Sunday, 20 February 2011
...
Ależ miałam noc, niech to diabli. Zaczęło się jak zwykle od bólu żołądka czy kij wie czego - jeszcze w pracy. Wróciłam do domu zgięta wpół, mamrocząc pod nosem inwektywy, bo co jak co, ale na ten ból pomaga li i jedynie bliskie spotkanie trzeciego stopnia z białym porcelanowym i miotanie wiktem. A na to nie miałam ochoty, bo co to w końcu za przyjemność. Postanowiłam przeczekać i nie bawić się w bulimiczkę. Dochtór poszedł na nocny dyżur i zostałam z niewdzięcznym żołądkiem sama - nie licząc kota.
Ból nawracał falami. W przerwach pomiędzy wlazłam pod prysznic na wszelki wypadek, bo umierać na śmierdząco nie miałam zamiaru. Wyczołgałam się z brodzika, założyłam na siebie świeżo wypraną piżamę i zaległam w piernatach czekając na najgorsze. Kot chyba wyczuł pismo nosem, że Mamusja może zejść śmiertelnie - ułożył się wygodnie tuż obok mojej głowy i objął mnie łapkami. Nie powiem, rozczuliłam się niezmiernie że stworzenie takie współczujące i pociągając nosem zasnęłam, zbolała i rozżalona. O jakiejś trzeciej nad ranem obudziłam się z kotem wciąż owiniętym wokół i tak intensywnym bólem, że wbrew sobie pożarłam JEDEN Tramadol żeby bezboleśnie umrzeć. Nie wiem jak i kiedy - odpłynęłam w błogi niebyt. O szóstej obudził mnie jęcząco-drapiący kot. Podniosłam się do pozycji siedzącej i tak szybko jak się podniosłam tak szybko opadłam. Wypicie pół litra wódki na czczo byłoby pewnie mniej niebezpieczne niż ta jedna mała tabletka. Nie byłam w stanie utrzymać się w pionie, a kot jęczał coraz głośniej. Nie wiem jak tego dokonałam, ale spełzłam z łóżka i trzymając się ścian, sprzętów i wreszcie poręczy - dotarłam na parter. Drogę powrotną odbyłam na czterech.
Skutki Tramadolu odczuwam do teraz. Zawroty głowy, ogólna słabość i ani rączką ani nóżką. Kiwam się na krześle jak sierota obrzygana, trzęsąc się z zimna. Wnisek z tego jest jeden - taka ze mnie morfinistka jak z mysiej dupy rajzentasza. Nigdy więcej.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

aż strach czytać;/.
ReplyDeletemam nadzieję że jednak z każdą chwilą lepiej?
Tuv, lepiej i nie lepiej. Żołądek nie boli, ale ta ogólna niemoc mnie wykańcza! Tramal brałam raz w życiu i wtedy też miałam takie sensacje, ale składałam to na karb nieprzespanej nocy, teraz już wiem, że to lek sam w sobie tak mnie upadla :-)))
ReplyDeleteBrrrr. Czacha, rzym się.
ReplyDeleteDobrze byłoby jednak znaleźć przyczynę tego bólu.
ReplyDeleteFlujdy slę!
Dikejko, wiem, przydałoby się rurę połknąć, bo USG nic nie wykazało. Ale aż się kurczę w sobie na myśl o gastroskopii. Póki co - odchwyciłam się i już nie omdlewam :-)))
ReplyDeleteA jak na obiad pożrę ten wielki soczysty stek z sałatą, to juz WOGLE na nogi stanę :-)))
Baronowo, dzięki za czachę - przydała się :-)
Daisy, takie ataki bolu z ulga po wymiotach to czasami kamica przewodowa, USG jej nie wykazuje zwykle.
ReplyDeleteAlbo i zoladek sam w sobie - wtedy rura koniecznie.
Co zezarlas wczesniej, przed tym atakiem?
Zeżarłam własnoręcznie przyrządzoną sałatkę z makaronu z tuńczykiem, kukurydzą, cebulką i odrobiną majonezu Winiary. Majonez był świeżo otwarty. I chwyciło mnie to parę godzin po spożyciu. Tak ze dwie godziny po. No chyba będę musiała tę rurę, no cholera jasna psiakrew!
ReplyDelete:-((((
Tunczyk byl w oleju?
ReplyDeleteW odrobinie, bo odsączyłam prawie cały. Trochę to nielogiczne, bo zdarza mi się tłustsze kąski spożywać i nic :-(
ReplyDeleteStawiam na pieprzoną kukurydzę z puszki.
Moze i kukurydza - kto to widzial jesc pasze dla bydla?
ReplyDeleteGypsi, tyle Ci powiem, że nie tylko ja mam z tym zagwozdkę. Dochtór próbował poskładać do kupy okoliczności w jakich łapie mnie ten ból i nie ma reguły. Albo po jedzeniu, albo nie. Albo po tłustym albo nie. No ocipieć można. Zawsze boli pod lewym łukiem żebrowym, więc to chyba nie kamica. Nie wiem. Rura nade mną wisi jak miecz Damoklesa.
ReplyDeleteAaaa - jak pod lewym to albo zoladek albo czustka.
ReplyDeletePo lewe lopatke promieniuje moze, na skros lub naokol?
Ano. Promieniuje. Czyżby święty Pankracy ?
ReplyDeleteMoze byc.
ReplyDeletePrzydaloby sie w czasie ataku amylaze sprawdzic, we krwi i moczu.
To raczej będzie trudne. A jak inaczej mozna sprawdzić czy to jest pankrac ?
ReplyDeleteCzasmai jeszcze widac w USG, ale rzadko.
ReplyDeleteNo to dupa, na USG w opisie wszystkie bebechy w porządku :-(
ReplyDeleteAle sluchaj, jakbys na A&E z Dochtorem podjechala, to by Ci wzieli te badania przeciez?
ReplyDeleteNo wczoraj jakoś nie miałam okazji, bo byłam sama w domu. Może się uda następnym razem.
ReplyDeleteJa idę do lekarza od pół roku :-)
ReplyDeleteo jezu jezu. łączę się w bólu, bo ja się z kolei wczoraj strułam. wprawdzie nie wzięłam tramadolu, ale jak dziś rano się podniosłam do pionu, tak jeszcze szybciej wróciłam do poziomu. a potem jednak musiałam się spionizować, bo dziecko. nie było to fajne W OGÓLE. i nadal nie jest.
ReplyDeletegastro mogą Ci zrobić w narkozie, zdaje się, i po moim doświadczeniu ja się chyba będę na przyszłość przy tym upierać. acz z drugiej strony już wiem, że da się przeżyć. mnie powiedzieli po fakcie że byłam drugim najgorszym pacjentem w ciągu roku. podobno jeden pan był gorszy. więc wiesz, nie łam się - żeby mnie dorównać będziesz się musiała postarać ;)
Daisy, pomijajac koniecznosc zobaczenia czynnosci trzustki - czy nie ma to zwiazku z mlekiem i pochodnymi?
ReplyDeleteBo mam takie same dolegliwosci jak zjem bialy serek, wypije szklanke mleka (6 godzin sraczki i utrata 10 litrow plynu - we lbie mi sie kreci BEZ tramadolu...) czy zjem medium rare steka(!)
Trzym sie tam - niech ci Dochtoru zalatwi cocodamol, over counter jest 8/500, w szpitalu sie znajdzie 15 i 30/500 - przy okazji p. bolowej wywoluje zatwatdzenie...
Abi, ja na mleko nie mam nietolerancji, zawsze chętnie jem nabiał i on mi pod żadną postacią nie szkodzi. Stek zeżarłam dopiero na drugi dzień :-))))
ReplyDeleteDs - napisz co robiłaś, żeby zasłużyć na miano drugiego najgorszego pacjęta! Pliiiiiz :-))))
Mam nadzieję, że Ci już to strucie przeszło, co ?
Opis bólu, wymioty - przypomina mi to co sam miałem: helicobacter. Można zrobić test.
ReplyDeleteWystarczyła kuracja antybiotykami.
Zdrowia życzę :)
Rotos - robiłam badania na helikoptera :-)))
ReplyDeleteNie mam.
To pozostaje mi tylko dodać, że gastroskopia nie jest niczym strasznym. Przeżyłem, mimo takich samych obaw jak Twoje ;). Czujesz tylko pewien dyskomfort. Ale to tylko kilka minut :).
ReplyDeleteBędzie dobrze.
Pozdrawiam
O rany, Daisy, wspolczuje! Zwlaszcza tej niemocy, bo to padaka okropna jest, a ile buntu czlowieka kosztuje. Trzym sie:))))
ReplyDelete