Saturday, 11 September 2010
...
Doleciałam. Walizka mi się w drodze rozpadała na części pierwsze,- najpierw rozlazł się zamek i z konwejera zbierałam po kolei tabletki anty, tarkę do stóp i majtki, a na schodach Świętej Trzustki trzasnęły wsporniki do kółek :-))))
Ale dowlekłam torobajdło.
Jutro urządzę walizce uroczysty pogrzeb.
A teraz idę spać :-)
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

E! Wstawaj! :-)
ReplyDeleteOj, no wstałam!
ReplyDeleteNie poganiaj mię, bo tracę oddech ;-)))
No pacz pani, a jednak się rozpadła...
ReplyDelete:D
Spektakularnie :D
ReplyDeleteA gary się nie obtłukły? :D
ReplyDeleteGrunt, że zęby cale :-D
ReplyDeleteGary się nie obtłukły :-))) Zęby całe. Dekoder do cyfry też.
ReplyDeleteNormalnie cuda, panie, cuda :-)))
jak zęby?
ReplyDelete:)
walizce się należy godne pożegnanie
:)