Saturday, 21 October 2006

...

Sobota. Najpiękniejszy dzień tygodnia.Bo niedziela wolna, psiakrew. O ile wolną niedzielą można nazwać dzień przeznaczony w połowie na porządki. Gnój mam taki w domu i zagrodzie, że na dywany już prawie nie patrzę. Kurzu nie zauważam. Syfu w ogródku takoż. Wróciłam z pracy i o ja głupia, miałam nadzieję, że osobisty chociaż te swoje kubły po niezliczonych herbatkach umyje. Ale gdzie tam. O naiwna jak dziecko we mgle. Gdyby nie to, że wszystko mi zwisa skośnie do podłoża, to wypróbowałabym swoje struny głosowe. Urządzilabym taką popisową awanturę w langłydżu, że fak za fakiem by nie nadążał. Ale po o sobie nerwy psuć ? Zmyłam te kubły. Zrobiłam obiad. Podstawiłam mu pod nos, a raczej obok klawiatury. I wyszłam. Luzik, panie... luuuzik ... Ciekawe, kiedy przestanę walczyć z ochotą wbicia mu kuchennego noża w ten leniwy zad ???

No comments:

Post a Comment