E tam. Od czegoś trzeba zacząć ;> Dupa się przyzwyczai to i kilosy przebyte powiększą się. Nie ma co forsować za bardzo dupy w początkowych dystansach ;>
eee? to po jakich wertepach jechałaś? jak mnie przeczołgali po raz pierwszy od lat ekhm,dziestu an rowerze (zrobiłam 25 km) to chodziłąm jak zdechły kołboj po łesternie.... ale po 8 ? to chyba była jazda z przeszkodami:D bo wszak jeździąłś wcześniej ? lepiej sobie wymość siodełko:) Na Pinku było jakieśtam bez sensu i sempitenrna robiłą za bitki,na Marinie raj;D
zalezy jakie osiem kilometrów :) proponuję 8km podjazd na Święty Krzyż ;)))) (tak mnię kiedyś eks małżonek urządził. ale też nie miał letko - ciągnął Misia na przyczepie i plecak miał na plecach. i obydwa tak sami zdechliśmy. dziecko za to wypioczęło ;)))
Dupa sie przyzwyczai..Jesli masz mozliwosc kup sobie siodelko zelowe,albo takie ubranko na siodelko zelowe,mam takie i sie dosc dobrze sprawuje.W popezednia niedziele zrobilam 33 km,z tym ,ze te ostatnie 12km to bylo prawie ciagle pod gorke i myslalam,ze nie dam juz rady..W poniedzialek byla poprawka,ale zrobilam tylko okolo 15km z przerwa mala nad jeziorkiem,bo dupsko bolalo,poniewaz tez nie przyzwyczajone...Dasz rade trening czyni mistrza hihihi...Moj znajomy jezdzi po ponad 100km czasem,ale tylko w weekendy bo wtedy ma wiecej czasu,ostatnio przyjechal do nas niespodziewanie w niedziele,po przejechaniu 95km,a do domu mial jeszcze 30km z hakiem,normalnie odpadlam...Czytam twojego bloga,ale ja z tych co malo sie odzywaja..Pozdrawiam serdecznie
Żelowe siodełko mam. Mieliśmy dzisiaj porowrować, ale pogoda jest typowo angielska - leje i wieje. To se darowaliśmy.
Nie mam aspiracji do startowania w Wyścigu Pokoju, jeżdżę rekreacyjnie,- 35km to dla mnie jakaś abstrakcja :-))) Jeszcze żeby po równym, to czemu nie, ale tu wszędzie góry i wądoły :-)
My tez rekreacyjnie i wcale nie mielismy zamiaru zrobic tylu kilometrow.Jechalo sie super,lasem,drogami rowerowymi,polami,pogoda byla piekna,przystanek mielismy nad jeziorem tym samym co w poniedzialek,jest tam klub jachtowy,jest sie czego napic po drodze:)))A potem nam strzelilo do glowy,zeby pojechac w odwrotnym kierunku niz przyjechalismy,do siostry meza,pierwszy kryzys mielismy juz na moscie,ale jechalismy dalej.Okazalo sie ,ze szwagierka z mezem i dzieckiem tez na rower sie wybierali,wiec im potowarzyszylismy i tu wlasnie byl blad.Droga tez piekna wsrod pol,ale takie gorki,ze to nam dalo w dupe wlasnie,po drodze zaliczylismy cale szczescie plac zabaw,to troche odpoczelismy,a pozniej jak wracalismy do domu,to mi lampa wysiadla a juz bylo ciemno,wiec mozna sie domyslec jak jechalismy :))
gatki "z pieluchą" wiele zmieniają, naprawdę. w tym tygodniu jeździłam codziennie do pracy, 15 km minimum (gatki pod spódnicą, w pracy ściągam). nie żebym schudła chociaż 100g, ale ja już na to nie liczę. ja mam jakiś inny organizm.
ha ha ha , chlopaka corki kiedys wziolem z soba na daleka trase do Francji. On tez tirem jezdzi ale na okolo kosciola .. pozwolilem mu prowadzic , po 3 godzinach mi chlopak za kolkiem zbladl..... 3 dni pozniej juz te maxymalne 4,5 godziny wyrabial na nonstop. ;) Traning :)
ja w niedzielę zrobiłam...trasę życia,przez przypadek. W sumie 45 km,robiłam więcej ale nie PO GÓRKACH i piachach!!! dżizaaaaasssss,nie,nie tyłek a uda mi odpadły.Mięśnie się zablokowaly i kaput....
Daisy, umarlam ze smiechu!!!!!!!!! Mi dupa tez umarla, ale obiecuje Ci, ze jak pojezdzisz cyklicznie, to dupa odzyje i nie boli.:)))) Dalej umieram ze smiechu...:))))))
Proszę bardzo :D
ReplyDeleteDupa się przyzwyczai ;>
Hłe hłe. Osiem kilometrów a czuję jakbym miała umrzeć. Co to jest osiem kilosów ? NIC !
ReplyDeleteW sobotę zaś pojadę. Nie ma to tamto :-)
E tam. Od czegoś trzeba zacząć ;>
DeleteDupa się przyzwyczai to i kilosy przebyte powiększą się. Nie ma co forsować za bardzo dupy w początkowych dystansach ;>
Dupie nic nie bedzie, da rade :)
ReplyDeleteJasne. Trza mieć twardą, nie ?
ReplyDeleteeee? to po jakich wertepach jechałaś?
ReplyDeletejak mnie przeczołgali po raz pierwszy od lat ekhm,dziestu an rowerze (zrobiłam 25 km) to chodziłąm jak zdechły kołboj po łesternie....
ale po 8 ? to chyba była jazda z przeszkodami:D bo wszak jeździąłś wcześniej ?
lepiej sobie wymość siodełko:)
Na Pinku było jakieśtam bez sensu i sempitenrna robiłą za bitki,na Marinie raj;D
Tuv, po lesie trochę, ale nie jest dzisiaj źle. Mogę chodzić i siedzieć :-))))
ReplyDeleteOdrośnie... ;-/
ReplyDeletehehehe, a niech. Dupsko zawsze miałam płaskie jak deska :-)
ReplyDeletemoże masaż?;)))
ReplyDeletezalezy jakie osiem kilometrów :) proponuję 8km podjazd na Święty Krzyż ;)))) (tak mnię kiedyś eks małżonek urządził. ale też nie miał letko - ciągnął Misia na przyczepie i plecak miał na plecach. i obydwa tak sami zdechliśmy. dziecko za to wypioczęło ;)))
ReplyDeleteDupa sie przyzwyczai..Jesli masz mozliwosc kup sobie siodelko zelowe,albo takie ubranko na siodelko zelowe,mam takie i sie dosc dobrze sprawuje.W popezednia niedziele zrobilam 33 km,z tym ,ze te ostatnie 12km to bylo prawie ciagle pod gorke i myslalam,ze nie dam juz rady..W poniedzialek byla poprawka,ale zrobilam tylko okolo 15km z przerwa mala nad jeziorkiem,bo dupsko bolalo,poniewaz tez nie przyzwyczajone...Dasz rade trening czyni mistrza hihihi...Moj znajomy jezdzi po ponad 100km czasem,ale tylko w weekendy bo wtedy ma wiecej czasu,ostatnio przyjechal do nas niespodziewanie w niedziele,po przejechaniu 95km,a do domu mial jeszcze 30km z hakiem,normalnie odpadlam...Czytam twojego bloga,ale ja z tych co malo sie odzywaja..Pozdrawiam serdecznie
ReplyDeleteŻelowe siodełko mam. Mieliśmy dzisiaj porowrować, ale pogoda jest typowo angielska - leje i wieje. To se darowaliśmy.
ReplyDeleteNie mam aspiracji do startowania w Wyścigu Pokoju, jeżdżę rekreacyjnie,- 35km to dla mnie jakaś abstrakcja :-))) Jeszcze żeby po równym, to czemu nie, ale tu wszędzie góry i wądoły :-)
My tez rekreacyjnie i wcale nie mielismy zamiaru zrobic tylu kilometrow.Jechalo sie super,lasem,drogami rowerowymi,polami,pogoda byla piekna,przystanek mielismy nad jeziorem tym samym co w poniedzialek,jest tam klub jachtowy,jest sie czego napic po drodze:)))A potem nam strzelilo do glowy,zeby pojechac w odwrotnym kierunku niz przyjechalismy,do siostry meza,pierwszy kryzys mielismy juz na moscie,ale jechalismy dalej.Okazalo sie ,ze szwagierka z mezem i dzieckiem tez na rower sie wybierali,wiec im potowarzyszylismy i tu wlasnie byl blad.Droga tez piekna wsrod pol,ale takie gorki,ze to nam dalo w dupe wlasnie,po drodze zaliczylismy cale szczescie plac zabaw,to troche odpoczelismy,a pozniej jak wracalismy do domu,to mi lampa wysiadla a juz bylo ciemno,wiec mozna sie domyslec jak jechalismy :))
ReplyDeletegatki "z pieluchą" wiele zmieniają, naprawdę. w tym tygodniu jeździłam codziennie do pracy, 15 km minimum (gatki pod spódnicą, w pracy ściągam). nie żebym schudła chociaż 100g, ale ja już na to nie liczę. ja mam jakiś inny organizm.
ReplyDeleteha ha ha , chlopaka corki kiedys wziolem z soba na daleka trase do Francji. On tez tirem jezdzi ale na okolo kosciola .. pozwolilem mu prowadzic , po 3 godzinach mi chlopak za kolkiem zbladl..... 3 dni pozniej juz te maxymalne 4,5 godziny wyrabial na nonstop. ;) Traning :)
ReplyDeleteja w niedzielę zrobiłam...trasę życia,przez przypadek.
ReplyDeleteW sumie 45 km,robiłam więcej ale nie PO GÓRKACH i piachach!!! dżizaaaaasssss,nie,nie tyłek a uda mi odpadły.Mięśnie się zablokowaly i kaput....
Daisy, umarlam ze smiechu!!!!!!!!! Mi dupa tez umarla, ale obiecuje Ci, ze jak pojezdzisz cyklicznie, to dupa odzyje i nie boli.:)))) Dalej umieram ze smiechu...:))))))
ReplyDelete