Szczęśliwie dotarłam do domu, targając ze sobą przeraźliwie ciężki mandżur, który tym razem przemyślnie woziłam windami, zamiast ciągać rzeczony po schodach. Uratowało mnie to przed niechybnym zgonem zawałowym, albo pęknięciem żyłki - a gdzie, to się proszę domyślać samemu.
W domu czekał na mnie porządek, który natychmiast się zdematerializował w pięć minut od przekroczenia przeze mnie progu domostwa. Wystarczyło wybebeszyć mandżur.
No to wybebeszyłam. Wywlokłam Dochtorowe prezenty, chałwę, czekoladę i kabanosy. Zgruchmoniłam ciuchy, książki i pięć kilo kremów z Ziai. I na to wszystko wszedł kot z pretensjami. Dał czachy od niechcenia i natychmiast zainteresował się walizką.
Sunął nosem centymetr po centymetrze, niuchając aż echo szło, a na pysku miał wyraz niedowierzania.
Obce! Obce Kocie Zło się rozpustnie tarzało po walizce! Ewidentnie! Jak ono śmiało!
Był straszny foch. Straszny.
A teraz wygląda to tak :

I tu specjalnie włączone jedno długie :-))) Dla sprawdzenia, czy gdzieś się Obce Zło nie czai!

Dla Szeh i Werwolfa specjalne podziękowania. Za świetnie spędzony czas, za wspaniałe wieczorne uczty kulinarne a także duchowe - film "Kołysanka" pana Machulskiego - rządzi :-))) No i za zataszczenie mnie rano na lotnisko Karizmunią! Werwolf jest wielki! Przypominam, że na Lesiu Walezie miałam być ( i byłam ) o piątej rano!
Proszę wyściskać się od Tante Dejzi a Obcemu Złu wycałować bziuchy!
Fofam Was, wiecie, nie ?
Daisy, az zapytam bo niedowierzam, chalwy u Was tez niet?
ReplyDeleteBa! :-)
ReplyDeleteLejemy z Moryca.
Mniejsze Zło mnie popędza do spania a ja tłumaczę, że jeszcze chwilkę. I Werwolf sie popłakał. Kryyyste ja już nie czaję kto kot, nie-kot.
ReplyDelete:-)
Stardust - pewnie jest, przeważnie grecka w supermarketach, ale Wawel robi przepyszną!
ReplyDeleteSzeh - leć z Małym Złem w piernaty - ja też spadam spać - Moryc oczywiście śpi w walizce :-)))))
Poniala:))
ReplyDeleteChalwa jest w kazdem supermarkecie, a w sklepikach arabskich jest taka, przy ktorej Wawel to nedzny ersatz - aczkolwiek rozumiem, ze smak dziecinstwa, itepe:)
ReplyDeleteW Yarmouth nie ma sklepików arabskich - mówię poważnie. Są dwa sklepy litewskie, jeden polski, jeden hinduski. Chałwy z supermarketu nie lubię.
ReplyDeleteRany, to jak Wy tam zyjecie?!?
ReplyDelete;)
Jakoś żyjemy :-))) W polskim sklepie prawie nie kupuję, w litewskim nabywam kawę, ser żółty, czasem przepyszny kefir Dvaro. A tak, to Tesco rządzi.
ReplyDeleteNo u nasz tez Tesco, bo na piechte mozna doleciec teraz.
ReplyDeleteAle w tych malych sklepikach czasem swietne rzeczy sa - a na pewno najswiezsze owoce i warzywa.
BTW: polski sklep w Mcr otwarty w Sylwestra o 22 nadal, ze stoiskiem alkoholowym bogatszym niz niejedno w kraju, prowadzi cypryjski Turek;)))
Moryc rządzi :))))))))
ReplyDeletee, i tak Cię nienawidzę!!! morycem mnie nie przebłagasz!
no, może i przebłagasz... ale nie tak od razu!
Ds, a co ja mam powiedzieć?
ReplyDeleteDaisy przeproś!
;)
Kobity, uspokójcie się i pozwólcie mi z klęczek wstać !!!
ReplyDeleteOd zeszłej niedzieli się kajam i przepraszam :-)))
Ade, maila wczoraj dopiero odebrałam, odpiszę i wytłumaczę, ale nie dziś. Dziś mam dość.
Dochtór zaliczał interwiev w sprawie 3 stopnia specjalizacji i cały dzień miałam nerwówkę i sraczkę z padaczką. Ale poszło dobrze. Jeszcze nic nie wiemy, ale za dwa tygodnie będą wyniki.
Daisy, spokojnie, nic na siłę:) Trzymanie kciuków pomoże? To trzymię:D
ReplyDeleteTera to po ptokach, Ade! Albo jest albo ni ma :-) Roboty.
ReplyDeleteObiecuję, że napiszę, muszę się zebrać. Jeszcze w środę mamy RENAMĘT w pracy i jest takoż sraczka z padaczką, bo naczalstwo przybędzie.
Od czwartku będzie większy oddech.
musiało pójść dobrze, i tego się będę trzymać!
ReplyDeleteNo przeciez nie moge z tego kota:)))))
ReplyDeleteNa zdjeciach prezentujesz sie super:-)
U Dochtora bedzie dobrze, musi!;)
I jak tam renamęt? U nasz naczalstwo było w zeszły czwartek i skutkiem tego nie mamy już dyrektora.
ReplyDeleteWyniki renamétu będą za czas jakiś, wczoraj padłam z tych nerwów jak podcięta lelija.
ReplyDeleteJa też wole chałwę z Polski:) przywiezione z obczyzny jakoś nie smakują
ReplyDelete