Tuesday, 5 January 2010
...
Wurwa. Antybiotyk na tapecie. Polazłam do łapiducha dzisiaj, bo kaszelek osiągnął apogeum. Sąsiedzi musieli się mocno powstrzymywać od naparzania w ścianę sypialni jakimś ciężkim narzędziem, albo się ulitowali nade mną - noc była straszna. Myślałam że wypluję z siebie resztki płuc a przy okazji mózg mi oczodołem wypadnie wprost na kota. Odgłos jaki z siebie wydawałam można by przyrównać do przedśmiertnego rzężenia Syrenki Bosto której uprzednio odpadła rura wydechowa. Tragedia. Teraz do uroczego kaszelku dołączył się katarek, równie uroczo cieknący mi z nosa. Żywię się tabletkami i hierbatą. Co cztery godziny - Ibuprom, Co-Dydramol, Sudafed i Amoxicyllina. Biedna ta moja wątroba. A niech się przyzwyczaja. Bo co jak co, ale za trzy tygodnie nie omieszkam napić się wódki.
Nie poszłam dziś do pracy i nie zamierzam takoz jutro. Mam w dupie. Niech se inni brylanty sprzedają.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

ahahaha, ja właśnie jadę na augmentinie, też amoxycyklina! ale co 12 godzin ;) good news - pomaga ;)
ReplyDeleteCom sie usmiala, to moje. Ale bardzo, bardzo wspolczuje:*
ReplyDeleteJa sie DOŁANCZAM do grona współczujących. Mam nadzieję, że któryś z tych lekow pomoże. :-***
ReplyDeleteA ja tak pacze i pacze a tu Dejzi pomyka po blogaskach w godzinach pracy!
ReplyDelete:-)
(jezuboże Dochtor pojutrze [chyba] będzie a nie ma tatara)
ReplyDeleteA ja myślałam, że Dochtoru JUTRO śmiga do Cię, bo mię tak właśnie powiedział :-)))
ReplyDeleteJakie szczęście, że Biedrąka jest tak blisko, co nie ?
:-))))
Nos mię się jakby otetkał, ale nadal się czuję jakby mie coś przejechało.
ReplyDeleteZżarłam pizzę i czipsy. Niech te tabletki mają jakie towarzystwo, bo dyskotekę se robią w mojem żełądku, cipy jedne!
No chyba, że w dzień, bo ja pod wieczór do szkół idę.
ReplyDeleteA tatara NIE MA i jutro TEŻ NIE BĘDZIE.
No to nie wiem. Może Dochtoru coś pokręciło ?
ReplyDeletePewnie się zdzwonicie, albo zesesmanicie, nie ?
a mnie bola zatoki, czołowe, szczękowe...patrze na antybiotyk zapisany przez pania doktor i boje sie łykac...
ReplyDeletezdrowia:)
Beata, a czegóż się boisz ? Że Cię antybiotyk uźre w jelito czy cuś ?
ReplyDeleteOstatnio brałam antybiotyk 5 lat temu. To se teraz nie żałuję.
Nozesz, kuruj sie, bo faktycznie Cie zmoglo. Wszycko bez te brylanty, a moze bys brylantyne lepiej sprzedawala?
ReplyDeleteBierzesz coś zapobiegawczo między jednym a drugim przeziębieniem? Tran, czy cuś?
ReplyDeleteA w ogóle to będę się upierać, abyś wróciła do renowacji Kartofli. I nie chorowałąś wtedy i mam wrażenie, że szczęśliwsza byłaś.
Dużo zdrowia Daisy:)
Dikejko, nie biorę, zawsze zapominam i jestem niesystematyczna. A do Kartofli nie wrócę z jednego powodu - Kartofle nie dają stałej kasy, a musimy się finansowo odkuć. Ta praca mnie nie męczy, jest ok, nawet bez wstrętu wstaję rano.
ReplyDeleteChoróbsko przechodzi, antybiotyk widać wytłukł bakterie, bo to wirusowe na pewno nie było. Już nie kaszlę jak stary gruźlik i jest mi prawie zupełnie dobrze :-))))
Tylko z betów za szybko nie wychodź, bo będzie od nowa. A takie przeziębione choróbsko to koszmar.
ReplyDeleteWłaśnie się biję z myślami czy iść jutro do pracy, ale chyba nadal będę mieć diamenty w podogoniu :-)
ReplyDeletezdrowiej Dejzi:*
ReplyDeletep.s. Szeh, wez no wola kup ciut i zmiel! bendzie tatar:)
Dyjamenty są zawsze :)
ReplyDeleteTy uprawiaj rekonwalescencję (boszzz takie trudne słowo se wymyśliłam)
dalej masz diamenty w dupie? ...myślę, że to cenna dupa teraz jest...
ReplyDeletePięknie dziękujemy za Rudusia i Lusieńkę :-)
ReplyDeleteSzeh, jak zobaczyłam je siedzące na półce i patrzące w dół, to nie mogłam nie kupić :-)))) No Rudek i Luśka jak żywe, nie ?
ReplyDeleteBeata, moja dupa jest od zawsze cenna i bez względu na brylanty :-)))
ReplyDeleteNo oni, jak nic! Specjalną półkę im zrobię. ( i tak jest w planach)
ReplyDelete:-)
Cieszem, że zdrowiejesz! To zdecydowanie dobra nowina :)
ReplyDeleteA kropo - Dochtoru będzie dziś u mię po 17:00, więc może i do Szeh zajrzy, coby ze Gdyni w pniontek się nie tłuc.
Ale nie wiem, nie ustalałam.
W każdym razie, ciotka, załatwiłam wszystko co chciałam, jeszcze tylko koło 15:00 Hania przyniesie adresówkę dla MAURICE :)
Mam też niespodziankę, a do niej bardzo mieszane uczucia... W każdym razie jak odpakujesz to pamiętaj, że chciałam dobrze, a wyszło jak zwykle. Nie miałam żadnego wpływu na efekt końcowy, ani czasu na protesty. Najwyżej komisyjnie, razem z Moryniową adresówką, wypierdolisz wszystko do śmieci :-D
Aaa, mam już pralkę! Prawie zamontowaną - tylko sztrum trza porządnie przeprowadzić, bo na przedłużaczu pókico lata. Już nawet se uprałam raz! A co! Ale kuchni to byś nie chciała widzieć...
Dzisiaj, oprócz wizyty Dochtoru, czeka mnie wybebeszanie wszystkich szafek i robienia miejsca na gary, bo teraz stoją na całej powierzchni zlewowo-kuchenkowo-blatowej aż do mikrofalówki...
Co za ohydne zdjęcie u góry!
ReplyDeleteFuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuj!
Ci dam ohydne :-))))
ReplyDeletePaczeć bez obrzydzenia nie można!
ReplyDelete