Sunday, 4 October 2009
...
Oj zaniedbuję blogunia, zaniedbuję. Ale czas mi się jakoby skurczył. Chociaż wstałam o jakiejś siódmej rano i tak nie zdążyłam wszystkiego, co zaplanowałam, zrobić. Za to góra prasowania zniknęła jak sen jakiś złoty. Powaznie się zastanawiam nad zatrudnieniem kogoś, kto kocha to zajęcie, bo mnie każdorazowy rzut oka na żelazko i deskę doprowadza do spazmów i histerii. Trauma lądyńskiej sprzątaczki jak nic. Oczywiście, każdy przyjezdny w tym kraju zaczynał albo od mopa albo od zmywaka, szczegolnie w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, kiedy mozna było pracować li i jedynie na czarno, a studenci mieli wyznaczony limit legalnych godzin, do bodajże 12 na tydzień. Tyle z tego było kasy co kot napłakał i nie poznałam NIKOGO, kto z tych legalnie wypracowanych godzin potrafił się utrzymać. Każdy dorabiał. Ci, którzy znali jezyk - stawali najczęściej za barem w pubach, ci, którym język Szekspira był obcy lub bali się otwierać gębę - stali albo na zmywaku, albo łapali sprzątania prywatne. Ooooo, a z tymi ostatnimi to nie taka prosta sprawa była. Każda sprzątaczka pilnowała swoich sprzatań jak oka w głowie. Dostać po kimś, kto wyjeżdżał tzw: komplet, to była pełnia szczęścia. Nie napiszę, jak długo żyłam białym chlebem i fasolką w pomidorach za 9 pensów, oszczędzając na fajkach i na czym się tylko dało. To były bardzo chude miesiące o których wolałabym zapomnieć. W końcu uzbierałam sobie tyle godzin sprzątania, że wystarczalo na czynsz dla Cygana (komuna na Shepherds Bush) papierochy i marne żarcie. Komuna to dopiero był szok dla takiej wymuskanej jedynaczki jak ja. Jakby mi kto w pysk dał. Spałam w jednym pokoju z dziewczyną, która chrapała jakby jej za to płacili podwójną stawkę, obcinała pazury u nóg siedząc na dywanie - strzelając szponami na wszystkie strony. Drugi współlokator - śmierdział rybą, niemytym pindolem i restauracją w której pracował. Miał szare zęby i nikt nie chciał obok niego w kąciku wypoczynkowym siadywać. Oskarżył mnie kiedyś, że ukradłam mu zdjęcia z wycieczki do Hyde Parku. Bo tak się zdarzyło, że na dwóch zostałam uwieczniona razem z Najlepszą i nim. Napadł na mnie wtedy razem ze swoją dziewczyną, zmieszali mnie z błotem, nie dając nawet szansy na obronę. Czułam się jak zaszczute zwierzę. Pamiętam, ze przepłakałam całą noc. Zdjęcia znalazły się nazajutrz, okazało się, że ktoś je zgarnął ze stołu i schował do szafki w kuchni. Żadne z tej dwójki mnie wtedy nie przeprosiło. I wtedy poznałam Osobistego. Nie wiem, czy to była czysta desperacja, żeby się wyrwać z tego polskiego piekła, ale kiedy tylko zwrócił na mnie uwagę - polazłam za nim jak w dym. Gówno mię obchodziło, że ma syf w domu i że uwielbia gry komputerowe. Mógł być seryjnym mordercą. Mógł być nawet księciem Karolem. Waliło mnie to równo. Mogłam się wyprowadzić z tego pieprzonego kołchozu, gdzie panoszył się Śmierdziel, gdzie kibel był zawsze obszczany dookoła przez naszych kochanych kolegów, mających problemy z celnością, a dziewczyna Śmierdziela udawała udzielną księżniczkę. O bożesztymój, jaka to była POPIERDOLONA jednostka... Kurdupel, niższy ode mnie, na krzywych i grubawych nóżkach, mający o sobie wysokie mniemanie. Była najmądrzejsza, najpiękniejsza i miała, jak sama twierdziła "aksamitne ciało". Należało jej bić pokłony, składać w darze pachnidła i te inne. Dziwne było tylko to, że tworzyła ze Śmierdzielem parę. I nie przeszkadzało jej, że Śmierdziel szczał w nocy do butelek po coca-coli i namiętnie śmierdział. Być może powodem dla którego znosiła te fetorki był fakt, że rodzice Śmierdziela byli dobrze sytuowani i handlowali ciuchami na bazarze pod Łodzią.
Oesu. Epistoła mi wyszła a miało być, dlaczego nienawidzę prasowania.
To ja już lepiej pójdę. Ale jedno napiszę. Polak Polakowi na obczyźnie wilkiem jest. I to fakt niezaprzeczalny. Kolejne przypadki pewnie jeszcze kiedyś streszczę.
A tera idę spać.
Z kotem.
I z Dochtorem.
Który nie śmierdzi i nie szcza do butelek, abuehehehe :-))))))))))))))))
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

Niemyty pindol, buehuehuehue.
ReplyDelete;-)
Jak to dobrze, że bogowie uchowali mnie nawet od akademika... Jestem im bardzo wdzięczna.
Prawda to okrutna, że rodacy na obczyźnie skaczą sobie do gardeł. Niestety.
Ale i w Polszcze wystarczy popatrzeć na fora na przykład. Nie to, że ktoś komus kogoś zabił. Ot, tak, dla sportu...
No jeden akademik był, ale krótko i specyficzny ;-)
ReplyDeleteKryste!!! Nigdy nie spalam w pokoju z obcymi ludziami, to ja jutro dam na msze dziekczynna.
ReplyDeleteNiemyty pindol mnie zabil, a szczanie do butelki poprawilo. Na szczescie udalo mi sie uniknac takich doswiadczen, na tym chyba polega roznica legalnej emigracji i turystycznej w celach zarobkowych.
U mnie na blogu tez zastoj. Wiecej pisze w komentarzach u innych niz u siebie - hehe.
ReplyDeleteNiestety mieszkanie z obcymi ludzmi do najprzyjemniejszych nie nalezy. My juz przerabialismy panstwo Robakow i teraz kolege, co przyjechala do niego zona z dzieckiem na tydzien, ktory trwal 3 tygodnie i w tzw miedzyczasie zdazyla sie wydarzyc cala masa roznych zajsc, ktore wydarzyc sie nie powinny pod naszym dachem...
ale nam sie na szczesie udalo poznac na emigracji wiecej cudownych i wartosciowych ludzi niz pojebow, debili i prostakow :)
bsche ja szczesliwy z moimi 4m²...
ReplyDeleteI jak nie trzeba to kontakt via CB-Radio wystarcza...
Gdybyscie wiedzieli ile "cudokow" takich po Parkingach stoi.
Poczatkowo sa sobie bliscy, a po buteleczce sie Cuda zaczynaja...
Stardust, daj na tą mszę. Bo jest za co Pambuku dziękować ;-)))
ReplyDeleteU mnie legalna emigracja nie wchodziła w rachubę. Angole niechętnie dawały wizy uprawniające do pracy w UK. Każdy wjeżdżał na wizę turystyczną, albo w najlepszym wypadku - studencką. Ale wtedy trzeba było mieć papióry ze szkoły i okazać na wstępie. A jak Home Office robił nalot, to nawet notatki z zajeć potrafili sprawdzać.
Dochtor wie - teraz to może i te wartościowe jednostki przyjeżdżają bardziej :-))))
Mnie też się udało poznać kilkoro ludzi - pomocnych, miłych i uczciwych. Pecha miałam do współlokatorów :-))))
Szeh - z tymi forami masz rację.
ojesu...i pomysleć, że najgorsze noclegowe doświadczenie, jakie miałam, to spanie w nieogrzewanym domku kempingowym przy zerze na dworze. I to tylko jedną noc:)
ReplyDeleteW akademiku (zwlaszcza Politechniki Gdanskiej) rozne rzeczy sie zdarzaly, ale to co opisujesz, to w porownaniu z nimi mile urozmaicenie studenckiego zycia bylo:)
ReplyDeleteboże, i pomyśleć, że ja 3,5 roku temu nosem kręciłam na moje samodzielne 16 metrów koło wieży eiffla. z własną łazienką. to już teraz wiem, za jakie grzechy zostałam pokarana ;)
ReplyDeletena tę nadwrażliwą śluzówkę to może coś ochronnego? siemię lniane jest pono dobre, poszukaj w necie jak to się robi...
Myślę, że takie parszywe zachowanie (oprócz cech jednostkowych, wychowania itd) wynika także z frustracji, zagubienia i niepewności jutra. Zabić najsłabszego przy misce - więcej dla mnie (to samo dzieje się w zakładach pracy w PL i nie tylko).
ReplyDeleteJak już się ludki jakoś ustawią (będę tu mieszkać, buduję dom) to jednak przechodzi (no chyba, że ktoś taki sport kocha), jeśli zostają w takich samych warunkach, bo nie umieją albo nie chcą - zachowanie zostaje takie samo, z tym że jest pogłębione przez coraz większą frustrację i zawiść.
Poobserwowałam sobie. Nie tylko my tak mamy, niestety.
Daisy--> Wiem, ze nie bylo innych mozliwosci, ale najwazniejsze jest ze to wszystko minelo i pindol wywoluje juz tylko smiech, a nie odruch rzygawiczny.
ReplyDeleteSze--> Oczywiscie ze nie tylko my tak mamy, jak sie przygladam to Irlandczyk ucieka od Irlandczyka, Wloch od Wlocha, Hindus od drugiego Hindusa, chociaz jak zajdzie potrzeba to oni chyba potrafia sie zmobilizowac i zjednoczyc lepiej niz my. Nie wiem skad sie to bierze? jakis gleboki kompleks? niedowartosciowanie? Szkoda czasu na analize, bo to i tak nic nie da, a Jozek zawsze sie bedzie cieszyl, ze Kazikowi nie wyszlo.
To się nazywa Schadenfreude (szadenfrojde) i nie jest polskim wynalazkiem....
ReplyDelete;-)
Wlasnie, wlasnie. Nieprzypadkiem najlepsze okreslenie na taki stan ducha powstalo w jezyku bynajmniej niepolskim;)
ReplyDeleteTaaa... nawet mitologia gemańska jest taka zyczliwa i przyjazna, że hej.
ReplyDeleteNigdy nie miaszkałam w akademiku, miewałam badania terenowe gdzie zyło sie na kupie, ale takich scen nie zaliczyłam. Na szczęście.
i pomyslec, ze zelazko wywoluje takie streszczenia;))))
ReplyDeleteniektórzy to śmierdzą nam a innym pachną:)
ReplyDeletemieszkałam w namiotach, campingach, schroniskach, najtrudniejszy nocleg, w pociągu na podłodze przy kiblu, ech, czasy...łza sie w oku kręci