Wednesday, 5 April 2006

...

I tak. Siostra oddała klucze do agencji nieruchomości. Od dzisiaj mieszka już formalnie pod nowym adresem. Rano zdziwiłam się niepomiernie, bo obudził mnie Osobisty, wnosząc do mojej sypialni kubek z kawą . Nawet się mu udało NIE posłodzić. Zadziwiające. Przez 10 lat tłukłam mu do głowy, że na przykład nie mogę zażywać aspiryny ani jej pochodnych, no i co zazwyczaj przynosił mi z apteki ??? Ano aspirynę bądź jej pochodne. A tu ta kawa ? Niesłodzona ? Dziwne. Zobaczymy. Jak codziennie będzie mi serwował tę nieszczęsną niesłodzoną, to stwierdzę, że coś tu nie gra. Pewnie planuje mnie otruć :-))) i ożenić się z moją Siostrą , o !  Dzień bardzo udany, znowu poćwiczyłam w moim fitness-klubie, zaliczyłam marsze wiosenne po miasteczku i jako, że lubię przesadzać - zakupiłam doniczki, wór z ziemią i cebulki gladioli. Chcę mieć chociaż namiastkę ogrodu na tym betonowym wybiegu - bo przygnębia mnie widok za oknem. Beton. Szopa na narzędzia. Beton. Pamiętam nasz pierwszy ogród w Londynie. O tej porze roku zaczynało się tam szaleństwo. W najdalszym kącie - stare, dorodne drzewo czereśni - pięknie kwitła. Nad stawem - kępy irysów , fioletowe i żółte. Tulipany,żonkile, narcyzy i prymule. Latem - róże pnące. Lawenda. A pod oknami w skrzynkach - maciejka :-))) Po całym dniu pracy siadywałam na drewnianym krześle, przy drewnianym, okrągłym stole i patrzyłam na ogród.Przychodziły wiewiórki. Po orzechy...Tęsknię za tym ogrodem. Bo włożyłam wiele pracy, żeby wyglądał jak wyglądał . A teraz za oknem mam wybieg dla cieląt. No to chociaż te gladiole ... U babci w ogródku podpierały płot. Różnobarwne. I lwie paszcze - obrywałam im kwiaty, bo tak śmiesznie kłapały - wystarczyło ścisnąć u nasady i kwiat faktycznie otwierał się jak miniaturowa paszcza, pokazując żółte, pyliste pręciki. Aksamitne kępy bratków. Tak ciemnofioletowe, że aż czarne. I lilie. Białe. Kojarzące się z kościołem pod wezwaniem Św.Mikołaja w najbliższym miasteczku. Od ich zapachu bolała głowa.  Nie zrobię z tej betonowej pustyni prawdziwego ogrodu. Wiem, że to nierealne. Ale to co będzie mogło wyrosnąć w donicach - posadzę, przesadzę, zasadzę :-) A ten londyński ogród pewnie poszedł na zmarnowanie. Teraz należy do samotnego faceta, który miał upodobania do minimalizmu. Pewnie wyciął w pień wszystko i zasypał żwirem. No cóż. Nie pierwszy i nie ostatni raz straciłam coś, co kochałam.   

No comments:

Post a Comment