Saturday, 26 June 2010

...

Kot już w hotelu. Wystraszony, oczy jak pięć złotych. Ale jak pooglądałam inne koty, to zobaczyłam, że wyluzowane, więc mam nadzieję, że Moryc się zaadaptuje :-( Idę pakować walizkę. Jeszcze nigdy tak mi się NIE CHCIAŁO jechać. Apdejt: Zamiast się pakować to siedzę i mam łzy w oczach, ze Moryń skazany na tydzień w klatce. Żal mi kociny tak bardzo, że nie wiem, czy nie odwołam wyjazdu w ostatniej chwili. Popierdoliło mnie. Ewidentnie :-(

19 comments:

  1. hmmm...Daisy, nie wiem co napisać, bo sama mam dylemat ilekroć mam gdzieś wyjechać:>

    ReplyDelete
  2. Ade, po raz pierwszy tak mi się stało. Mam wrażenie, że ten wyjazd to będzie jedna wielka porażka.

    A Moryca to mi żal strasznie.
    No masz, zaś ryczę.

    ReplyDelete
  3. To może przywieź kociznę do domu i nie jedź...
    Skoro masz mieć spaprany pobyt w PL kiciolowym psycholem to kij z tym.

    ReplyDelete
  4. Ade, ale nie mogę się dać zwariować, w końcu to tylko tydzień, bo Dochtor kocine w przyszłą niedzielę odbierze.

    Wydrukowałam kartę pokładową.
    Ale jak sobie pomyślę o tej jutrzejszej podróży, to wiesz.

    ReplyDelete
  5. Pytałam u siebie, ale już teraz wiem, że jutro lecisz:-(
    Z ew. spotkania dupa blada, znaczy się.
    :-(

    Morynio zuch chłopak. Da radę, zobaczysz:-) W zeszłym roku też sie martwiłaś, a wszystko było ok. Ale rozumiem, bom kociara.
    Odpoczywaj i baw się dobrze! :-)

    ReplyDelete
  6. osz uźwa żal mi Morycka i Ciebie też:(qźwa żeby sie tak dało wziąć domownika ze sobą....

    ReplyDelete
  7. powiem tak. w jednej trzeciej nie jestem tak zakochana w moim Dexie jak Ty w Morycu - ale jakbym miała go do klatki to tyż bym się zapłakała. qrcze. a chodzącego po dworze kota to nie można samego z wiadrem zarcia i uchylonym oknem zostawić? nie dałby sobie rady ?

    ReplyDelete
  8. Aniu, a jakby coś się stało ? Kto zauważyłby, że coś nie tak ? Sąsiedzi ?

    To już wolę, żeby przez tydzień siedział zamknięty, przynajmniej wiem, ze dostanie jeść, a w razie czego powiozą do weta.

    W życiu bym nie zostawiła kota samopas.

    ReplyDelete
  9. nie wiem Daisy. Nie wiem co mu się może bardziej stać bez Ciebie niż z Tobą jak on i tak gania gdzie chce. To tak trochę jak z dzieckiem. Czy zatrudniać mu na kolejny rok nianię czy dać klucz na szyję i niech sam do szkoły autobusem dojeżdża. trudne "matczyne" wybory ;))))

    (ale na pewno będziesz się czuła Ty lepiej i spokojniej jak on w hotelu zostanie, więc nie ma co mieć dylematów :)

    ReplyDelete
  10. Aniu, ja i tak codziennie umieram ze strachu, kiedy on lezie na rajzę. Ale zawsze mam tę opcję, że pójdę go szukać po opłotkach. Że zrobię wszystko. A co zrobię na odległość ? Nic.

    Przewalone, mieć kota wychodzącego.

    PRZEWALONE.

    Idę się pindrzyć. Za dwie godziny mam wyjazd na lotnisko.

    ReplyDelete
  11. A, jeszcze. Nawet gdybym była na tyle odważna, żeby go zostawić z wiadrem karmy, to i tak przylazłby klon i mu wyżarł :-)))

    Mam tu takiego żarłoka w sąsiedztwie, co bezczelni się pcha do Morycowej michy.

    Przez kocią klapkę włazi.

    ReplyDelete
  12. Daisy to dzwoń zara, ja szczekam i na dodatek bedę dziś w okolicach Walesaerport, mogę zwieźć gdzie trza:))))

    ReplyDelete
  13. Ade, dzięki, transport mam :-)
    Tjeście po mię wyjadą.

    Uspokoiłam się.
    Zadzwoniłam do kothotelu, pan mi powiedział, że Moryc zjadł śniadanie, i czuł się ok, kiedy oddawał go Cyganom :-)

    Jadę.

    ReplyDelete
  14. jezu! Cyganom kota oddali a panięka lata;)
    Juz dolatała?


    p.s. caly czas zastanawiam się jakim cudem napisałam do Cię maila z konta, które jest blogowo obce?;>

    ReplyDelete
  15. Moryń da radę.
    Mnie też szkoda by go było. Ale będzie dobrze.

    Moje Rude niestety w klatce na bank by bardziej ucierpiało niż samopas. My dla niego zawsze jakieś niańki mamy. raz przez miesiąc mieszkał u znajomych. Innym razem koleżanka kociara tarabaniła sie do niego co drugi dzień, 40 km. A teraz niedawno to miał nieńkę w domu. Dziewczyna była i się zajmowała.


    A Ty baw się dobrze! relaksuj się i koniec, kropek.

    ReplyDelete
  16. Będzie gitara. To tylko tydzień. Ryzykujesz tylko tyle, że po Twoim powrocie strzeli focha - a to jest , mimo wszystko, do przeżycia.

    ReplyDelete
  17. Ade, póki co, nie obiecuję, ale może w środę ? Zadzwonię :-)

    Doleciałam.
    Upał jak trza :-)

    ReplyDelete
  18. o dziz, ja jak zwykle ostatnio mam kupe zaleglosci. Doleciala, uf, upal, uf. Znaczy ma dobrze.
    Co do Morysia, mam podobne obawy, bo kot wychodzacy oraz mam takowegoz wyzeracza. Dudek parcha na niego i jest wojna straszna tylko, gdy tamten zapedzi sie do Miski do pokoju.
    Generalnie tez myslalam nad tym, ze jak jakis wypad na weekend bedzie, to zostawie michy z zarciem i juz.
    Tdzien, to troche dlugo.
    Ech, wypoczywaj tam i wroc spokojna.;)

    ReplyDelete