Monday, 20 December 2010

...

Będzie notka użalająca się. Tak jakoś wyszło, że kolejne Święta spędzę sama, nie licząc kota. Nie żebym zaraz pomstowała na Dochtora, który aktualnie znajduje się w drodze na lotnisko, ale trochę nastrój mi siadł. Tak, wiem, Dochtór z rodzicami Świąt nie spędzał od przedwojnia i należy mu się jak psu zupa ten czas z rodziną, nie powinnam smęcić. A smęcę. Chociaż Święta u mnie nie mają już od wielu lat podłoża religijnego to mam zakodowane, że nikt w Święta nie powinien być sam. Bo to ponoć czas radości, umacniania rodzinnych więzi, dwanaście potraw i prezenty pod choinką. A u mnie co ? Choinki brak. Potraw wigilijnych brak Z potraw świątecznych mam składniki na bigos, który nie wiem czy zrobię. Rodzinne więzi poszły do lasu, a raczej na lotnisko Luton. Radość z czterech nadchodzących dni zaiste sięga zenitu, bo to dni największego, ekskjuzemła, zapierdolu i dwa dni Świąt mi tego ni cholery nie zrekompensują,- zwyczajnie prześpię je ze zmęczenia. I jeszcze wisi nade mną strach. Strach wielki o kota. Wystarczy, że zostaję sama w domu, a czarne scenariusze przychodzą mi do łba na wyścigi. Przetrwam jakoś do 28-go. Nie mam wyjścia.

21 comments:

  1. Wiele nie pomoge - ale mam zajebiaszczy przepis na bigos ;)

    ReplyDelete
  2. Kochana Daisy. Spędzę święta z RODZINĄ. Matka w histerii. Bo jestem chytra i na cztery osoby uważam że bez sensu piec sześć kilo mięsa. Oświadczyła że jestem potworem który niszczy jej życie. Ciotka obrażona. Bo nie oddałam dziecka ojcu po to żeby dać radę przyjechać na obiad pierwszego dnia świąt. Teściowa zadzwoniła i nawet nie powiedziała wszystkiego najlepszego. Brat się nie odzywa. Kuzynka nie rozumie że nie chcę stać po makowce w kolejce od szóstej rano tam gdzie są najlepsze makowce. wydałam pół pensji na prezenty. odebrałam milion telefonów z pretensjami, że nie wiadomo co kupić Blondynowi. w same święta od chałupy do chałupy przejade prawie 500 km. nikogo nie obchodzi, że to męczace. zapewniam, że gdyby nie było za późno na mącenie - chętnie pizgnęłabym niesamotnymi świętami i spędziła je z Tobą nad flaszką dobrej nalewki. Słowo :*

    ReplyDelete
  3. Nie wiem, Daisy, czy Cię to pocieszy, ale mam taki zapierdol nw robocie, że nie mam kiedy taczek zaladować. O więtach w ogóle nie jestem w tej chwili w stanie myśleć. Nie mam zakupów, ćwierci prezentu, nic. I nie będę raczej miala, bo prirytetem jest kot do weta bez samochodu. Włochści wyziębione, nmniej więcej 4 celsjusze, nie mam kiedy pojechać i nagrzać, bo żeby grzać, to trzeba tam siedzieć, marznąć i pilnować. Trzym się, kobieto :*

    ReplyDelete
  4. Abi, przepis na bigos poproszę, a nuż lepszy od mojego przepisu ?
    Chociaż, nie chwaląc się :-))) bigosik robię w/g przepisu mojej Mamy i zawsze pozostaje po nim tylko smętne wspomnienie bo dobry mi wychodzi nadzwyczaj !

    Spt - czytając Twój komentarz wzdrygnęłam się aż echo poszło :-)))
    Takich Świąt też bym nie chciała :-))) Kolejka po makowce o 6 rano wyzwoliłaby we mnie potwora!
    A nalewkę bardzo chętnie i bez okazji Świąt :-)))Jak kiedyś nie będziesz miała co robić, to zapraszam serdecznie!

    ReplyDelete
  5. Lorenza - no to "pracowo" mamy podobnie. Ja też latam z pustymi taczkami w te i nazad.
    Prezentów nie ma i nie będzie, chociaż Dochtoru niby aparat mi kupiło a ja jemu takie małe cuś, czyli komplet długopisów Parkera, bo chciał.

    Jak koton się czuje ?

    ReplyDelete
  6. Kotonu trzeba powtórzyć pobranie krwi na cukrzycę. Wygląda, jakby się czuła lepiej, ale to może być złudne. W każdym razie psa lee po pysku, a pies nawet tego nie zauważa. No, kyrc.

    ReplyDelete
  7. a ja to Ci zazdraszczam szczerze tego spokoju, ktory, badz co badz, Cie czeka. a chop wroci i wetdy dopiero zaczniecie swietowac ;)


    nienawidzE tych calych przygotowan, tego rozpierdla. obiecuje sobie, ze w ktores swieta spakujemy sie wszyscy i poprostu wybedziemy w Alpy :)

    ReplyDelete
  8. Cztery kilo kapusty gotujesz z lopatka barania. Angielskie ziele i laurowy listek obowiazkowo, ze dwie garsci suszonych grzybow. Na patelni trzeba zesmazyc prawie na chrupko mieso swinskie z jednej nogi. Dodaje do tego przyprawe do grilla. Gdzies tak po godzinie lopatke trzeba wydlubac z dna, mieso pociac na drobne i wrzucic wszystko z powrotem. Kosc tez. Jak sie kapusta zrobi miekka, dodac zesmazona swinine, wyjac baraniego gnata i dorzucic sloik dzemu z czarnej porzeczki.
    Rewelacja :)

    ReplyDelete
  9. Jeżisz Mario, cztery kilo kapusty i baran ????
    Nie, merynos w bigosie odpada. Nie cierpię baraniny. Ale czarną porzeczkę mogę wypróbować. Ja dodaję śliwki suszone, grzyby, rózne rodzaje mięsa i robię z kapuchy kwaszonej i białej, mniej więcej pół na pół.

    Lorenzo - jak Kotona leje psa po pysku to idzie ku dobremu. Nieustannie ślę te flujdy i inne,- a kiedy wizyta u weta ?

    Ivonek - no niby tak, nawet porządków nie uskuteczniam bo i po co, ale będzie mi Dochtora brakować przez te kilka dni. Właśnie dojechał na lotnisko i czeka na odprawę.

    ReplyDelete
  10. przykro;/
    ale mądra z ciebie kobita że pozwalasz mu jechać do rodziców;))).
    Ciepło myślę o Tobie i Kocie:))))
    Nic mu się nie stanie.nie,nie .A Tobie wypoczynek się należy więc,wiesz.W kocim futrze zagrzebana i wyspana ;)))

    ReplyDelete
  11. Tuv, no pewnie, ze jakbym tu urządziła straszną, histeryczną scenę, że zostaję sama jak ten palec w d... to Dochtór by został. Ale to byłoby z mojej strony niedojrzałe i niepoważne. W końcu gdybym miała Rodziców to też chciałabym z nimi te Święta spędzić :-)

    Póki co, lot opóźniony.

    ReplyDelete
  12. Z tymi lotami to nie tak hop siup. Sceny się działy. Córka sąsiadki koczowała. Ciekawe co dalej.
    Rozumiem że ciężko siedzieć samej w święta, ale jak widać po opowieści Spt może być gorzej :)))

    ReplyDelete
  13. Dochtoru to jeszcze moze - ni grzmiao ni hukao - zawrocic z tego Lutona. Snieg nadchodzi.

    ReplyDelete
  14. Gypsi, dostałam wiadomość, że nie lecą dzisiaj. Nie wiem co dalej.

    Małgoś , od takich Świąt jak opisała Spt to wolę się trzymać z daleka :-)

    ReplyDelete
  15. A widzisz?
    Ty lepiej zapierdalaj po prowiant i zaczynaj ten bigos, bo jak Ci chlop wroci przemarzniety i glodny do chaty, to go bez dobrego zarcia nie udobruchasz.

    ReplyDelete
  16. Gypsi - doleciał do Gdańska :-)
    Dzisiaj, około 15.00

    Dikejko - dzięki :-)

    ReplyDelete
  17. Zadzwaniać z kolędo będziem! Spoko!
    Ja zrobiłam małą rewolucję i święta będę miała ciche, bez tematu przewodniego.
    Czyli nie powtórzy się koszmar zeszłoroczny.

    No!
    Będzie gitara!
    To nie będą święta samotne, ale w najlepszym z mozliwych towarzystwie!
    :-)

    ReplyDelete
  18. Daisy, zeby nie ten koton, to za leb bym przywlekla Cie do nas, ale Ty go nie zostawisz samego, a my uczulone.

    ReplyDelete
  19. No widzisz, a ja kombinuję, jakby tu zostać samej na Święta... Myślałam o Tobie, ale sądziłam,że spędzisz je w..hmmm... gronie itd. Jakbym wiedziała, tobym do Ciebie wiesz, samolotem, pociągiem albo i na piechotę przyszła ;-)Ugotowałybyśmy sobie ten bigos, wódeczki się pod niego napiły, powspominały trochę, a kto wie, może i całkiem nowy jakiś pomysł by nam do głowy przyszedł?

    ReplyDelete
  20. Gypsi, no co Ty ? Na jeden dzień ?
    Przecież ja pracuję w Wigilię do 16.00, w Boże Narodzenie pociągów niet, a w drugi dzień Świąt już bym wracać musiała :-)))

    Pieprzona robota.
    Ale bardzo Ci dziękuję za zaproszenie!

    Kasik - no nie zgadałyśmy się, cholera!

    ReplyDelete