Sunday, 10 January 2010
...
BAKCYL
Raz w jednym instytucie uczeni na wszelkie sposoby
Robili doświadczenia, jak by tu osłabić mikroby,
Na przykład jeden uczony budził bakterię śpiączki,
Szczypiąc tę śpiączkę pęsetką w pośladki, nóżki i rączki.
Drugi uczony czerwonkę podłączał po pompek i dętek,
Aż się robiła blada jak jaki biały krętek,
Krętka natomiast skręcano i rozkręcano biedaczka,
Od czego był bardziej żółty niż najżółciejsza żółtaczka,
Odnośnie zaś do żółtaczki, wprowadzono ją w taką rozpacz,
Że poczerniała zupełnie i była jak czarna ospa,
Podczas gdy ospę - tę czarną - macerowano w wódkach,
Więc była ciągle na kacu, jak białaczka bialutka...
A działał wśród tych uczonych Piotr Dreptak, asystent młody,
Który stosował swe własne, zupełnie odmienne metody,
I zamiast zarazki dręczyć - on karmił swoje zarazki
I ciągle się ich pytał: - Nie zjecie, zarazki, kaszki?
No więc zarazki wciąż rosły, wpierw były jak turkucie,
Potem ogromne jak myszy latały po instytucie,
Na próżno woźny je z miotłą jak oszalały ganiał -
Nie dość, że się z niego śmiały, to mu jeszcze wyżerały śniadania.
Aż kiedy profesorowi przegryzły w aucie resor,
To wtedy Piotra Dreptaka wezwał do siebie profesor
I obaj włożyli płaszcze, i poszli się przejść na deptak,
A pan profesor rzecze: - Drogi kolego Dreptak,
Rozumiem że doświadczenia, badania, cacy - cacy,
Ale jak dalej tak pójdzie, to ja was wyleję z pracy!
Rzecz jasna, że ma pan dość duże, ba, szokujące wyniki,
Lecz rób pan to sobie gdzie indziej, ot, idź pan hoduj tuczniki...
- Chwileczkę! - Piotr Dreptak na to, prędziutko teczkę odmyka
I z wnętrza wyjmuje bakcyla wielkiego jak królika:
- Zobacz pan, profesorze, gdy mamy taką gadzinę,
Możemy streptomycynę wyrzucić i penicylinę!
Lekarz przy mikroskopie oczu już niszczyć nie musi,
Bo bierze to bydlę za szyję i je po prostu dusi...
I rzeczywiście udusił Piotr Dreptak tego zarazka,
Więc pan profesor Dreptaka chwalił, całował i głaskał,
Załatwił mu order, mieszkanie, fiata, Nagrodę Nobla,
I wszyscy koledzy się zeszli, żeby ten Dreptak to oblał,
A Dreptak siedzi ponury nad uduszoną zwierzyną
I szloch mu wyrywa się z piersi, a z oczu łzy wielkie mu płyną...
- Dlaczego - pytają koledzy - nie chcesz zabawić się z nami?
- A bo jak dusiłem Kubusia, to on tak łypał oczkami...
Tu biedny Dreptak o ścianę uderzył głową trzy razy...
Oj, można się, można przywiązać i do najgorszej zarazy!
Andrzej Waligórski
Zaczynam się przywiązywać do swojej infekcji.
Stąd wierszyk.
Nie mogę zarazy zatłuc bo łypie.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

Łypie gadzina? Zasłoń jej oczy to podda się, nie wytrzyma...
ReplyDeletedaj spokój, Ty jeszcze chorujesz? chcesz w kły? (c) Szeh:)
ReplyDeleteDaj mojemu Kubusiowi w kły, Beata.
ReplyDeleteJa już mam dość.
Po antybiotyku boli mnie żołądek, a zaraza jak jest tak jest.
Wykończona jestem.
Cholera, no. Może dr Maleki ma jakieś inne leki?
ReplyDeleteChyba nie ma :-(
ReplyDeleteOni i tak niechętnie przepisują antybiotyki. Jakoś zarazę zwalczę, mam nadzieję że do końca miesiąca będę już na chodzie bez dodatkowych efektów dźwiękowych w płucach. Bo dudki, lebo letkie grają mi jak orkiestra cajmerowska o północy :D
Daisy, dzieki!!!
ReplyDeleteTekst "bo jak dusilem Kubusia, to on tak lypal oczkami..." byl jednym z naszych najukochanszyn an studiach.
Dzieki za przypomnienie:)
Gypsi - ależ proszę :-)))
ReplyDeleteJa uwielbiam Waligórskiego, a tekst o Kubusiu jest bezcenny - aż dziw, ze Dochtoru nie znał, ta dzisiejsza młodzież, to krzty obycia i kurtury nie ma :-))))
Ale może umi bakteryję zatłuc? Jemu nie łypie, na sto procentów!
ReplyDeleteTa młodzież ;-)
ReplyDeleteO szlag, jeszcze chora? Cos wykrztusnego masz? Niech Dochtor Ci plecy oklepuje i zarazie w slepia groznie zajrzy.
ReplyDeleteWaligorski...Bezcenny:))))))
Niektóre zarazy są uparte...wiem coś o tym.
ReplyDeletejaka piekna zima u Ciebie...czarno-czerwona:)
ReplyDeletedałam w kły mentalnie, pomogło?
ReplyDeletePomogło :-)
ReplyDeleteZaraza jakby mniej łypie. Za to antybiośtyk mi zrobił kuku żołądkowo :-(
Od pięciu dni mię boli na wnętrzu.
Omeprazolu se zazyje Dejzi, pomoze.
ReplyDeleteCzarownico, a helicid też może?
ReplyDeleteIno skąd ja wezmę te leki ?
ReplyDeleteNo nic, już nie biorę antyśbiotyku, to wszystko pewnie wróci do normy :-)
maslanka dobra i kwasne mleko i jogurt o.
ReplyDeleteZdrowia!:)))
swoja droga ciekawe co by w tej krainie ze mna zrobili jak ja nawet na katar musze antybiotyk:(
ReplyDeleteAde, mnie na ewidentne zapalenie ucha pan dochtór z Mozambiku przepisał ... kropelki.
ReplyDeleteBezantybiotykowe.
Ucho mię napierdzielało przez jakieś trzy tygodnie tak, że paracetamol zarłam jak cukierki, byle tylko zasnąć.
Dopiero po tym czasie i trzech kolejnych wizytach dostałam antybiotyk.
czasami nie ma zmiłuj sie i antybiotyk musi być, niestety
ReplyDelete