Wraz z jesienną aurą spadł na mnie niechciej . Niechciej objawia się najczęściej, kiedy siadam do komputera. Nie mam ochoty na pisanie notek, fejzbunio mi zdycha, jeszcze z rozpędu czytam blogi i nawet czasem skomentuję, ale jakos nie wkładam w to serca.
Dodatkowo od przyjazdu z wakacji jestem zaglucona. Od ponad tygodnia walczę z infekcją i zawalonymi zatokami, bólem głowy. Oczy łzawią jakby ktoś sypnął w nie piasku, w płucach gra Von Karajan.
Tyle dobrze, że mi na stawy nie padło i jakoś szydełko potrafię utrzymać :-)
To idę się zakopać pod łączonym właśnie kocykiem dla Athinowej córy.
Pewnie pomilczę czas jakiś.
:-*
Monday, 11 November 2013
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

A już miałam zapukać, żeby pożyczyć szklankę cukru, tyle Cie tu nie było..:)
ReplyDeleteniechciej jesienny jest zgodny z naturą i nie należy z nim walczyć. bo przecież jest PRZEPRZYJEMNY (piżama, nalewka, kominek, książka, szydełko, co bądź. po cholerę więcej chcieć :)
ReplyDeleterozumiem i wspieram mentalnie :*
ReplyDeleteWiecie, to tak kilka spraw się nakłada jeszcze na niechcieja, bo to i ta infekcja i brak słońca, Dochtór kuje do ostatniego specjalizacyjnego co to mu w urodziny wypadnie, więc widzę jego plecy ostatnio najczęściej... Ech. Pomilczę, wyzdrowieję i się zobaczy.
ReplyDeleteMałgoś - dzięki za wsparcie. Co jak co, ale też mam tę alergię co Ty - pewnie zaraźliwe toto jest :D
niechciej i mnie dopadł totalny;/.
ReplyDeletee tam... już wole faktycznei siedzieć w pracowni i cos tam szyć.