Thursday, 8 July 2010
...
Abuehehehe.
Gęba mi się śmieje na samo wspomnienie dzisiejszego poranka, chociaż gdybym jutro odwaliła taki numer stulecia to do śmiechu by mi raczej nie było.
Ale po kolei.
Wstałam ci ja rano z lekka jeszcze sparszywiała i dorwałam się do kompa. Ciotka Sabina otwarłszy jedno oko zagadała "ciotka, zamów ty se airport busa na sobotę rano i będziesz mieć z głowy". Trochę oponowałam, że mam czas, że spoko, ale nie odpuszczała, jeno dupę truła. No dopsz. To zaczęłam bukować busa. Wlazłam ja na stronę, wypełniam formularz i ni chooja nie mogę, bo nie ma dostępnych przejazdów. Wszystko obłożone. Dawaj, dzwonimy. Pan po drugiej stronie światłowoda zdziwiony, bo nie ma aż tylu chętnych i nagle Daisy olśniło. "Przepraszam pana, głupia jezdem, bardzo głupia" rzekłam i zaczęłam się chichrać do słuchawki. Nic dziwnego, że nie mogłam, bo usilnie próbowałam zabukować kurs na sobotę i owszem, ale na 3-go lipca :-)))))))))
Pan się obśmiał jak norka, zapisał co trzeba i git.
Jak tak załatwiłam sprawę z busem to siłą rozpędu postanowiłam odprawić się online i wydrukować kartę pokładową. Wlazłam na stronę Łizera i wpisuję dane. Kliku klik. Naźwisko, imię, numer buta, klucze do mieszkania. Patrzę na kartę do wydrukowania a tam data wylotu z Leś Walesa Erport. Patrzę jeszcze raz i oczy jak pięć złotych nagle mi się zrobili.
Data jak byk.
9-07-2010
Dziewiąty lipca. PIĄTEK, SZÓSTA RANO.
Że co, kurwasz ???? Jak to piątek, przecież miała być SOBOTA ????
Sobota miała być !!!
Osłabłam. Poleciałam sprawdzać. Ciotka na mię wydarła paszczę, że źle pewnie datę wpisałam. No nie wpisałam, bo automatycznie z numeru rezerwacji data wchodzi!
Oesu. No trudno, pomyliłam się rezerwując bilet, polecę dzień wcześniej, trudno.
Odetchłam ciężko i wykręciłam numer do pana od busa.
"Dziędobry Panu. To znowuż ja. Małgorzata Stevens. Czy byłby pan tak uprzejmy i zmienił moją rezerwację z soboty na piątek rano ??? Ja już co prawda zapewniałam pana o swojej głupocie, ale jeszcze raz chyba nie zaszkodzi. Moja głupota sięgnęła dziś zenitu"
A potem na spokojnie usiadłam i pomyślałam. Gdybym jutro chciała wydrukować sobie kartę pokładową to strasznie zdziwiłby mnie komunikat, że lot się odbył ......
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

Znaczy się winna jesteś Sabinie dozgonną wdzięczność za to, że Cię tak z tym airportbusem przegoniła, bo naprawdę byś nie odleciała stąd do uśmiechniętej śmierci =D.
ReplyDeleteI tak bez względu na wzgląd, którego uwzględnić należy, kastruktywizm a tymbardziej destruktywizm są niekońwekcjonalne do wprostroporcjolanej krzywizny światłowodu pięciożyłowego!
ReplyDelete;)))))
O mało nie spadłam z krzesła jak zadzwoniłaś z wiadomościom, że nici z widzenia;/
Laski, ja sama byłam w szoku :-)))
ReplyDeleteNo bo jak to. Miałam wracać w sobotę.
Wszyscy wiedzieli, że wracam w sobotę.
Owca, gdyby nie Sabina, to bym poleciała w sobotę. Za jedyne 700 złotych, których nie mam :-))))
Ade, a już sobie tak ładnie wszystko poukładałam, psiakrew!
Dochtór jeszcze nie wie - mówić mu ?
Czy niespodziewajkę zrobić ?
:)))))
ReplyDeleteniespodziewajkę,jak najbardziej.
Wchodzisz do domu i mówisz - stęskniłam się i MUSIALAM przylecieć wcześniej:))))
Tak zrobię :-)))
ReplyDeleteDaisy, a Dochtor sie nie wkurzy za taka niespodzianke?
ReplyDeleteNie potraktuje jako brak zaufania i probe nalotu?
Yyyy.
ReplyDeleteKurde.
Gypsi - nieee, no co ty ?
ReplyDeleteMam nadzieję, że nie !
Szeh, no. Kurde.
no to leć gwiazdo:D
ReplyDeleteBylabys niczym Putin dzwoniacy do Chin:))))) Hihihi:))))
ReplyDeleteMam nadzieję, że ciotka leci, jako że zwoniła do mię z LesiaPort, już zza bramki...
ReplyDeleteZ panem od busa nie był to koniec sprawy, jako, że busa w umówionym miejscu i o umówionej godzinie nie było...
Ja już chcem, aby sama, własnemi palcyma, z osobistego komputra napisała, że jest w chałpie. I podała szczegóły.
Dowód to będzie. Dowód, że dotarła i się ma.
No i pono ma alergię na mnie... Też mam nadzieję, że jak zniknęłam jej z horyzontu to jej się poprawi...
Ciotka, melduj :)
Pókico usiadła w Brytfannie. Upiekło jej się :-D
ReplyDeleteMelduję się już z domu. Walizka ważyła ze dwieście ton, ale sami życzliwi ludzie wokół się trafiali. Jeden kolejarz to mi nawet schodami w górę i w dół zatargał czemodan na właściwy peron :-)
ReplyDeleteUff, jak dobrze :-)
;)))))!
ReplyDeleteCiotka, a to windy nie działali? Robiłaś oczy Kota ze Shreka kolejarzu?
ReplyDeleteTam nie było windy :-))) to jak mogła działać ?
ReplyDeleteNie robiłam oczu kolejarzu. Sam mi wyrwał waleszkę :-)))
Daisy to się ciesz, żeś już w Brytfannie;)
ReplyDeleteTYlko już nic nie rób więcej a propos tej wysypki co?
I pilnuj biletów na drugi raz bo ubiję małpo;P
No i czego nie pisze jak Dochtoru zareagowało na niespodziewajkę? Ja tu już pazury z niecierpliwości obgryzłam! Wrrrrrrrrr!
ReplyDeleteA, no - co Dochtoru na wysypkę? I jak w ogóle dzisiaj? Zeszła choć trochę?
ReplyDeleteA łomot dostałaś?
ReplyDelete;-)
Ciotka, umartaś?
ReplyDeleteNie umarłam, wysypka trochę blednie, ale za to przepięknie spuchłam od strony, gdzie był rwany ząb. Nie mogę rozewrzeć paszczęki, a zajęty jest węzeł chłonny,chyba.
ReplyDeleteZbieram się na pogotowie.
Dochtoru się ucieszyło.
ReplyDeleteZ niespodziewajki.
Na wysypkę zareagował obejrzeniem.
Dochtory tak majom - zaraz jest poka, poka, o jaaaaa ;-)
ReplyDeleteO zembie - łomatko...
W złę godzinę powiedzialam o gabinetach...
Szeh, mówię Ci, mam dość.
ReplyDeleteTam jest infekcja na bank. Nie w samym zębodole, bo ten spoko, nie boli - ale zawias, tam gdzie był zastrzyk podawany jest spuchnięty.
I zeszło na węzeł chłonny. Kurwa mać.
Kurwa ich mać.
ReplyDeletePrawdę mówiłam, prawdziwą prawdę, tylko w złę godzinę, ech.
dodam tylko O KURWA MAĆ;/
ReplyDeletecałkiem przecież niedawno walczyłam z czyms podobnym...też po zastrzyku:> Było nawet podejrzenie chłoniaka. Odpuściło po wielu tygodniach leczenia. Końska dawka antybiotyku i puściło.
ReplyDeleteNiemniej jednak nie wysypało mnie i nie spuchłam aż tak, ciut ciut jeno i bolało.
Z tym bukowaniem to złośliwie się pocieszyłam, że nie tylko ja żję poza czasem i w chaosie.
ReplyDeleteZ zębem współczuwam przestrasznie. Wiadomo, czym mi się skończyło znieczulenie do czyszczenia kamienia. Uraz od tamtej pory mam straszny.
o jejejejeej!
ReplyDeleteweź napisz co i jak,bo od samego czytania słabo się robi.
miałam tak raz i na pogotowiu mnie ochrzaniono gdzie ja do dentysty jakiegoś konowała chodziłam;/
Mam dwa antybiotyki, nie jest lepiej, ale żyję.
ReplyDeleteSpałam od 11.00 do teraz. Strasznie to wkurwiające, bo nie mogę przełykać, od wczoraj nic nie jadłam.
Mam opuchniętą szyję i szczękę, cudnie i asymetrycznie.
Nie wiem do końca czy to wina infekcji przy znieczuleniu, bo przecież igła była jednorazowa, strzykawka też, dętystka miała rękawiczki, no to jak to ?
Prędzej stawiam na infekcję PO ekstrakcji, powinna mi zapobiegawczo zaordynować antybiotyk a nie zrobiła tego.
żyjesz:)!
ReplyDeletenie wiem jak się postepuje w takicch przypadkach.Czy daje sie wogóle antybiotyk?
Być moze ta wysypka i późniejsze kłopoty mogly spowodować infekcje,bo byłaś osłabiona przez to rwanie zęba,i właśnie tam ugodziło;/.
Wspólczuję serdecznie.
Życze by szybciorem się goiło.
I żeby żadnych więcej komplikacji nei było;/.
Ale ten,wiesz, to m swoje dobre strony....chudnie się od niejedzenia nie ?:)
Tuv, musi być antybiotyk, to jest bakteryjna infekcja. Wysypka blednie i już jej prawie nie ma, tylko resztki smętne na łydkach i stopach.
ReplyDeleteLekarz na pogotowiu szpitalnym - kolega Dochtoru - od razu poiwedział, ze ja powinnam po rwaniu dostać antybiotyk osłonowo.
Był bardzo zdziwiony, że nie dostałam.
Dobrze, że się wyjaśniło.
ReplyDeletePrzy całem mojem współczuciu dla Cię cieszę się, że jednak to nie na mnie jesteś uczulona :-D
ciotka, a skąd wiesz ? zniknął alergen to i wysypka znika :-))))
ReplyDeleteO kurcze, wspolczuje, Daisy.:(((((
ReplyDeleteLudziska powiadaja, ze angielskie dochtory do dupy, a tu masz... Naszej narodowej pysze kop. Nie dali antybiotyku, a powinni byli.