Sunday, 2 April 2006
...
Będzie bez tytułu. Bo i nastrój mam taki, że nie podchodzić, bo grozi kalectwem. Po pierwsze - jest zimno jak w psiarni i grad dzisiaj wesolutko, ekskjuzemła, popierdzielał, po drugie w TV jeno wspominki o JP II ( nie ubliżając niczyim uczuciom, mogłabym nosić koszulkę z napisem - " nie płakałam po papieżu" ) po trzecie - okazało się, że dwa dni po wypłacie nie ma już żadnych pieniędzy na koncie. No żesz kurfa. Do kolejnej pieniężnej równo 25 dni. Miałam wysłać parę drobiazgów do Polski i nie wyślę, bo nie mam za co. Pracy nie ma, pogoda do dupy, wino wytrawne za kwaśne a zupa za słona.
Ale nic to. Wkurw ma to do siebie, że mija. Nie ma kasy ??? Będę mniej żreć i tylko mi to na dobre wyjdzie. A jutro robię dzień bez komputera . Dorwałam biografię Audrey Hepburn i mam zamiar ją przeczytać.
Ps: Obśmiałam się jak norka. Siostrunia kupiła to kwaśne wino - wypiłyśmy połowę, flacha ostała się na stole w salooonie :-) Przyszedł z pracy Osobisty, spragniony - wziął flachę i nalał sobie od serca do szklanki. Wypił . Procedurę powtórzył . Siostra wróciła do salooonu i zauważywszy brak napoju zapytała -"where is my wine ???" na co Osobisty głosem operowym - "past the point of no retuuuurn, no backward glaaaances !!!" Zeszłam :-))))))
A na Phantoma i tak się jeszcze raz wybiorę . Do Teatru Jej Królewskiej Mości of kors. Film nie zrobił na mnie takiego wrażenia.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

No comments:
Post a Comment