Friday, 7 April 2006
...
Ożesz. Nie wyspałam się. W związku z tym warczę. Soczyście mielę swojskie "kurrrrwa mać" w różnych tonacjach. No cóż, wulgarna jestem jak szewc. I dobrze mi z tym. Najpiękniej klnie się w ojczystym języku. Bo to rolujące "r" tak cudnie uspokaja. No jak tu się wyluzować klnąc w lengłydżu ? Takie "fuck off" to oni se mogą w dupę wsadzić i podpalić. Na mnie nie działa zupełnie.
A nosi mnie z różnych powodów.Po pierwsze. Jutro są urodziny mojej, kiedyś najbliższej, przyjaciółki. Zadzwonię. Jak co roku. Mniejsza z tym, że tak zwana przyjaciółka wywinęła mi numer stulecia. Finansowy. Na jakieś 40 tysięcy. Ale co to jest 40 tysięcy ??? Ano nic, tyle to ja zarabiam w dwie godziny, nieprawdaż ? Kurrrr.... Głupich nie sieją . Nauczkę mam na całe życie. I jakaś część mnie, ta część, która odpowiadała za zaufanie do ludzi, a przyjaciół w szczególności,- poooooszła ! Wew tak zwane pizdu. Z 20 lat przyjaźni pozostał niesmak, żal i wkurw. Wybaczyłam jej, ale nie zapomniałam. Utrzymuję z nią kontakt. Tylko szacunku jakby nie mam ... ech.
Po drugie. Boli mnie. Wszystko. Kręgosłup mi siadł na amen. Nic dziwnego, skoro przez trzy godziny stałam w kuchni dziergając ruskie pierogi. Udziergałam 60 z czego połowy już nie ma, bo zostały zeżarte w 10 minut przez stado wołoduchów. Fajnie. Wciągnęli nosem. I niech im na zdrowie pójdzie.
Po trzecie, po czwarte i po piąte - tęsknię.
Niech już będzie lato.
M przyjedzie .
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

No comments:
Post a Comment