Tuesday, 2 May 2006

...

Wyśpię się chyba po śmierci. Od rana chodzę na lekkim wkurwie, bo dziecina Siostruni pokazowo odwaliła mi poranne budzenie - najpierw drąc się na kota, a później na psa, że zjadł Rudemu żarcie. Napominanie, żeby zamykać drzwi podczas karmienia dzikich zwierząt - nie skutkuje. Na psa krzyczeć nie pozwolę, bo Max nie rozumie, że miska jest kocia, a nie jego. Proste jak drut - jest w misce żarcie, to się je zjada bez ceregieli. Dobrze, że siostra wraca z wojaży dzisiaj... bo jeszcze jedna nadęta mina, a łomot bym małoletniej spuściła jak trza. Wczoraj też zapodała mi próbkę nadęcia. Tyle razy było mówione, że na rower nie może iść sama. Raz, że nie ma tu w pobliżu ścieżek rowerowych, dwa, że nie ma łańcucha do przypięcia roweru. Patrze przez okno, a Młoda taszczy rower po schodach. Wybiegłam za nią i pytam gdzie się wybiera. Do sklepu. Aha. Przez główną ulicę, z rowerem bez możliwości przypięcia tegoż. Zobaczyłaby ten rower jak świnia niebo po wyjściu ze sklepu. Mówię co i jak. Zawróciła. Ale focha strzeliła takiego, że mało brakowało, bo już mi rączki latały. Nie mam dzieci, fakt. Może swoim bardziej bym pobłażała, chociaż nie przypuszczam. Mogę zrozumieć roztrzepanie,bałagan w pokoju i nie zmienianie kotu wody, chociaż codziennie jej przypominałam ( Osobisty dzisiaj wyniósł kocią miskę z gnojem) Ale jak widzę niechęć do używania mózgu - poza grami komputerowymi i obrażone miny to ratunku !!! Siostrze nie zwrócę uwagi, bo raz mi się już oberwało, że Młodej nie toleruję. Niestety, nie udało mi się jej przekonać, że nie toleruję bezmyślności i braku szacunku li i jedynie. W pracy totalny zastój i nuda. A target wysoki i gryzę pazury z niepokoju. W piątek przyjeżdża moja szefowa z centrali, więc stresa mam i pewnie przez to sparszywiałam na obliczu. Gdyby nie mój wiek podeszły to pomyślałabym , że to trądzik młodzieńczy :-))) No nic, smaruję to jakimś żelem i zaczerwienienie powoli schodzi. Ale do piękności to mi daleko. M zawalił zaliczenie, teraz siedzi i bawi się w dzięcioła. Niech on zalicza te egzaminy, bo ja się nerwowo wykończę. Cały poniedziałek snułam się w pracy zgięta wpół jak ofiara . Nerwica mi się odezwała, dziwa jedna. Trzy lata był spokój. Nawet po śmierci Daisy mnie nie dopadła. A teraz jedna sesja i mię zgięło. Żeby to jeszcze była MOJA sesja.... Ech. Idę spać. Jutro znów od rana kołowrotek.

No comments:

Post a Comment