Paskudna zaraza powoli odchodzi w niepamięć i jakoś żyję - nie wypluwając płuc w atakach kaszelku. Praca jak praca - nuuudy, bo po sezonie,- czekam na urlop jak na zbawienie. Kot jak kot - wychodzi i wraca, a głównie leży przed kominkiem i się sybaryci.
Dochtor na nocnych dyzurach, więc znów się mijamy.
Nowy aparat dotarł i jezdem zadowolona jak gwizdek.
I znowu ogarnął mię niechciej twórczy.
To wkleję tę notkę informacyjną i tyle z tego będzie.
Wyngiel! Wyngiel je we wiosce!
ReplyDelete:D
Bier wiaderko!
ReplyDelete:-)))))))))))
Kubełko!!!
ReplyDeleteWojna bendzie, przed wojna tez był!
:-)))
KUBEŁKO !!!!
ReplyDeleteOesu. Faktycznie!
:-))))
Kultowego tekstu zapomnieć.
ReplyDeleteNiemiec, jak nic!
Wstyd mi.
No.
ReplyDelete:-]
A to prawdziwy wyngiel jest czy atrapka elektryczna?
Pod spodem atrapka a na wierchu brykiety :-)))
ReplyDeleteczyli wash and go.
Oba krzywusy som! I kominek też krzywy jest!
ReplyDeleteFacety... :D
ReplyDeleteTe łapki, tak do ciepła wyciągnięte... :))))
ReplyDelete