Wróciliśmy. Bez strat w ludziach i oprzyrządowaniu. To były nasze najlepsze wakacje.
Dwa tygodnie słońca, ciepłego morza ( bez jeżowców) pyszna wyżerka, białe wino spijane litrami. Nic nie musiałam, NIC. Wylegiwałam się jak jaszczurka na piasku, ciągnąc przez słomkę lokalne lemonowe piwo Mythos. Przeżyłam trzydniową włóczegę po Korfu samochodem z walniętą klimą. Nie umarłam, piszcząc ze strachu, kiedy wjeżdżalismy serpentynką do Paleokastritsy, żeby obejrzeć klasztor. Przechadzałam się po marmurowych posadzkach Achillonu, Zlazłam Kerkirę wzdłuż i wszerz w temperaturze 40C.Widziałam szczątki Św Spirydiona, którego pantofel całowała niegdyś Margo Durrell :-)))) Jedyny problem stanowiły komary, które żarły Dochtora jak wściekłe - tyle dobrze , że mnie nie tykają, chyba wiedzą, że mogłyby się otruć, albo co. Przeżyliśmy nagły atak szerszenia, albo zmutowanej greckiej osy, która była wielkości małego kotka. W trakcie odpierania ataku Dochtór urwał karnisz w pokoju oraz uszkodził sobie kolano, ale grunt, że agresora zatłukł własnym ręcznikiem. Ja w tym czasie siedziałam zamknięta w łazience i dochodziły mnie jedynie bojowe okrzyki "giń, dziwko! GIŃ!" oraz straszliwy łomot, kiedy karnisz zleciał z haczyków. Następnego dnia, kiedy cieszyłam się poranną kawą na balkonie i kontemplowałam uroki krajobrazu - zerwał mnie na równe nogi przeraźliwy ryk Dochtora, który właśnie wciągał na siebie kąpielówki. Poleciałam ratować z sercem w gardle, myśląc, że użarł go jakiś krewny tego zatłuczonego potwora, ale nie. W kąpielówkach zaczaił się nieszkodliwy pasikonik i wylazł Dochtorowi z zakamarka wprost na udo, drapiąc pazurkami. Oczywiście, greckie pasikoniki też są mutantami, ten miał jakieś dobre 7cm długości, nie licząc wąsów i był w przepięknym szmaragdowym kolorze. Złapałam go do pojemnika po jogurcie i wypuściłam na swobodę, niech biedak ma coś z życia, skoro przeżył taką traumę :-)))) Dochtorowe gacie w palemki to za dużo nawet jak dla mnie, a co dopiero dla takiego zwierzątka.
I takie to mieliśmy przygody.
Jeszcze tam wrócę.
Newcastle przywitało nas pełnią angielskiego lata. 15C i deszcz. Nienawidzę tego miasta, tego klimatu i myśl, że jeszcze przez 3 lata będę musiała tu żyć i mieszkać przyprawia mnie o dreszcz obrzydzenia. Ja chcę do YARMOUTH !!!
A najlepiej - do Grecji.
Tuesday, 28 July 2015
Subscribe to:
Post Comments (Atom)


I ja Ci się nie dziwię Daisy, bo ja też bym chętnie klimat zmieniła ale na caluśki rok :D
ReplyDeleteCudnie, a Mythos tez bardzo lubie:))
ReplyDeleteKorfu doskonałe, cieszę się, że i Tobie się podobały. U nas komary pogryzły dziecko głównie, wyglądała biedna jak po ospie.
ReplyDeleteI to jedzenie, i lokalne koty, i turkusowa woda. Ach, tęsknię.
I Achilleon prześliczny, prawda?
ReplyDeletePrawda!
DeletePojadę tam jeszcze na pewno. Bo zostało kilka miejsc, gdzie nie byliśmy. Angelocastro, Pantokrator, Sidari, Cape Drastis - to też chcę zobaczyć!
ReplyDeleteSuper, ze tak rewelacyjnie bylo :)
ReplyDeleteAch, mówię Ci, to był strzał w dziesiątkę!
DeletePieknie pieknie slonce turkus woda plaza - i ty tez rewelacja francja elegancja:) cykady na cykladach? Dwa tygodnie tego raju? pod rzad? no niestety wieeelka rzadkosc na moje tutejsze warunki, tym bardziej godna zazdroszczenia:)
ReplyDeleteOkazało się, że dwa tygodnie były niewiele droższe od tygodniowego pobytu. Zawsze po tygodniu miałam niedosyt, nie chciało mi się wracać do domu.
DeleteNie byłam w Grecji! Nie byłam w Grecji ... Qrcze. Chyba trzeba jechać ! :)))
ReplyDelete(15 stopni? O jezu. współczuję bardzo.)
Polecam Korfu, szczególnie tę część w której bylismy. Cisza, spokój, zero paskudnych brytyjskich rozwydrzonych nastolatków. Morze ciepłe jak zupa, piaseczek, hotele nawet przyzwoite. Pyszne tradycyjne jedzenie. Ech, Żyć nie umierać!
Delete;)))
ReplyDeleteGrecja cudna! U nas, na Kaszubach, dziś 13 stopni...deszcz...
ReplyDeletea jak kocurki przeżyły rozłąkę i powitanie?
Nie było focha jak po kocim hotelu. Pomysł z dochodzącą kocią opiekunką okazał się na medal. Koty bardziej się zaprzyjaźniły, a Tosio urósł przez te 2 tygodnie jak smok!
DeleteZaprzyjaźniły? nie musiały rywalizować o panią:-)
Deletespecjalnie na szerszenie trzymam puszkę lakieru do włosów
ReplyDeletekiedyś właśnie tak załatwiłam potwora i stwierdziłam, że to coś, co absolutnie muszę mieć w domu
mogę nie mieć chleba
mogę nie mieć czystych majtek w szufladzie
ale zawsze mam w szafce lakier do włosów
Kurde balans, że też ja nie wzięłam ze sobą lakieru! A mogłam. Ale nie znałam tego sposobu. No nic. Zapamiętam na przyszłość :-)
Deleteświetne zdjęcia i fajnie się tam wpasowałaś w to piękno :)
ReplyDeleteusmarkalam sie ze smiechu :)))
ReplyDeletecudne fotki!!!
Matkobosko, wróciliśmy z Borów Tucholskich, nie z Grecji, i kocham przyjazne 16*C w Andover, bo 37 w cieniu pod sosną prawie mnie zabiło. Nie rozumiem zupełnie, że Cię pcha w ciepłe strony :D Rozumiem natomiast Dochtora agresywny stosunek do insektów, bo Moja Lewa Stopa jest dwukrotnie większa niż Prawa z powodu końskich much.
ReplyDeleteA Margo Durell używała używanego papieru toaletowego, więc co tam szczątki w pantoflu...
Na Mythos polujemy w Lidlu w czasie tygodnia greckiego,
ReplyDeleteNa następny grecki wyjazd polecamy Kretę, a nam zamarzyło się teraz Korfu! :)