Friday, 16 July 2010

...

Po czterech dniach antybiotyk zadziałał na tyle, że mogłam wrócić do ulubionego zajęcia, czyli sprzedawania brelantów. Od końca lipca przechodzę na kontrakt stały, nie czasowy, co jest miłe, nie powiem, ale jest zgrzyt. Okazało się, że sierpniowy urlop, który miałam spędzić bycząc się na szezlągu - odpłynął w niebyt. A to za sprawą drobnej pomyłki Iana - jak i mojej niefrasobliwości, bo chorując wolałam brać urlop niż chorobowe. No i okazało się, że muszą jeszcze raz wszystko przeliczyć, bo z kontraktem tymczasowym wiązało się 21 dni urlopu, z których 22 już wykorzystałam, ale z kontraktem permanentnym przysługuje mi 28. W najgorszym wypadku zostanie mi jakieś 6 dni, ale urlop w sierpniu poszedł się bujać. Został elegancko wymazany z kalendarza gumką myszką Iana :-) Nic to. Kolejny KONKRETNY urlop wezmę w maju przyszłego roku. I obiecaliśmy sobie z Dochtorem jedno. Koniec ze spędzaniem urlopów w Polsce i osobno. Koniec z wpraszaniem się do znajomych czy rodziny. Chcielibyśmy zobaczyć trochę świata, bo na Gdańsku i Gdyni ten świat się nie kończy. Na wakacje all inclusive wydamy może trochę więcej pieniędzy, chociaż patrząc na stan naszych kont po ostatnim urlopie mam wątpliwości czy nie będzie taniej. Kasa popłynęła jak bystra woda w klozecie. Polska jest cholernie drogim krajem :-)))) I ogłaszam wszem i wobec. Będziecie chcieli zobaczyć Daisy ? Pofatygujcie się do Wielkiej Brytfanny (copyrajt Szeh). Gorleston jest uroczym miasteczkiem wszakże :-)))

16 comments:

  1. no powiem - konkluzja dobra.
    naprawdę fajnie tak pojeździć po świecie i na pewno sporo ofert tańszych niż Polska się znajdzie:).
    Żal bo polscy znajomi tęsknić będą ale być mozę zmobilizują się do przyjazdu,znaczy też swiat zobaczą.
    ;)

    ReplyDelete
  2. Tuv - i o to chodzi. Ja chętnie zapraszam do siebie, bo i warunki są i co oglądać jest - a wszyscy mają w dupie :-)))))

    To teraz ja mam w podogoniu, nie ?

    Żartuję :-))))

    ReplyDelete
  3. Urlop to urlop, lenistwo, podanie pod nos i paczenie swiata. Odwiedziny to zupelnie co innego :-)

    ReplyDelete
  4. Właśnie o to mi chodzi, Szeh.
    Odwiedziny - jak najbardziej. Ale urlop od teraz to dla mnie będzie czas wytchnienia od łażenia po kominkach i jak powiedziałaś - od stołu do stołu.

    ReplyDelete
  5. 'Będziecie chcieli zobaczyć Daisy ? Pofatygujcie się do Wielkiej Brytfanny'
    No to pozamiatane :-(((

    ReplyDelete
  6. no to może byś o Paryż zahaczyła? ;)

    ReplyDelete
  7. Ojejusiu. To się rędko nie zobaczymy. Ale to nic, bo idea jest ze wszech miar słuszna :-)

    ReplyDelete
  8. ds - do Paryża to w przyszłym roku JA pojadę:) do Daisy nie, bo sie boję latać i tunelować:)

    ReplyDelete
  9. I na wieki wiekow amen:))) to moze se zaklepie pobyt u Daisy;)
    Zawsze mowie, ze zycie jest za krotkie, mam za malo pieniedzy i swiat jest za piekny, zeby kazdy ciezko zapracowany urlop spedzac w tym samym miejscu.

    ReplyDelete
  10. Dikejka, toż ja całkowicie się nie odżegnałam od pobytów w Polsce, zobaczymy się jak przyjadę do Lorenzy na boczek :-)))))

    Stardust - od dziś Twoja filozofia jest moją filozofią :-))))

    Ds - du Pa-ryża to może z Dochtoru się wybierzem na jaki weekend ?

    Jak już wszystko sobie poukładasz po swojemu. Dobrze ?

    ReplyDelete
  11. No i git :)) Osobiście obiecuję, że ruszę dupsko i może nawet się przepromuję samochodowo do was :PP Wyjdzie na to samo moneywise, a przynajmniej będę panią samej siebie, a nie jakichś ryanairów popieprzonych :PP

    ReplyDelete
  12. O... ja juz dawno doszlam do tego wniosku, za to moj facet niestety jeszcze nie. Usilnie namawial mnie w tym roku zeby znow spedzic jedyne na rok 2 tygodnie urlopu z jego rodzina (rodzice, czworo rodzenstwa z polowkami i trojka malych dzieci). A jaka awanturka sie wywiazala :)

    ReplyDelete
  13. I fajnie.
    My juz tez nie odwiedzamy w trakcie urlopu ojczyzny. Znajomi sie powoli i opornie, ale zaczynaja pojawiac, niektorzy rowniez wielokrotnie.
    Tak sobie pomyslcie - wpadacie do Brytfanii do Daisy, ogladacie morze, a potem ruszacie do Męczesteru do mła.
    I macie "buy one, get one free"
    Mozna to jeszcze polaczyc z wyprzedazami i biznes zycia przy okazji;)
    Rowniez zapraszam:)

    ReplyDelete
  14. Oczywiscie zupelnie poza moja filozofia, to co roku odwiedzamy tescia, ale to jest tutaj, to jest ledwie kilka dni. No i na dodatek moj tesc jest tak malo meczacy, ze zawsze jade tam z przyjemnoscia. W tym roku powazne wakacje znow mi sie poszly bujac, bo tak sie zlozylo. Mialo byc cos jesienia, ale ja juz mam inne plany na pazdziernik, tak tez bywa.
    Odwiedziny zwlaszcza rodzinne mnie tak mecza i wkurwiaja, ze dziekuje postoje, ale nie. Tesc przynajmniej nie narzeka i jest zawsze zadowolony:)))
    A jezdzic do Polski tylko po to, zeby przed smiercia powiedziec "ale Polske znam wszerz i wzdluz" to mnie jakos nie rajcuje.

    ReplyDelete
  15. Do Lorenzy na boczek, a do mnie na tort kawowy:-)
    Obiecaj! :-)))))

    ReplyDelete