Sunday, 21 May 2006

...

Szaleństwo pt: "mega-week" się skończyło. Hordy rozentuzjazmowanych obniżkami cen Angoli przewalały się przez moje ukochane miejsce pracy od 8 rano do 22 wieczorem. Pracowałam od poniedziałku aż do dzisiaj na takich obrotach, że do tej chwili mam zawroty głowy :-) Napięcie powoli opada, całe dwa dni przeleżę i przepachnę i niech mnie ręka boska broni od wykonywania jakichkolwiek prac domowych. Może mi pranie z kosza wychodzić i stukać mnie w ramię, mogą mi gary strajk urządzać a ja i tak włączę opcję " ignore" W nosie mam porządki :-) Zaraz będę pić alkohol, hehehe :-) Oczywiście skorzystałam na tych obniżkach, a jakże :-) Nabyłam, w kolejności dowolnej : srebrny medalion z markazytami, chamski zegarek z nabijanym ćwiekami paskiem, torebkę z miękkiej brązowej skóry,buty od Faith, kieckę Siostrze na urodziny włącznie z eyelinerem z EL, Touche Eclat ( cudotwórczy preparat, jak Boga kocham, posmarowałam się mazidłem i nie widać sińców pod oczami !!!) , Armaniego dla Osobistego i więcej grzechów nie pamiętam... Od dwóch dni - cisza w eterze. Nie miałam szans na rozmowę z M. Nie to, że mam mu coś szczególnie ważnego do powiedzenia, ale ... brakowało mi jego głosu przed snem. Tęskniłam zasypiając. Przyjaciółka wysłała mi najnowsze zdjęcia M i jak na nie patrzę to mam ochotę wskoczyć w najbliższy samolot. Gupia jestem :-)

No comments:

Post a Comment