą sprzedawać dom, a w posiadaniu mają dwóch synusiów nad wyraz grzecznych i dobrze wychowanych. Jeden ma 4 a drugi 2 lata. I o dziwo - nie krzyczą, nie piszczą, nie drą ryja jak opętani przez demona. Starszy do mnie przychodzi i puka do drzwi z pytaniem, czy mu znowu upiekę ciasto, czym mnie rozwala na łopatki i rzucam się natychmiast do kuchni i piekę :-) No dzieci  cud. I to dla nich ścibolę taki piknikowy kocyk, żeby mogli sobie na plaży, czy w parku wygodnie usiąść.

A dlaczego piszę, że grzeczni ?

Bo za drugim płotem mam BACHORY z piekła rodem. Gdybym miała pancerfausta, to wycelowałabym bardzo dokładnie, żeby na pewno trafiło w te małe blond zdziry. Podcięłabym im struny głosowe i wyrwała nogi z dupy. Tego jazgotu się nie da opisać, to trzeba usłyszeć. Wyobraźcie sobie pisk styropianu po szkle pomnożony razy sto, puszczony przez profesjonalny system do nagłaśniania koncertów. A starzy wypuściwszy progeniturę do ogrodu - zamykają dźwiękoszczelne drzwi i mają w dupie sąsiedzki komfort.

Nie zwrócę uwagi tym rodzicom, bo to tępe chamy są. Kiedyś zaczepiła mnie mamuśka i zadała mi jakieś pytanie, odpowiedziałam grzecznie, na co ta krowa odwróciła się na pięcie, i poszła do domu. Ani dziękuję, ani proszę, ani pocałuj mnie w dupę. Zostałam z opadłą szczęką. Dodatkowo mamuśka ma głos jak słowik co konie dusi, a ojciec prezentuje sobą typowego przedstawiciela lower class z piwskiem w ręku i mało lotnym tatuażem - krucyfiks na plecach z imionami żeńskimi, szczyt wyrafinowania, mówię Wam.

Boję się takich ludzi. Bo nie wiem jaka będzie ich reakcja na moją uwagę, żeby małym blond zdzirom kupili knebelki. Jeszcze mi kota otrują, albo skrzywdzą ? Nic to, może się wyprowadzą, może ich coś zeżre, może ich szlag trafi. Mogę jeszcze napisac donos do agencji, ale będą wiedzieli, że to ja napisałam, więc dupa z tyłu, jak zawsze.

Całe szczęście wrzesień się zbliża,  bachory wracają do szkoły, pogoda coraz mniej sprzyjająca, będą się te małe zdziry darły w domu.

A ja nareszcie będę mogła otworzyć drzwi do ogrodu. I posłuchać CISZY.

KURWAŻESZMAĆ!




11 comments:

  1. :))) qrcze. chociaż ja jak czytam o tych grzecznych i cichych to od razu się marwtię, że może zastraszone? a jak o ciasto proszą - to może rodzice głodzą? taka psychoza kobiety co ma na stanie raroga który cichnie jak chory :)

    (nie już się nie drze w ogródku, bo teraz mamy etap gitary elektrycznej. na tarasie. o północy :DDD no dobrze. BIORĘ ZA ŁEB I ZABIERAM GITARĘ. I nie mam piwska w ręku. jestem ta dobra sąsiadka co ma pokład emoatii ;)

    ReplyDelete
  2. CO Ty, Spt, nie zastraszone, po prostu mają fajnych rodziców, którzy tłumaczą i rozmawiają z nimi. Nieraz widziałam jak Nicola i Kris z nimi się bawią, grają w piłkę - a co do zagłodzenia - wnioskuję, że najbardziej zagłodzony to Kris jest - nawet trawnik mi skosił w zamian za ciasto z budyniem :D

    ReplyDelete
  3. A jeszcze dodam że system kar i nagród mają w domu opanowany do perfekcji :-)))) Harry, ten starszy co wieczór dostaje naklejkę, jak był grzeczny, a jak nie był, to nie dostaje. Jak mu się zbierze wystarczająca ilość naklejek, to dostaje od rodziców nagrodę :-)))

    Młodszy jest jeszcze za mały, więc ma lepiej, bo wciąż na pozycji "dzidziusia" jest :D Takie dzieci mogłabym mieć, nawet tuzin. natomias to za płotem to pomioty szatana są. Ogród zawalony różowymi plastikowymi zabawkami, łącznie z takim samochodem na baterie, co hałasuje jak kombajn zbożowy, jakieś barbie i hello kitty, chłam straszny. A u Harrego jest piaskownica, jedna hustawka a idą się wybiegać do parku, w piłkę pograć, na rowerkach pojeździć - ale to wymaga zaangażowania rodziców. A tu lepiej chlac piwo, a bachory niech szaleją w ogrodzie, nie trzeba nigdzie wychodzić.

    ReplyDelete
  4. No dobra. Uspokoiłaś mnie. To nie ofiary terroru :)))

    A co do tego jakie mogłabyś mieć to mam taką obserwację, że dzieci są podobne do swoich rodziców. więc Twoje byłyby podobne do Ciebie. teraz sobie odpowiedz na pytanie czy jesteś żywa czy siedzisz w kątku ;)

    (bo ja na ten przykład mając półtora roku pogryzłam pudla sąsiada. to czego mam niby wymagać od kości z mojej kości? wybrałam sąsiadów bez psa ;))))

    ReplyDelete
  5. Nie no, ja rozumiem, byłyby pewnie te moje dzieci trochę szalone, po drzewach by łaziły i eksplorowały każdą szczelinę, ale ja nie wrzeszczałam tak przeraźliwie. Bo mnie matka tak wychowała, że się sąsiadom nie przeszkadza. Zresztą, od najmłodszych lat mam uczulenie na hałas, dlatego nigdy nie chodziłam na dyskoteki czy do klubów. Nawet na koloniach jak była zabawa, to prosiłam panią, żebym mogła zostać w pokoju z książką :-)))) O, co jak co, ale dzieci po takich ewentualnych rodzicach jak ja z Dochtorem to najpewniej siedziałyby z nosem w książce cały boży dzień :D

    ReplyDelete
  6. Och. Od razu mi się przypominają te chińskie kurwy z fortepianem, co to się darły jak opętane (z mamusią włącznie, więc przykład szedł z góry) na najwyższych, najpiskliwszych obrotach na widok Fuzlaka, od czego biedak zawału dostawał za każdym razem. Nawet nie wiesz, jak dobrze Cię rozumiem. I jak bardzo Ci współczuję :(.

    Dokładnie tak, jak napisałaś. Sąsiadom się nie przeszkadza. W ogóle żyje się tak, żeby w miarę możliwości nie utrudniać życia innym. Ale niektórym tego nie wytłumaczysz. My się wyprowadziliśmy, bo - jak to się mówi - z gównem nie wygrasz, a śmierdzi jak diabli i tylko się człowiek cały utytła...

    ReplyDelete
  7. miałam coś mądrego ale Owcaa mnie rozwaliła tymi chińskimi kurwami z fortepianem:D
    Ale, ale! jakby tak wydusić po kolei?;)

    ReplyDelete
  8. Owca, ja doskonale pamiętam Twoje przejścia z tymi uroczymi sąsiadkami, ja mam o tyle dobrze, że jak zamknę drzwi do ogrodu, to piski aż tak nie przenikają. No ale następne lato przyjdzie i znowu się zacznie, nie ? Tak, że zyczę im kosmicznej sraczki z padaczką oraz tego aby ich Landlord wyp...wyrzucił na zbity ryj, bo to autentycznie jedyna rodzina na ulicy, która zachowuje się jak buractwo najgorszego sortu.


    Ade, chętnie bym wydusiła, bardzo chętnie!

    ReplyDelete
    Replies
    1. No te moje to była czteroosobowa rodzinka, sąsiad plus żona i dwóch synów. On za samą twarz pięć lat bez wyroku, ona i dzieci słowa po polsku (import z Dalekiego Wschodu), za to całą trójką bite osiem godzin ćwiczeń fortepianowych dzień w dzień. I tak przez trzy czy cztery lata, już nie pamiętam. To i ten jazgot na wysokich obrotach, kompletnie nie rozumiem dlaczego, bo przecież mieszkali tutaj, dzieci chodziły do polskich przedszkoli/szkół przez ten czas chyba?... Do dzisiaj budzą się we mnie mordercze instynkty na samą myśl.

      Ale sraczkę to akurat da się załatwić, żaden problem. Upiecz im ciasto z wkładką.

      Delete
  9. a czy można się zapisać w kolejke na kocyk/narzutę?

    ReplyDelete