Sunday, 30 April 2006
...
Wpadłam w pracoholizm. I co gorsza - uwielbiam ten stan. Ale praca daje mi tak niesamowitą satysfakcję, że sex przy tym to małe miki :-))) Stoję ja sobie w swoim mundurku od Lancome'a za moim marmurowym kontuarem, doradzam i testuję na klientkach, jak na królikach doświadczalnych, najnowsze kosmetyki i fruwam 10 cm nad ziemią . No wariatka. Jak nic - niezrównoważona :-) I nareszcie wylazłam z kompletnego doła, już nie snuję się jak smród za wojskiem z kąta w kąt. Odżyłam.
W zeszłym tygodniu pojechałam do Canterbury. Urokliwe miasteczko z przepiękną katedrą. Chciałabym pojechać tam jeszcze raz, bynajmniej nie sama :-) Chcę tym zachwytem podzielić się z M. Wędrować wąskimi uliczkami przytulona do jego ramienia. Cholera. Tęsknię za nim przeokropnie. To było takie naturalne i oswojone, kiedy mogłam się budzić obok niego. Nie przeszkadzało mi, że rano wyglądam jakbym przedzierała się przez wyjątkowo kolczaste chaszcze, że buziunię mam w stanie, który wymaga NATYCHMIASTOWEGO nałożenia nań papierowej torby z otworami na oczy, żeby ludzi nie straszyć...bo on tak na mnie patrzył jakbym była co najmniej Miss Universum z kontraktem na modelling i rolą w najnowszym filmie z Hollywood...
Aż boję się myśleć, co to będzie , jak on na oczy przejrzy :-))))
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

No comments:
Post a Comment