Monday, 31 May 2010

...

Witamy w Klubie Domowych Nie-Bogiń! Jest to największa w Wielkiej Brytanii organizacja dla kobiet, które trzymają w oblodzonych ściankach swego zamrażalnika przeterminowane lody. Klub został założony kiedyś tam – nikt dokładnie nie wie kiedy, bo członkinie zapomniały wpisać datę do kalendarza. Działa od hasłem: "Natura nie znosi próżni, a my odkurzania". Klub nie znosi nawet odkurzaczy marki Dyson. Na ostatnim dorocznym walnym zgromadzeniu akcjonariuszek podjęto decyzję o ich wyklęciu, uznano bowiem, że fajny wygląd i duża siła ssania w niczym im nie pomogą, a członkinie i tak nie dadzą się nabrać. Protokół z ostatniego zgromadzenia jest dostępny na życzenie, ale dopiero wtedy, jak zostanie zgubiony, znaleziony, zgubiony, znaleziony, zgubiony i wreszcie odnaleziony na dnie miski z owocami pod puchatym, brązowym czymś, co kiedyś mogło być śliwką, ale równie dobrze nakładką na dziecięcy długopis w kształcie misia koala. Teraz trudno już rozstrzygnąć. Klub Domowych Nie-Bogiń oczekuje od swych członkiń, że będą cały czas ustawiać sobie poprzeczkę jak najniżej. Każda pani, która mniej więcej zdąża z prasowaniem, będzie musiała udzielić wyczerpujących wyjaśnień, a ta, która w pełni wywiązuje się z tego zadania, zostanie natychmiast wydalona. Kobiecie, która od lat nie tknęła żelazka i próbuje każdy kawałek odzieży przedstawić jako stuprocentową bieliznę osobistą, zostanie przyznane dożywotnie darmowe członkostwo. To samo tyczy się pań, które robią kawę podstawiając filiżankę pod kran z gorącą wodą – niezależnie od tego, czy im się śpieszy – a ścielą łóżko kolejnym gościom przekładając poduszkę na "świeżą" stronę. Rada Klubu Domowych Nie-Bogiń w razie zaczernienia garnków jest następująca: odmocz, odmocz, odmocz, a potem wyrzuć, kiedy nikt nie będzie patrzył. Klub radzi także nigdy nie zastanawiać się, dlaczego w szufladzie na bieliznę brakuje tylko dziada z babą, ale na pewno nie małego rycerzyka, jakichś drobnych monet (powiedzmy 87 pensów), książki o roślinach domowych i trzech dropsów owocowych. Łamanie nad tym głowy może tylko zaszkodzić naszemu zdrowiu psychicznemu. Co do dziurawych skarpetek, Klub Domowych Nie-Bogiń zaleca odłożyć je do zacerowania, a potem wyrzucić, kiedy nikt nie widzi. Radzi także nigdy, przenigdy nie dokopywać się do dna kosza na brudną bieliznę, bo coś tam może sobie żyć. Pełną akceptacją Klubu cieszy się natomiast następująca opcja: otworzyć wieko kosza, westchnąć z niechęcią i szybko go zamknąć. Wszystkie członkinie Klubu powinny mieć na dnie co najmniej jednej szafki kuchennej następujące przedmioty: puszkę syropu cukrowego z niedomkniętą przykrywką (dopuszczalna jest także melasa), stary słoik ze słodką posypką, dziurawą torebkę dziesięcioletniej soczewicy, kilka butelek barwników do żywności (wszystkie zielone), kolekcję egzotycznych marynat i sosów, które kiedyś miały się przydać, dowolną liczbę opakowań herbat ziołowych o tak kuszących nazwach jak Karnawał Mango czy Tropikalna Fiesta, których nikt nie pije, bo zajeżdżają sadzawką, lepkie słoiki z przyklejonymi kawałkami skrzydeł ćmy zawierające coś, co trudno już identyfikować, rozsypaną soczewicę przyklejoną do papierków po babeczkach. Jeśli chodzi o resztki ze stołu, Klub radzi ostrożnie przełożyć je do plastikowych pojemników, wstawić na tydzień do lodówki, a potem wyrzucić, gdy nikt nie patrzy. Możliwe jest także drugie wyjście: wstawić do zamrażalnika, zostawić na dziesięć lat i wyrzucić, gdy nikt nie patrzy. Nigdy nie wyrzucaj od razu czegoś, co możesz przechować i wyrzucić później. Klub popiera wszystkie panie, które próbowały rozmrozić kurczaka w wannie albo wysuszyć kostium kąpielowy z ubiegłotygodniowej wizyty dziecka na basenie przez powieszenie go sobie na głowie. Tym, które mają 19-letnie zaległości w prasowaniu, Klub radzi: zbierzcie wszystko i wyrzućcie, kiedy nikt nie patrzy. Można też zakopać na tyłach ogródka razem ze złotą rybką, której akwarium służyło za popielniczkę, ale która mimo to zmarła z przyczyn naturalnych. Mamy nadzieję, że z przyjemnością przeczytaliście to wprowadzenie do Klubu Domowych Nie-Bogiń Wielkiej Brytanii i że będziecie odtąd występować w obronie beznadziejnych pań domu. Niektórzy twierdzą, że kłopot z beznadziejnymi gospodyniami domowymi polega na tym, że są leniwe i cały dzień siedzą z założonymi rękami, czytając pismo plotkarskie "Hello!". Tymczasem w rzeczywistości bardzo ciężko pracują. Tyle że mnóstwo czynności wykonują wtedy, gdy nikt nie patrzy. :-))))))))))))

31 comments:

  1. Buahahahahaha!
    Jagby się cześciowo łapię! Od ponad ośmiu lat nie miałam w ręku żelazka (co to jest wogle?)
    Słoiki z ćmami się znajdą, naderwane woreczki z soczewicą też a i przeróznych orienralnych ingrediencji cała masa (no jasne, że przeterminowanych, przeprowadzka nie pomogła).
    Tylko,że pościel zmieniam, kurczę.

    ReplyDelete
  2. Dziwnych napojów nie posiadam, bo pijam herbate a nie wynalazki, nie skipowałabym do akwarium i piorę.

    ReplyDelete
  3. No i jaka Wielka Brytania? :D
    To już sama nie wiem czy się nadaję.

    ReplyDelete
  4. Ja się łapię na prasowanie, niechęć do odkurzania i wyrzucania rzeczy gdy nikt nie patrzy :-)))

    Różne dziwne hierbaty też mam i dziwne przyprawy :-)))

    ReplyDelete
  5. Nadajesz się :-)))

    Wielka Brytfanna czy nie :-)))

    ReplyDelete
  6. Łapię się, poniekąd.
    Miód w słoju sam stał się słojem.
    Nienawidzę się kąpać oraz zakładać świeżych, czystych ciuchów.
    I od cholery rzeczy wyrzucam gdy nikt nie patrzy :)))

    ReplyDelete
  7. łapie sie na nie opróznianie kosza na brudną bieliznę a słoiki z melasą u mnie godnie zastępowane są przez słoiki z miodem, tzn z resztkami, soczewica na pewno sie znajdzie i wyrzucam kiedy nikt nie patrzy,
    prasuję ale tylko wtedy jak góra nie mieści mi się na 2 kanapach
    to co - przyjmiecie mnie?

    ReplyDelete
  8. Spoko, przyjmujemy :-)))))))))))

    U mnie w lodówce stoi od dwóch lat dżem. Własnoręcznie robiony. Jeszcze nie zapleśniał. Muszę go wreszcie wyrzucić, gdy nikt nie patrzy :-))))

    ReplyDelete
  9. dziękować:)
    a ja parę dni temu wyrzuciłam borówki - oczywiście jak nikt nie patrzył:)

    ReplyDelete
  10. W wyrzucaniu jak nikt nie widzi jestem miszczem.

    ReplyDelete
  11. dziwna zawartość szuflad - zgadza się,
    niedomknięte słoiki - również,
    kosz z bielizną- takoż,
    żelazko -w chwilach absolutnej potrzeby, prasuję tylko część ubrania, która będzie widoczna, i robię to na kawałku łóżka przesuwając nogę NW, potem się zatsanawiam przez 16 godzin, czy wyłączyłam żelazko,
    resztki jedzeniewe - jak przykazano przechowuję....i niestety potem gdy nikt nie patrzy....siuuup,
    pościel zmieniam i kibel myję.....czasem :) nio no myję i zmieniam a gościom to nawet kołdrę mogę wyprać :)

    ReplyDelete
  12. Szeh - Ty i tak masz dożywotnie członkostwo za nie prasowanie :-)))

    Już się tak nie aś* tym wyrzucaniem, kiedy nikt nie patrzy :-))))



    *Werwolf będzie wiedział :-)))


    Miauka - ja ostatnio nie zmieniłam gościowi pościeli, bo to był ten sam gość. Nie pamiętam, czy odwróciłam chociaż poduszkę :-))))

    ReplyDelete
  13. Spełniam wszystkie warunki! Czuję się mentalnie przynależna!

    ReplyDelete
  14. taaa...nie wiem czy sie klasyfikuje - musze miec czystą lazienke i kuchnie (lubie gotowac) oraz podloge, ale za to:

    - nienawidze prasowania. przez lata opracowalam system traktowania ubran tak, ze po wypraniu nie trzeba prasowac

    - nienawidze prania. piore dopiero jak mi sie wszystkie gacie i skarpetki skoncza oraz czyste reczniki. Kiedys Luby wypral wszystko co znalazl w domu a ja potem z przerazeniem stwierdzilam, ze po pierwsze to nie ma ch. we wsi, zeby mi sie to pomiescilo do szaf, a po drugie, KUWA TRZEBA PRASOWAC AAAA.

    - nie znosze slac lozka i zmieniac poscieli. dziekibogu Luby przejal te obowiazki, bo ja spalabym rok w tej samej poscieli

    - nie lubie trzymac ubran w szafach...jak mieszkalam sama to w szafie byly rozne interesujace rzeczy, ale ubrania wisialy na oparciach krzesel i wieszakach powieszonych w strategicznych miejscach. To zeby sie nie wymielo i zawsze bylo pod reka

    - pijam namietnie herbate i nawet ja parze w czajniczku jak nalezy, ale wywalanie fusow i mycie juz mnie przerasta. dopiero jak sie wszystkie czyste kubki skoncza jestem sklonna umyc czajniczek....

    - nie lubie ekologow bo czepiaja sie o uzywanie foliowych torebek i recznikow papierowych. Kaza uzywac wielorazowych pojemnikow i scierek co je mozna wyprac, ale badzmy szczerzy - kto ma je prac???

    - miejsce zuzytej belizny jest na podlodze w lazience :)

    - lodowke myje dopiero wtedy, jak sie cos przyklei do polki i nie mozna tego wyjac, a widac, ze juz plesn przez wieczko wylazi

    Wiecej grzechow nie pamietam :)

    ReplyDelete
  15. Matko Chrystusowa... zelazko? nawet nie myslelismy od paru lat zeby taki ZBEDNY przedmiot kupic :) sloikow z owocami, grzybami i inszymi rzeczami mamy mnostwo w kuchni, takie z lekko rdzeiwejacymi juz wieczkami. Ostatnio w czasie przeprowadzki 'odkrylismy' dwie reklamowki pelne kisieli, budyniow i galaretek - wszystkie z Polski i wszystkie przeterminowane (jakos o 3-4 lata), ale sie kiedys je zuzyje w ramach deserow dla gosci :) Posciel zmieniania regularnie, choc dla gosci posciel jest ta sama (ale prana). Dajsona niestety kochamy, bo niezle ssie. Z napojami nie ma problemu, bo mamy maszyne co kawe sama robi, tylko trzeba opowiednia ikonke nacisnac na malym wyswietlaczu i podstawic filizanke i sie samo robi, a jak herbate, to torebke jeszcze wrzucic trzeba. Wszelkie rzeczy 'do cerowania' z czasem laduja w worku na smieci odziezowe, bo nie wiem gdzie w domu jest igla i nitka. W szafkach mamy monstrualne ilosci przypraw, ktore sie niebawem przeterminuja zanim je zuzyjemy. A i w lodowce mamy jedno opakowanie Ptasiego Mleczka, ktore jest przterminowane. Po ostatnim, ktore zjedlismy 4 tyg temu (przeterminowane okolo roku) mielismy male problemy zoladkowo-jelitowe.

    ReplyDelete
  16. hahahahaha:)))
    spełniam poniekąd te normy, zwłaszcza dot. prasowania :)))

    "kiedy nikt nie patrzy" będę sobie to dzisiaj powtarzać i dzięki temu ten ponury dzień deszczowy będzie fajny :))

    ReplyDelete
  17. ooooo ja się chyba nadaje,mam jakieś przedpotowe żelazko nie używane od przeprowadzki.A była ci ona 16 lat temu...:)))

    i też odkurzam kiedy nikgo nei ma;>>>

    ReplyDelete
  18. mam! mam dziurawą torebkę dziesięcioletniej soczewicy ;))) z koszem na bielizną też się zgadza!
    ale ja lubię prasować, no co ja poradzę. ale prasuję MAŁO i tylko w ramach ekscentrycznego hobby.

    ReplyDelete
  19. Nie nadaje sie prawie zupelnie.

    Nic nie poradze, ale balagan, a zwlaszcza brud mnie zabija, wiec sprzatam, choc kilkumiesieczne sloiki z miodem sie zdarzaja w szafce. W lodowce nie, bo co kilka tygodni (ok. 2 miesiace mysle) myje i bezlitosnie wyrzucam niedojedzone resztki - mamy pelen recykling, wiec resztki ida na kompost, co tak nie boli.

    Mialam pania do sprzatania przez ok. rok, ale zrezygnowalam - musze sie ruszac sama, a i corciom sie przyda nauczyc jak sie sprzata.
    Poza tym dla mnie kazda praca fizyczna to rozrywka i odpoczynek.

    Na biezaco sprzatamy pobieznie, byle sie nie przykleic do niczego, ale raz, dwa razy do roku (i niekoniecznie w okolicy swiat) sprzatam dokladniej, z myciem okien od wewnatrz, bo od zewnatrz myja tu hurtowo raz w miesiacu.
    Zle sie czuje w domach, gdzie tlustym brudem klei sie kuchnia i lazienka oraz naczynia, gdzie szuflada w pralce ma wieloletnia glutowata narosl z proszku, w szafkach kuchennych naczynia lepia sie do polek, przemieszane z rachunkami i nie wiadomo czym jeszcze, a w podstawce pod suszarka na naczynia przelewa sie metna i smierdzaca ciecz. Zasyfione osadem wanny, umywalki i sedesy tez nie zachecaja do uzywania.

    Kosz z bielizna mamy maly, ciuchow nie za duzo, wiec piore regularnie.

    Prasuje dosc regularnie, choc nie lubie - ale jeszcze bardziej nie lubie wystepowac w pogietych ciuchach (poza lnem). A moge nosic tylko naturalne wlokna, wiec.
    Prasuje tez bawelniana posciel i reczniki.

    I tak dokonalam wielkiego postepu, uwalniajac sie od obsesyjno-kompulsywnego fanatyzmu porzadkowego w wykonaniu mojej mamy:)

    Za klub dziekuje, Brytania jest brudna i zasmiecona jak Polska, a moze i bardziej, zwlaszcza w niektorch dzielnicach.
    W wielu domach, ktore odwiedzalam robiac wizyty domowe w dzielnicy bialych robotnikow i bezrobotnych, nie odwazylam sie usiasc ani wejsc do lazienki umyc rak - wolalam uzyc zelu antyseptycznego. Teraz jest duzo lepiej, ale to nie jest brytyjska przecietna.

    Pod wzgledem czystosci i porzadku najblizej mi do Sztokholmu.

    ReplyDelete
  20. Oj Czarownica, statystyki mi psujesz :-)))))))))))))))))

    Ja nie mam BRUDU w domu. Mam czasem nieporządek.

    A Brytyjczycy są narodem syfiarzy, tu się zgodzę.

    ReplyDelete
  21. z tego tylko prasowanie mnie nuży, więc nie prasuję, a jak muszę, to tylko to, co akualnie zakładać mam a nie mogę bo jak wyjęte psu z gardła;)
    Nienawidzę prasować! Spuszczam ten obowiązek na każdego jelenia jaki mi się nawinie;)

    Zapasy przeterminowane - wywalam z szyflad (soczewica, budynie, przyprawy), raz na pół roku, bo mi się nic nie mieści - w między czasie tak zwanym kupuję nastepne, więc trza zrobić porządki bo się przesypuje;)
    Lodówkowe resztki jednak co chwilę, przynajmniej raz w tygodniu jest wywalanie.

    Dżemy i inne kompoty? 4 lata temu robiłam ostatnie - po przeprowadzce do dzis stoją w pomieszczeniu gosp. Na bank są do wywalenia bo tam ciepło!

    Niestety mam jobla absolutnego pod względem łazienki i kuchni - łazienka codziennie kibel i umywalka, i brą bosz, zeby mi sie podłoga kleiła w kuchni, albo walały się naczynia w zlewie/na stole nie zmyte lub przynajmniej nie schowane do zmywary - winny kładzie łeb pod topór.

    A jeśli chodzi o okna, to teraz mnie znienawidzicie - myte są co tydzień. Firany prane raz w miesiącu. Posciel co 2 tygodnie, latem co tydzień. Ręczniki co drugi dzień.

    ReplyDelete
  22. Ade, ja pierdziele!
    Jak w **** hotelu!
    Tez tak mialam (za wyjatkiem recznikow) dopoki nie skonczylam lezac w ciazy w lozku przez pol roku - wyleczylam sie z perfekcji;)

    Z wiekiem wzrok siada (chyba stety), przykro mi bylo patrzec najpierw u Babci, teraz u Maci (obie demony czystosci) jak pojawial sie osad z herbaty na szklankach, kurz w katach, itp.
    Na szczescie one nieswiadome.

    ReplyDelete
  23. Jobla na punkcie łazienki i kuchni to ja też mam. Czekam jak na zbawienie na piątek - zmywarka przyjeżdża :-)

    Pościel zmieniam co tydzień, bez względu na porę roku, bo lubię jak pachnie świeżością i nie jest zadeptana kocimi łapami.

    Ale już z rozkładaniem ciuchów do szaf i prasowaniem - mam odwieczny problem. NIENAWIDZĘ składania upranych rzeczy, leżą zgruchmonione na kupie w pokoju zwanym szafą.

    Więc jestem fleją :-)

    ReplyDelete
  24. Daisy, moze i chcialabys byc, ale nic z tego, nie jestes;)

    ReplyDelete
  25. Gypsi, oj jestem. A przynajmniej bałaganiarą na pewno. Nie jestem zorganizowana, rzeczy upycham w szafach kolanem.

    ReplyDelete
  26. Taaaa, mnie mycie okien by może i bawiło, ale spróbuj umyć okno na pierwszym piętrze. Okno, którego skrzydło otwiera się NA ZEWNĄTRZ :-)))))))))))

    ReplyDelete
  27. o! ja tez upycham wyprane i wysuszone rzeczy kolanem w komodowej szufladzie!

    Ale z tego co czytam znaczy sie ze nie jestem demonem porzadku i nadaje sie jednak do klubu;)

    ReplyDelete
  28. Dżizus ..Jestem w 100% Nie-Boinią... i nie wiem czy się z tego cieszyc czy zapłakac ..;)

    ReplyDelete
  29. spełniam absolutnie wszystkie wymogi... żelazka w domu są dwa (prezenty od mojej mamy), oba w szafce młodej, która zresztą korzysta z nich równie często co ja czyli wcale.

    ReplyDelete
  30. Jako reprezentant płci najpiękniejszej chciałby zwrócić następującą uwagę:
    Jak mi któraś chociaż po części weźmie to na poważnie to proszę później nie mówić że zupa była za słona :D

    ReplyDelete