Sunday, 10 October 2010
...
Zachciało mi się porządków, a żebyż ta chęć we mnie zdechła o poranku!
I nawet satysfakcji nie mam, bo oprócz wypergolenia z szaf wszystkiego jak leci, odświeżenia w pralce i segregowania - odwaliłam również PRASOWANIE.
Nienawidzę.
Z całego serca.
Szeh, ja Cię proszę, nie wpisuj mi w komentach, że trafiłaś los na loterii, bo Werwolf prasuje Ci nawet sznurówki,- niechybnie szlag mnie wtedy trafi. Na miejscu.
Dochtór nie wie, którą stroną się do żelazka ustawić.
A co przeważało w koszu z prasowaniem ?
Dochtorowe koszule.
To idę se teraz umrzeć.
Ps: Kot pobił rekord. Dwa ptaki w odstępie godzinnym. Jeden denat, drugi przeżył.
Ciekawam, kiedy zaaportuje mi psa sąsiadów.
:-)))
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

Podziwiam - nigdy w życiu nie prasowałam męskiej koszuli.
ReplyDeleteNielot, uwierz - niczego nie straciłaś :-)))
ReplyDeleteSiostro Przy Desce!
ReplyDeleteŚlubny ma pińcet koszul i milion tiszertów :)
W piątek odwaliłam tę pańszczyznę, na szczęście miałam oczy wlepione w Epokę Lodowcową II.
Powiedz Morycu że kupię mu diament do obroży jak zagryzie yorka mojej sąsiadki, który codziennie o 6.00 rano konkuruje z kościelnymi dzwonami.
Oplułam monitor z powodu kota! On jest naprawdę niemożliwy z tymi torfeami! ;)))
ReplyDeletePozdrawiam serdecznie!
Małgoś, dobrze, że ta deska to nie była deska klozetowa :-)))
ReplyDeleteNormalnie pańszczyzna z tym prasowaniem jakaś!
Powiem Morycu, że ma obiecany diament :-)Ale najpierw niech zaaportuje te dwa bichony, które mię wkurwiaja jazgotem co pinć minut, bo szczekają na wszystko co się rusza za oknem, smiem przypuszczać, że na przelatujace muchy też!
To znowu... - Dzięki za pozdrowienia :-) Kot chyba w podzięce dzisiaj te trofea, bo łózko goscinne uznał za prezent dla siebie ;-))))
Sa takie maszyny do prasowania koszul. Wygląda to to jak manekin i wcale nie jest upiornie drogie.
ReplyDeleteA mężowskie prasowanie ma tez i złe strony. Że wspomnę zaprasowaną na smierć gniecioną jedwabną koszulę, przypalone gacie TRYJUMFA i takież staniki.
;-)
Nie wiem co powiedziec. Od lat kuuje już tylko rzeczy, ktore nie wymagaja prasowania. W wiekszej czesci przerzucilam się na dzianiny. Chociaż to raczej nie jes propozycja dla Dochtoru.
ReplyDeleteU mnie obsluga zelazka tez zajmuje sie Wspanialy, ale sporadycznie, bo jego koszule odnosi do pralni i przynosi wyprasowane. Ja wszystko co nalezy prasowac, a mam bardzo niewiele takich rzeczy, rowniez odnosze do pralni i wracaja wyprasowane. Ale jesli juz jest jakas nagla potrzeba to Wspanialy sie zna jak uzywac zelazko:)))
ReplyDeleteA ja prasowac lubie. Nie zasypiam przynajmniej na filmach:)
ReplyDeleteSuperowo wychodza mi zwlaszcza meskie welniane spodnie w kancik. Koszule zreszta tez.
Nieslubny umi, ale nie dam!
kochana. wyrzuc zelazko przez okno. kto to slyszal w 21 wieku prasowac?!
ReplyDeleterozwiazanie jest jedyne
1. dochotor musi miec co najmniej 7 koszul - 5 na tydzien i dwie zapasowe. najlepiej w roznych kolorach, (zeby ludzie pamietali ze zmienia codziennie;).
zuzyte koszule do wora - i raz w tygodniu wracajac z pracy dochtor zostawia koszule w dry cleaning. odbiera nastepnego dnia, swieze sztywne i wyprasowane na kant.
2. masz mam nadzieje suszarke do prania - jezeli nie, dochtor niech ci kupi ASAP.
ja osobiscie nie cierpialam prasowania, i zazucilam je z 20 lat temu. ale wiem, ze kobiety polskie maja to wpajane od mienowlectwa, ze prasowanie jest nieodzowne i przybliza do raju - hehe. Jest to podla nieprawda- bez zelazka mozna zyc:)
Ania - mam suszarkę, więc ciuchy nie są zmiętoszone jak psu z gardła, prasuję naprawdę rzadko. Z pralnią wszystko ładnie pięknie, tyle że najbliższy dry cleaners jest w pobliżu MOJEJ pracy a nie Dochtora, czyli co ? Ja miałabym te wory z koszulami targać ? :-))))
ReplyDeleteJestem bardzo daleka od wzorca typowej gospodyni domowej co to ucheta się jak koń przy orce - odwalam pańszczyznę jak już naprawdę muszę :-))))
Lorenza - otóż to. Moje ciuchy nie wymagają prasowania :-) Ale nie umiem sobie wyobrazić Dochtora w obcisłych sweterkach :-)))))))
Gypsi - o, zasypiasz na filmach ???
Mam to samo :-)))))
Stardust - już pisałam do Ani - u nas jest JEDNA pralnia. Może, jak się przeprowadzimy do Manchesteru - o ile Dochtór się tam dostanie na trzeci rok - będzie mi po drodze z temi cholernymi koszulami. 100 % bawełny, cholera. Nawet suszarka nie pomaga na takie :-(((
Ale dlaczego Ty mu prasujesz koszule?
ReplyDeleteW moim ostatnim zwiazku regula byla taka: rzeczy, ktorych oboje nie znosimy (pranie, prasowanie) kazdy se robi sam.
zawsze byłam z pedantami przy których prezentowalam się jak wygnieciona i pokryta kocim włosem fleja. we związku z tym - nawet jak w przypływie chęci bycia prawdziwą i zdominowaną przez samca alfa kobietą - łapałam za żelazko - to mi je zabierali bo prasowałam niedokładnie i wogóle nawet byłam posądzana o potencjalne niszczenie. no to się zniechęciłam. i dobrze bo to za precyzyjna czynnośc dla mnie. w sumie mieli rację ! :)
ReplyDeleteps. acha. TEŻ zasypiam na filmach. notorycznie. w ubraniu. coś okropnego :)))))
ReplyDeletePrasowania to i ja nienawidzę, bo pole manewru zamyka się w 1/2 metra, a ja nie umiem długo ustać w jednym miejscu:-/
ReplyDeleteDaisy, a jeszcze przy okazji zapytam o tę suszarkę do ciuchów, bo do zakupu się przymierzam.
Naprawdę po takim suszeniu ciuchy nie są wymiętolone? To mnie głównie powstrzymuje przed decyzją.
Ano widzicie, niby XXI wiek, ale moja skora utknela ze 100 lat w tyl - toleruje wylacznie naturalne tkaniny, ew. do 5% dodatku typu poliester i inne poli.
ReplyDeleteW zwiazku z czym prasuje, albowiem bawelne i gladki jedwab wyprasoac trzeba, co poniektora welne tez.
Ze lnem bywa juz latwiej, pognieciony wyglada nawet interesujaco.
Co do filmow zas, to prasowanie wymusza jeszcze jedno - bardziej slucham niz czytam napisy.
Ostatnio weszlam na nowy etap rozwoju - wlaczylam hamerykancki film i zorientowalam sie, ze napisow nie ma dopiero po pol godziny;)
Dikejka - naprawdę warto zainwestować w suszarkę, ale NIE kondensacyjną, tylko taką, która suszy nawiewem, musisz mieć gdzie wyprowadzić rurę odprowadzającą parę wodną, ale u Ciebie chyba problemu nie będzie ? Ja sobie nie wyobrażam życia bez suszarki, mam taką z ustawieniami na chłodne i gorące powietrze więc mogę suszyć i delikatne tkaniny.
ReplyDeleteFutrzak - prasuję, bo on nie umie. Jak widzę go przy desce z zelazkiem, to mam wrażenie, że zaraz oparzy se ucho, tors i dziób, a koszula nadal będzie jak psu z gardła. Ja umiem prasować po pierwsze dokładniej a po drugie szybciej. No ale nie przepadam za tym zbytnio :-)))
Gypsi - ja też nie toleruję poliestru i innych stretchy. Bawełna, jedwab i len. To ciuchy prywatne. Ale do pracy mam niestety sztuczny garniturek, który mnie wkurza i gryzie.
Spt - ja też zasypiam w opakowaniu przed TV - ZGROZA :-)))))
Chętnie przyjmę zasypianie!
ReplyDelete:-)
iiiitam! nie prasuję na zapas! Nigdy never!~
ReplyDeleteMusiałabym na głowę upaść lub mieć garderobę niczym holiłocka star a mam 4.60 m kwadratowego!
No błagam Was dziewczęta oraz kobiety:P
A więc robię tak: piorę, wirowanie zwykle włączam na maks 800, ale zwykle jest to 600, wieszam idealnie roztrzepane i idealnie przytwierdzone do suszarki pokojowej lub balkonowej. Jak już wyschnie (a łatwo to idzie nawet zimą - mam podłogowe ogrzewanie - rano wieszam a najpóźniej rano dnia następnego zdejmuję suche)idealnie w kancik składam o chowam do szuflad czy na inne w tym celu półki.
Jeśli faktycznie cos wymaga prasowania, to z bólem prasuję w dniu, gdy mam to założyć, a najlepiej udaję bardzo zajetą przy przygotowaniu śniadania/obiadu i wyręczam się Pierworodną - ona prasuje;)