Sunday, 28 March 2010

...

Bylim w Norycz. Łupem padły dwie pary butów, po parze na łeb. Kotu butów nie kupilim, bo nie było rozmiarówki. Pogoda wietrzna choć wiosenna. Na ulicach znów wysyp wielorybów w za małych ubrankach. Mnie fryzjer goni z inwektywami na ust koralu, na łbie mam cudo pierdolnik w kolorze wypłowiałej kuny domowej. A lico po zimie straszy zielonkawym, trupim kolorkiem. Za miesiąc urlop. Tylko wizę do Miasta muszę załatwić. I wizę do Krakowa. A końcem czerwca jadziem do Miasta w duecie. Toto Kotuńjo jakoś odpęka wyrok w pierdlu :-( Akropo Kotuńja. Właśnie wrócił.Rozczochrany i zapiaszczony. Pewnie któryś kot sąsiedzki znowu mu włomotał. A temu syjamowi, to nogi z futrzanej dupy kiedyś powyrywam, obiecuję.

18 comments:

  1. Daisy - jestem przekonana, że przesadzasz z tym wampirzym swoim wyglądem :-)

    ReplyDelete
  2. Nie przesadzam Loręzo. Pamiętasz, jest taka reklama kiedy facet przegląda się w lustrze a w tle głos - "co mówi Twoja twarz rano ?"

    Moja mówi " o, KURWA!!!"

    :-)))))))))))

    ReplyDelete
  3. No a włos, albo wronie gniazdo jak kto woli też mię UPIĘKSZA. Hehe.

    ReplyDelete
  4. Przeczytałam "spłaszczony" zamiast "zapiaszczony" i nieco się zdziwiłam. ;-/
    A ja mam na łbie szarawe wodorosty...

    ReplyDelete
  5. Nielot, ja mam wyrudziałe :-))))

    Jakby mi Kotuńjo przyszedł splaszczony, to chyba bym umarła!

    ReplyDelete
  6. etam wyrudziałe,ja mam odrosty nito czarne nito siwe i to jest dramat bo chciałabym byc rruda:)

    ReplyDelete
  7. Martanna, ruda tak. WYRUDZIAŁA - nie.
    Wiem co mówię :-)))))

    I migają mi gdzieniegdzie SIWE.
    Omatkobosko.
    No strach rano w lustro spojrzeć.
    Dorodna zmora.

    ReplyDelete
  8. Daisy: ponieważ komentarze i przychodzą na komorkę, już wiesz, co się stało. Zaplulam sobie ekran :-)))

    ReplyDelete
  9. hehehhehehehehehe :-)))

    Podać Loręzie szmaticzku na paticzku ?

    Żeby ekranik przetarła ???

    Tu się kurwa nie ma z czego śmiać!
    Tu trza lifting zrobić i zmarchy za uszy założyć!

    ReplyDelete
  10. Lifting to mnie by się raczej przydał. Ale chyba najsampier fryzjer...

    ReplyDelete
  11. Baby przestanta przesadzac!! Liftingu im sie zachciewa, a zelazkiem goroncem rozprasowac;)))

    ReplyDelete
  12. Ku obopólnej uciesze, mnie fryzjer dogonił:-) Pod topór poszło z 10cm. Później w domu "czekoladowy brąz" od Palette se rzuciłam i na razie wystarczy
    :-)
    Tylko... no wlaśnie, co zrobić z sinawo - zielonkawym odcieniem lica? Solaryzować się nie mam zamiaru:-/

    ReplyDelete
  13. Na sinawo-zielonkawy odcien mozna sprobowac kremu koloryzujacego. Nie samoopalacza, tylko lekko tonujacego kremu. Moja kolezanka z pracy uzywala i bardzo korzystnie jej na wyglad na przedwiosniu robil.
    Tez bym chciala, a nie moge, bo aktualnie przechodze wylinke i te luszczace miejsca po takim kremie sie robia ciemniejsze. Ino tylko podklad mineralny mié ratuje.

    ReplyDelete
  14. właśnie mi dziś pierworodna odświeżyła kolor a w ubiegłynm tygodniu fryzjerka usiłowała coś wymyslić mi na głowie. Długa droga:)
    Te kremy koloryzujące co mówi o nich Gypsi są genialne:) Bioterm na przykład:)

    ReplyDelete
  15. nivea też ma taką linię koloryzująco rozświetlajacą.

    p.s. przepraszam, za sraczkę komentarzową:D

    ReplyDelete
  16. ->Czarownico
    ->Ade

    Jakiś czas temu kupiłam od loreala, wlaśnie krem nawilżający 'efekt stopniowej opalenizny'. I to nie dla mnie, niestety:( Skora mi się łuszczyła, na kosciach policzkowych - zwłaszcza. Chyba jednak poczekam na słońce.
    :-)

    ReplyDelete
  17. Ja mam doskonały balsam do twarzy z Clarinsa. Chyba zacznę smarować oblicze, bo faktycznie straszę :-)

    ReplyDelete