Sunday, 26 March 2006

Leniwie jest

Siostra wróciła nad ranem z imprezy klubowo-alkoholowej, zdegustowana zachowaniem swojego absztyfikanta do tego stopnia, że nie wpuściła drania do domu. I te trzy bukiety róż kwitły jej na progu smętnie, dopóki się nad nimi nie zlitowała. Róże i czekoladki. Tak jakby kwiaty i słodycze były gumką-myszką, którą można wymazać błędy. Zastanawiam się jak postrzegają nas tutejsi mężczyźni. Czy jesteśmy dla nich jak te puste lalki, którym byle szmatka czy kosmetyk wystarczy aby wpaść w euforię i piszczeć ze szczęścia -" och , Misiu, jaki Ty cudowny jesteś, Ty ! " Boże... No fakt, przyzwyczajeni są do dziewuch puszczających się za darmowego drinka. Ale czy to oznacza,że muszą nas mierzyć tą samą miarą, jaką mierzą te angielskie wywłoki ??? Napatrzyłam się na takie obrazki, kiedy pracowałam w nocnym klubie w charakterze "przynieś-wynieś" rok temu. Kopulacja na parkiecie to pryszcz i no problem at all. Pijane dziewczyny oddające się w toalecie czy w byle ciemnym kącie. Ot tak, dla sportu, żeby tylko poczuć dreszcz przyjemności. Obrzydliwe to. Wiem. Osądzam. Ale dla mnie miłość fizyczna zawsze szła w parze z uczuciami. Nie mogłabym ot tak sobie pofolgować :-) z byle kim, byle jak i byle gdzie. To już lepiej kupić sobie wibrator ( nota bene, Rampant Rabbit od Ann Summers wygląda jak przybysz z kosmosu i świeci :-))) Pewnie używałabym go nie tylko do wiadomych celów, ale również do oświetlania dziurki od ... klucza, kiedy zdarzałoby mi się wracać później do domu :-)))) Taaak. No to jest tak jak mówiłam. Współczuję tym pijanym dziewczynom, które rozmieniają sie na drobne. Być może - nie zdają sobie sprawy, ile tracą. Może nawet obcy im jest szacunek do samej siebie. Może są głupie. Może się tym nie przejmują. To życzę im, żeby w tej błogiej nieświadomości trwały do śmierci.Niech im się nagle nie zmieni system wartości, bo w czarną rozpacz popadną. A tych facetów, którzy korzystają ile wlezie, nawet rozumiem. Stare przysłowie pszczół mówi - "dają - to bierz, biją - to uciekaj" I przaśniejsze : "jak suka nie da, pies nie weźmie" Ot,co. No. Kazanie walnęłam godne pastora. A miało być o leniwej sobocie ? No to jest leniwa. Siedzę przed komputerem w satynowej piżamie w gałązki kwitnącej wiśni i piję ze smakiem drugą kawę. Znowu dopadł mnie nastrój pt:"pierdolę, nie robię" (pardon my my french :-) A wszystko przez wiosnę, której nie ma. No co ? Ktoś winny być musi.  Zimno jest .

No comments:

Post a Comment