Saturday, 10 October 2009
...
Oj nieuchronnie zbliża się dzień moich, ekhm, szter...yyyy...drgich urodzin i jak tak patrzę wstecz na moje życie to widzę, że gdyby nie pewne osoby, to byłabym mdła jak legumina z buraków. Rodzice - wiadomo, tu nie ma nad czym dyskutować, przekazali mi w spadku to co najlepsze a i to co najgorsze - czyli między innymi - wrodzoną złośliwość (mam nadzieję, że podszytą inteligencją :-))) i pewną dozę bezczelności, która czasem w życiu się przydaje, bo nie lubię, jak mi kto bezkarnie pluje do zupy. Albo używa bez pytania mojego faceta, czy szczoteczki do zębów. Jak to Szeh mówi - daję wtedy w kły i się nie certolę. Asertywność 10. I nie ma, że boli. Wiem, że Maman chciała we mnie widzieć różowego aniołka w falbankach, a w pakiecie dostała półdiablę weneckie z temperamentem i wiecznie poobijanymi kolanami. Kiedyś wyniosłam cichaczem pokrywę od pralki Frania na dwór. Bo sanki słabo z górki niosły. Miałam niecałe pięć lat, ale pomysły, jak widać, twórcze. Zamiast siedzieć grzecznie na chudym wówczas dupsku i bawić się lalkami - latałam po podwórku z bandą chłopaków i strzelałam z patyka do wroga. Nie miałam koleżanek, wolałam męskie towarzystwo ( abuehehehe, zostało mi to do dziś) aż do chwili, kiedy pod koniec VII klasy zupełnie przypadkowo zaczepiłam na jakimś apelu dziewczynę, która miała na szyi rzemyk z przepięknym, końskim łbem z brązu. Oczywiście łeb był w miniaturze, a nie naturalnej wielkości. Zaczepiłam, bo po pierwsze był KOŃ, a wtedy za konia to nie tylko królestwo, ale ostatnią kostkę cukru bym se od żarłocznej gęby odjęła, a po drugie - dziewczyna miała długie włosy. A ja mam na punkcie długich włosów u kobiet obsesję. Bo sama się nigdy takowych nie potrafiłam dochować.
I przepadłam. To była pierwsza, prawdziwa przyjaźń. Taka świadoma. Nie jakieś śmichy-chichy i wpisywanie się do pamiętników. Stałyśmy się nierozłączne na ile to było możliwe. Nasze matki kiwały glowami z politowaniem ( oj ty gupia, ty) kiedy urządzałyśmy zbiorowe protesty i nie chciałyśmy spędzać wakacji oddzielnie. Nocowałyśmy raz u jednej, raz u drugiej. Piosenki Beatlesów skrzypiały nam na starym Kasprzaku lub Grundigu - a my, zasłuchane w lennonowska chrypę w "Twist and Shout" siedzialyśmy na podłodze i płakałysmy rzewnie, że go jakiś dupek Chapman ustrzelił. Plakatami w/w miałyśmy jednakowo wytapetowane ściany. W celu zdobycia tychże udawałysmy się w soboty na tak zwany szaberplac w Katowicach. Podejrzane jednostki handlowały tam wszystkim co popadnie, w tym plakatami z Bravo i nielegalnie kopiowanymi kasetami. Kupowałyśmy dwa identyczne plakaty i jedną kasetę, którą później się przegrywało. Dzieliłyśmy się wszystkim, co dało się podzielić. Na pierwszych współnych wakacjach podkradałyśmy Babci papierosy Marlboro i paliłyśmy je ukradkiem gdzieś w lesie za domkiem letniskowym. Jednakowo kochałyśmy teatr i jazdę konną. Złożyłyśmy papiery do tego samego liceum. Nieważne, że całe życie miałam kłopoty z matematyką. Zdałam do mat-fizu, bo ona tam zdawała.
I za przerwę w naszej przyjaźni mogę winić matematykę. Li i jedynie. Bo ze mnie taki (eu)geniusz matematyczny, jak z mysiej dupy rajzentasza. Odpadłam. Odeszłam najpierw z klasy, później zupełnie zmieniłam szkołę. I przyjaźń przycichła, skurczyła się jakoś. Ona nadal udzielała się w naszym teatrze pantomimy (tu pozdrawiamy Irka Krosnego, hello ziom :-)))), mnie się jakoś przestało chcieć. Chociaż kiedyś obydwie miałyśmy świra na punkcie ruchu hippie, łaziłyśmy obwieszone koralikami i w szmatach farbowanych własnoręcznie w garnku - ja jakoś bardziej wsiąknęłam w to towarzystwo. Pierwsze koncerty na Rawie Blues i koncerty Dżemu. Olewanie szkoły. Generalne "manie w dupie". I trochę żałuję, że w pewnych momentach nie było jej przy mnie. Chociaż, gdyby nie to nasze rozstanie - nie poznałabym innej Najlepszej.
Ale o tym moze innym razem ?
A teraz chcę Ci Kasiu podziękować. Za tamten czas. Za rysowanie komiksów z jamnikami. Za zegarek, który zrobił "plum i ni ma" na pomoście w Czaplinku. Za niemalże udane, choc niezamierzone samobójstwo w stodole u wujka Staszka :-))) Za wspólne nieodśpiewanie drugiej zwrotki "Podmoskiewskich wieczorów" na akademii ku czczi :-))) I za to, że byłaś i nadal JESTEŚ bardzo mi bliska.
Jak się okazało - po wielu latach nadal rozmawiamy tak, jakbyśmy się rozstały dopiero wczoraj.
I dla takich momentów naprawdę warto żyć :-)
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

To najlepszego z okazji tych ze ... urodzin,październik miesiącem urodzin ,coś wiem na ten temat...
ReplyDeleteKasiu, ja też Ci dziękuję za zadowoloną Daisy!!!!!!!! :)
ReplyDeleteSto lat właścicielko Krzywego!
wszystkiego co najlepsze! i samych dobrych wspomnień :-)
ReplyDeleteEeeee no to jeszcze nie teraz!
ReplyDeleteJa jestem w temacie straszliwie zabobonna i życzeń przedwczesnych nie składam ani nie przyjmuję!
Bardzo ładny tekst :-)
no :-)
ReplyDeletePoczekajcie z tymi życzeniami, co ?
Przynajmniej do wtorku :-)))))))
To ja poczekam z życzeniami, dzisiaj za to złożę Dziegciowi, któren urodził się dzisiaj pić po północy :-)))
ReplyDeleteDaisy, Tys hanyska????
ReplyDeleteA na ten szaberplac to sie szlo Stawowa, dobrze pamietam, nie?
Te konie i mat-fiz normalnie mnie rozlozyly... Ciekawam, gdzie jezdzilas, bo w tamtych czasach nie bylo wielu takich miejsc na Slasku.
Zaczynam odnosic wrazenie, ze z hanysami jak z Zydami, wszedzie ich pelno;)
ReplyDeleteZe tez jeszcze nikt nie zwrocil na to uwagi...
Diesel :-) Ja w zasadzie w Gliwicach urodzona, ale rodzice pochodzili z okolic Krakowa. Ojciec na AGH studiowal, no to po studiach przyszlo mu na Slasku mieszkac i pracowac. Czyli widzisz, niby hanyska a jednak gorolka :-))))
ReplyDeleteJezdzilam najpierw w Ciezkowicach - gdzies wedle Jaworzna, a pozniej w Ochabach.
Na szaberplac to cala wyprawa byla. Albo 4 z Tychow albo E-1 pospiesznym. Wysiadalo sie pod hotelem i dalej faktycznie szlo sie Stawowa.
Ekhem...diesel?;)
ReplyDeletematkokochana! Daisy, się spłakałam czytając....
ReplyDeletePaździernik faktycznie miesiącem szczególnie jakoś urodzinowym...
Wagi rulez, to fakt:)
Szkoda, że mi się Pierworodna wyrodziła;)No, ale miała być Strzelcem ogólnie rzecz ujmując.
To co? do wtorku - odstawiam tę butelkę z tyskim groniem;)))))
Dziegciowi Lorenzowemu za to 100 lat:)i mądrości conajmniej tyla ile Mamencja posiadła;))))
D-l sorry :-))))
ReplyDeleteJa dzisiaj jakas rozkojarzona jestem :-)))))
No wlasnie, Lorenzo :-)
ReplyDeleteUrodzinowo dla Dziecia przeciez!
Niech jej sie wiedzie w nowej szkole i niech bedzie szczesliwa :-)
Oesu jak ja nie lubie pisac bez polskich znakow.
Lorenzo, usciskaj Dziegcia i pozycz jej, zeby bol istnienia zaczal slabnac.
ReplyDelete100 pyskatych lat w szczęściu Stokroto!
ReplyDeleteEhhh w czasach plakatów z 'Na przełaj' i Grundigów łatwo było o przyjaźnie :)
Wzruszyłaś mnie tym wpisem. Do tego stopnia, że pogrzebałam w moich starych pamiętnikach i proszę bardzo:
ReplyDelete29.08.1981 stoi napisane, że poznałyśmy się dokładnie 25.04.81 na akademii szkolnej ku czci 1-go maja. I że ja Cię zapytałam „Lubisz Lennona” a Ty odpowiedziałaś, że tak i jeszcze tego samego dnia przyszłaś do mnie oglądać zdjęcia i tak to się zaczęło. Wisiorka z koniem ni rusz nie mogę sobie przypomnieć, ale wtedy o koniach to ja wiedziałam, że są, więc mogę nie pamiętać.
Tak mi się dobrze szukało, że sprawdziłam jeszcze jak to z Twoimi urodzinami w tych czasach było i w 1981r napisałam tylko, że były, i że było 7 (siedem!!!) dziewczyn. Rok później wzmianka, że „będzie impreza u Gosi”. Z zapisków „ po” wynikło, że był tam nasz kolega R piękny bardzo (z wyjątkiem krzywych nóg), za to inteligentny inaczej. I co z tego, skoro miał, „to coś”, co sprawiało..no sama wiesz, co sprawiało. I to coś działało, chociaż się wiedziało, że poza tą pięknością oblicza to on nic nie ma, bo w ogóle to kurdupel był. Na ciele i na duszy, że tak powiem, też.
Papierosy Babci pamiętam, a jakże, ale tego prawie samobójstwa to już nie, chyba że masz na myśli te papierosy hmm… doprawione? A w ogóle jak tak wspominam nas z tamtych lat, to myślę, że dobrze, że tego Lennona ustrzelił. To znaczy nie , tfu, dobrze że myśmy się tak w już ustrzelonego zapatrzyły, bo jakby był żywy, to kto wie, co by nam do niewinnych główek przyszło. Wszak tfurcze byłyśmy bardzo.
Gosiu, ja też Ci dziękuję za tę przyjaźń, jedyną jak do tej pory moją przyjaźń z kobietą. Bo ja tak jak Ty w dzieciństwie, jeśli już przyjaźń, to raczej z facetami, a to zupełnie co innego. A ta nasza była pierwsza, tak jak napisałaś, prawdziwa i „na zawsze”. I chociaż nie widziałyśmy się wiele lat, to jednak to „na zawsze”, jak się okazuje, przetrwało.
Oj, rozpisałam się strasznie, ale można by tak wspominać i wspominać jeszcze długo…
Kasia, samobójstwo było niezamierzone. Pamiętasz jak poszłyśmy do stodoły w celu schowania się przed obowiązkami chyba - kazali nam krowy z pola przypędzić czy cuś ???
ReplyDeleteI wpadłyśmy po szyję w świeżo zwiesione siano i nie mogłysmy nijak wyleźć ???
Byłybysmy się podusiły :-))))))
A te Twoje pamiętniki to schowaj głęboko i cicho sza :-)))
Za dużo tam mrocznych sekretów...
:-))))
Kolega R miał bujną blond grzywę i zielone kocie oczy. I był po prostu ciachem we flanelowej koszuli. Tylko nazwisko miał niewyjściowe :-)))))))))))))))
Kasia, o Lennona to Ty się faktycznie zapytałaś, ale to ja Cię zaczepilam o tego konia właśnie. I z konia zeszło nam na Lennona - zaiste dziwna kombinacja :-)
ReplyDeleteMiałaś szaroniebieską bluzkę na sobie. To pamiętam :-)
Fajna notka:)
ReplyDeleteA z życzeniami poczekam do wtorku:)
wzruszyłam sie baby, bardzo, bo takie piekne jest, naprawdę, tyle lat...zauważyłam, że dwie zaprzyjaźnione osoby z lat, ho, ho! zazwyczaj pamiętają inne zdarzenia...i jak to poskładaja to wychodzi całość!
ReplyDeletegratuluję Wam kobitki tego co razem pamiętacie! bo to cenne jest, ja starsza pani Wam mówię:)
o, to się Daisy urodziłaś w mieście, w którym mieszkałam przez pierwsze 19 lat mojego życia :) ale tez stamtąd nie pochodzę :)
ReplyDeleteBere, ja się tam tylko urodziłam. Bo w Bytomiu nie było miejsc na oddziale położniczym :-)
ReplyDeleteA przez większość życia mieszkałam w Tychach jednak.
Daisy, a ja z uporem maniaka myślałam, żeś srul;) a Ty dojrzałą kobitą!
ReplyDeleteRany, jaka ja jestem ęntelegętna:)))))
p.s. dobra! nie obrażaj się, wiem, że walnęłam jak łysy warkoczem o beton! sorka, musiałam:D nie z powodu Twych urodzin ale mojej jakże błyskotliwej kumacji:))))))Sama z siebie się turlam ze śmiechu!
strasznie się wzruszyłam. Waszymi komentarzami też :) dzięki za podzielenie się tym z publisią :)
ReplyDeletePiekna historia. Tez nie mialam wiecej kolegow niz kolezanek, ale to pewnie ze wzgledu na fakt posiadania starszego brata.
ReplyDeleteLorenzo!!! Lorenza tez rodzila pinc po polnocy:))))) Jo tysz:))))ino inszego dnia i roka.
Ade :-) Bo ja swoją, ekhem, dojrzałość skutecznie maskuję :-)))
ReplyDeleteMłodszy Dochtor to muszę, nie ???
Wybaczone :-))))
Ds - ano. Ja też się wzruszyłam, bo wróciły bardzo dobre wspomnienia :-)
Bardzo, bardzo dobre :-)
Stardust - ja brata nie mialam, ale wolałam chłopców, bo oni konkretni byli. A dziewczynki jakieś takie księżniczkowate, co mnie niezmiernie wkurzało.
Zresztą, moja Maman ZAWSZE twierdziła, że ja powinnam byc chłopcem, bo nijak ze mnie nie szło wykrzesać dziewczęcego wdzięku :-)
niedługo urodziny Twe, urodziny Twe, je, je!
ReplyDeleteA weź, Beata !
ReplyDeleteI nie przypominaj mi, co ???
jakieś dwa tygodnie temu do mnie dotarło, ze kończę 42 a nie 41 jak mi się przez cały czas wydawało :-)))
Mówiłam, żem matematyczny głąb :-)
Daisy--> To jak jestes matematyczny glab, to se to 42 odwroc na 24 i bedzie lepiej:)) No, co za roznica??
ReplyDeleteStardust !!!!
ReplyDeleteI TAK ZROBIĘ :-))))))))))))))
jaka ładna liczba :-)))
24
Abuehehehehehehehehe :-)))))
E..y.. do dwunastej Twojej to ja nie dosiedzę.
ReplyDeleteAle zaklepuję se miejsce w kolejce. Pierwsze!
;-)
Te!
ReplyDeletehttp://betenoire.wrzuta.pl/audio/9DFbLas0mwE/kasia_sobczyk_trzynastego
Ale jeszcze nic nie mówię, nie?
:-)
Sto lat Daisy!!!!!! Wszystkiego najlepszego z okazji 24 !!!!!!
ReplyDeleteW Dniu Urodzin
ReplyDeleteNiech Ci się żyje długo i zdrowo
I do roboty nic nie przymusza
Niech co noc śni Ci się na kolorowo
Niech bez rozterek śpiewa Ci dusza
Niech Ci pobory rosną wysoko
Stary „Kartofel” niech cieszy oko
Niech Ci spod ręki drzazgi się sypią
Żeby leżankę miał nową Morynio.
I niech nie zbraknie sił, ni ochoty
Do tej partnerskiej ciężkiej roboty
Więc o Dochtora dbaj Ty starannie
W łóżku, na stole czy choćby w wannie.
Wszystkiego najlepszego!!!
Wszystkiego najlepszego! Rośnij duża, zdrowa i szczęśliwa :-)
ReplyDeletedaisy, jak Ty to ślicznie napisałaś!
ReplyDeletepiękna wspominka
;)
Wszyskiego dobrego z okazji urodzin:)
ReplyDeleteWszystkiego najlepszego!
ReplyDeleteNie pamiętam szaberplacu przy stawowej, z racji miejsca zamieszkania chyba powinnam.
100 lat i 100 tysiecy!
ReplyDeleteto już dziś? można? to wszystkiego najlepszego, niech jej gwiazdka pomyślności świeci nieustannie, i niech jej Moryc z Dochtorem nago tańczą i diamenty przynoszą!
ReplyDelete100 lat! 100 lat! niech żyje, żyje nam! :)))))
ReplyDeleteja bym chciała żeby tu byly 42 komentarze. tak jakoś :)
ReplyDeleteczterdzieści trzy
ReplyDeletea czterdzieści i cztery jak imię jego?
ReplyDelete-> Beata, 44 Piotr!
ReplyDelete:)))
Imię jedno z dwóch memu serecu najbliższe:)
A za 3 lata Daisy będzie miała 45 lat:))))))
Wszystkiego dobrego! I żebyśmy za następnych ekhm..ści jeszcze pamiętały się...żebyśmy cokolwiek pamiętały ;-). Te pamiętniki to ja tak właśnie na okoliczność pamiętania ukrywam, żeby sobie przypominać jakby co.
ReplyDeleteWpadanie w siano, powiadasz..coś mi tam majaczy faktycznie..no,ale to niejedyny ciekawy pomysł, jaki nam przyszedł do głowy. Okrzyk "łojezu, a kto te buraki tak ołysił!" coś Ci mówi?
Faktycznie pamiętamy niektóre rzeczy inaczej i ciekawie jest to odkrywać, bo mnie się do tej pory wydawało, że pamietam wszystko i dokładnie bardzo.
Miłego świętowania
Dziękuję wszystkim :-)))))
ReplyDeletetakie urodziny z tyloma życzeniami !!!
Wzruszyłam się :-)
jesteście KOCHANE i tak bardzo się cieszę, że mogłam Was poznać, czy to blogowo, czy osobiście :-)
Kasia !!!
ReplyDeleteKazali nam liście rwać dla krów, tak ?
A powiedzieli, żeby nie ołysiać ?
NIE POWIEDZIELI :-)))))
No.
Trzymaj te pamiętniki, trzymaj. Jakby mnie dopadł ten Niemiec, co wszystko chowa, to mi będziesz przypominać, jakby co :-)
I jeszcze ja!
ReplyDeleteCzytam od dawna z przyjemnoscia :-)).
Sto lat!