Thursday, 16 July 2009

...

Niech to już się skończy, co? Myślałam, że formalności załatwione, a tu dupa. Rachunek z wyliczeniem za co i dlaczego tak drogo - przysłali, więc myślałam że papierzyska już skompletowane, potwierdzenia dokonane i chawira nasza. A dziś dzwoni do mnie pani agentka i mówi, że nie dostali jeszcze referencji od Dochtorowego pracodawcy i takie tam i gdzie to jest. Do moich poręczycieli wysłała listy z prośbą o referencje dla Małgorzaty P. zamiast Małgorzaty S. Przez pomyłkę wpisała moje PANIEŃSKIE nazwisko. Ręce, nogi i cycki mię opadli. I czuję się jak ten kotek od Waligórskiego co to : " Udzielał raz wywiadu kotek,że jest zdrowy wtem uszki mu odpadły, oczki wyszły z głowy , pękł ogon, brzuch i głosowa struna, wreszcie zdębiał, ocipiał, zesrał się i umarł" Referencje od Dochtora poszły przedwczoraj, ona ich jeszcze nie dostała.

13 comments:

  1. to poczta polska tam jest???????????????

    ReplyDelete
  2. eeeeeeeee,jaja.
    Denerwująca ta baba

    ReplyDelete
  3. kurwa, że też nigdy nie może byc bez problemów

    ReplyDelete
  4. Lorenza, ja wiem, że my ten dom i tak dostaniemy, ale co się nawcurwiam to moje, nie ?

    A baba, Tuv, jest tak helpful, że bym ją w dupę kopła, tak ? :-)))

    Beata, poczta angielska działa sprawnie, ja myślę, że ona to dostala tylko zapodziała gdziesik.

    ReplyDelete
  5. Widzi mi sie ze ta baba to z tego gatunku "co to zanim powiedziala NIE to juz byla w piatym miesiacu ciazy" Wrrrrrrrrrrrrr
    Daisy to my obie teraz mamy takie nerwowki bo czlowiek niby wie ze ma, ale zanim do tego dojdzie to mozna se klaki ze lba wyrwac!!!

    ReplyDelete
  6. Baba wyraźnie sie nadaje do pracy w instytucji budżetowej. Jak sekretarkowałam - ileż miałam telefonów, że nie dostali, albo jakos tak wykrętnych, żebyśmy poszukali u siebie. Gubienie, bałagan w papierach, zwyczajnie "nie ma" i wszystkiemu winna poczta.

    ReplyDelete
  7. Skoro rezultat wiadomy, to nie ma co se szarpać nerwów. Szkoda sensu wytracać :-)

    ReplyDelete
  8. Szeh, ja to wiem i Ty to wiesz, ale moje nerwy tego nie przyjmują do wiadomości :-)))

    Mówię - dopóki klucze nie znajdą się w mojej torebce a umowa w zębach, to będę mieć stresa.

    ReplyDelete
  9. Stardust - no ale Ty już masz umowę przygotowaną.

    A ja się bujam :-(

    Lorenza, to jest zapyziała agencja w dodatku dobre 50 km od Jarmutowa. I tam pracują 2 osoby. No kurwica mnie bierze na myśl, że roboty to oni pewnie mają tyle, że kawy nie nadążaja pić!

    Ale w dokumentach pomylić nazwiska a drugie dokumenty posiać to potrafią.

    ReplyDelete
  10. Daisy--> Obie mamy tak samo i obie reagujemy podobnie, bo ja dopoki tej umowy nie podpisze i nie bede miala jedengo egzemplarza u siebie to tez mam sraczke z padaczka. Wspanialy mowi jak Sze, szkoda nerwow, a ja cala noc latalam jak wariatka. Teraz mi sie chce spac, ale trzeba isc do pracy. Oooo!!!

    ReplyDelete
  11. fak... Spokojnam, bo rzeczesz, że i tak dostaniecie:))

    ReplyDelete
  12. Stardust! No! Sraczka i padaczka jak w pysk strzelił!

    Athi, mówię, bo wiem, że co jak co, ale nie ma innego wyjścia. Ale wiesz. Zawsze jest te pieprzone pół promi...procenta że nie !

    ReplyDelete
  13. Będzie git, tak u Ciebie, jak i u mnie:)))))

    ReplyDelete