Thursday, 23 July 2009

...

Miałam wczoraj opisać jak to Dochtor bił się ze swoim HR w sprawie referencji, ale wpadłam w pudła i szał pakowania. Jak wspominałam - mozna juz pić wódkę w intencji, nareszcie cała biurwokracja zakończona. Ale co się Dochtor uchetał to jego. A ja przy nim. Kiedy opowiedział mi jak to cipa z HR załatwiała sprawy, to tylko kłapałam zębami. Ma baba szczęście, że mnie w pobliżu nie było. Zaczęło się od tego, ze Dochtor poprosił o referencje jakieś 2 tygodnie temu. Kiedy zadzwoniła do mnie agentka, że nic jeszcze do nich nie dotarło - Dochtor przypomniał się tym pieprzonym, angielskim biurwom. Został zapewniony, ze dokumenty w drodze, wysłane, zaklepane i mozna spać spokojnie. Przez cały następny tydzień dzwoniłam do agencji z nerwowym pytaniem czy już ??? Nie, nie już, nie ma dokumentów. Kurwasz. Przedwczoraj dochtor zadzwonił do HR gdzie na pytanie czy nie mogliby wysłać tych dokumentów FAXEM dostał odpowiedź, że one mają taki nawał pracy, że dzisiaj nawet do faxu nie podchodzą i że proszę zadzwonić rano. Dochtor jest niesłychanie spokojnym człowiekiem, żeby wręcz nie rzec - pierdołą. Grzecznie się rozłączył. Rano zadzwonił wedle instrukcji biurw. I co się okazało ???? DOKUMENTY WCALE NIE ZOSTAŁY WYSŁANE. Choj tam, że przez prawie dwa tygodnie żyliśmy w przeświadczeniu że Royal Mail to chujnia z grzybnią. Choj tam, że moje nerwy były w strzępach. To jeszcze nic. Okazało się, ze przefaksowanie tych papierów przerasta możliwości tej ograniczonej umysłowo biurwy. Ona jest zajęta, kończy dzisiaj pracę wcześniej, a od jutra idzie na urlop i można ją co najwyżej pocałować w dupę a i to trzeba się z tym śpieszyć. I WOGLE niech Dochtor se tych papierów szuka sam. Na takie dictum Dochtor dostał wściku. Z nienawiścią w głosie poinformował babę, że w przeciwieństwie do niej, on teraz jest w pracy. Że owszem, on moze przyjść osobiśćie do HR, ale lepiej dla obu stron będzie, jeżeli on się tam nie pojawi. Że krówsko ma wszystkie numery telefonów i faksów i wszystkie dokumenty. Po czym zapowiedział, że za pół godziny zadzwoni. Kwadrans później zadzwoniła agencja. Z wiadomością, że jakaś strasznie NIEUPRZEJMA i GŁUPKOWATA kobieta z HR z nimi rozmawiała i że czekają na fax. Dochtor zadzwonił po pół godzinie do HR. Krówska na stanowisku nie było, natomiast inne krówsko poinformowało Dochtora, ze przefaksowano dokumenty. Trza było dwóch tygodni, kilkunastu rozmów telefonicznych i masę zszarganych nerwów, żeby wykonać prostą czynność. Tup,tup,tup - idziemy do szafy z dokumentami - szur, szur - wyciągamy odpowiednią szufladę pod literą "B" - i znajdujemy dokumenta. Tup,tup,tup - z papierkiem w zębach idziemy w stronę urządzenia zwanego faksem. Wkładamy karteczkę w urządzenie. Wystukujemy numer agencji. I nacisnięciem jednego guziczka - puszczamy dokumencik w świat. Kurwa. Założę się, że opis tych czynności trwa dłużej niż one same. Mam podejrzenie, ze te pindy w HR są dobierane wedle IQ. Nie może być wyżsże niz 25 - w moim przypadku pani z HR ni choja nie mogła zrozumieć, że przez pomyłkę wpisano mi angielską formę imienia. W efekcie czego - Małgorzata u nich nie pracuje. Pracuje natomiast Margaret. O tym samym numerze ubezpieczenia, dacie i miejscu urodzenia, adresie i stanie cywilnym. Przez taką tępą jednostkę o mały włos, a stracilibyśmy dom w Maidstone. Nie docierało do mózgu wielkości orzeszka, że Małgorzata i Margaret to ta sama osoba. Więc napisała do agencji wynajmu, że taka u nich nie jest zatrudniona, co bardzo mi pomogło. Bardzo. I nie pomagały moje telefoniczne wyjaśnienia. Dzięki mojej szefowej, która potwierdziła faksem moje zatrudnienie i tożsamość sprawa skończyła się dobrze, ale com użyła - to moje. A teraz Dochtor użył. I ma zamiar napisać skargę do kerownictwa HR. I ma rację.

25 comments:

  1. Pewnie, że ma rację! Skarga nie tylko na opieszałość ale i na chamstwo!
    Judź go i podżegaj, żeby za grzecznie nie było!

    ReplyDelete
  2. BOŻE ! ty widzisz i nie grzmisz?
    piorunem w taką biurwę;>
    Niech napisze.Przynajmniej sobie ulży a może i cos załatwi!
    A!

    ReplyDelete
  3. Skarga będzie. Już ja Dochtora ZMUSZĘ. Ja nie wiem, jak mozna byc tak tępym, chamskim i bezczelnie KŁAMAĆ, ze się wysłało dokumenty.

    Ale miałam przeczucie. Dlatego tak nalegałam, żeby Maciej do HR dzwonił codziennie :-)))))

    ReplyDelete
  4. Niezaleznie od tego, ze babie sie nalezy wpierdol za złą pracę, naszła mnję myśl nastepująca. Kiedy takie notki jak twoja, daisy, ukazuja sie w blogach pisanych z Polski, natychmiast pojawiaja sie komentarze w stylu "Takie rzeczy możliwe są tylko u nas... nie umiemy pracować... bo Polska... bo Polacy... etc, etc".
    A natura biurw na całym globie jednaka.

    ReplyDelete
  5. Lorenza ma racje, natura biurw wszedzie jednaka.
    Tu jedna roznica - nie nosi sie kawek i czekoladek, zeby kolejke w zalatwianiu ominac, wystarczy huknac na biurwe, bo ironii toto raczej nie lapie.
    No i tu jest scisla hierarchia - jak "board sie musi zebrac", zeby sprawe zalatwic, to nie przeskoczysz. Musi sie zebrac i juz. UK nauczylo mnie, ze nie ma takiej sprawy, ktorej buy nie mozna odlozyc;)

    ReplyDelete
  6. A Doktor jak napisze, ze musial cenny czas swojej pracy poswiecic i ze baba sklamala, to onaz ma przejebane.

    ReplyDelete
  7. Gypsi - będzie miała przejebane. Maciej by może i odpuścił, ale JA nie.

    Dość się przez takie niekompetentne cipy musiałam nadenerwować.

    A z tym BOARDEM to prawda. Tak jak u nas za komuny się psiakrew PLENUM zbierało. Nie przeskoczysz.

    ReplyDelete
  8. Lorenzo - masz rację. Od razu byłoby narzekania a narzekania na polską biurwokrację. A ja się zastanawiam, czy ta angielska przypadkiem nie gorsza, bo głupsza :-))))

    ReplyDelete
  9. Niech Dochtor pisze i sie przy okazji uczy jak nalezy z bydlatkami rozmawiac:))

    Lorenzo--> Na calym swiecie sa ludzie i ludziska:) Jednak uprzejmosc taka na codzien jest tutaj na wyzszym szczebelku niz w Polsce. Zapytalam pania siedzaca w okienku INFORMACJA na dworcu PKP o pociag pospieszny, ekspres itp. do W-wy, a pani na to "pisze na tablicy" i dalej gawedzic z kolezanka. Dopiero po wyjasnieniu ze i owszem pisze ale ja nie bardzo sie na tej tablicy wyznaje po 25 latach nie mieszkania w kraju. Pani zaczela mi objasniac znaczki P oznacza, R oznacza itp. No chuj by to strzelil!!! to sie pytam po co jest okienko informacji??? Jeszcze nie mowilam po angielsku jak musialam w roznych sytuacjach prosic o pomoc i nigdy mnie cos takiego nie spotkalo. Jakos sie kazdy staral cierpliwie wyjasnic az zrozumiem. Biurwy tez bywaja dobre i zle jak wszedzie gdzie pracuja ludzie sa tacy co wykonuja prace dobrze i tacy co olewaja byle do 17tej i do wyplaty.

    ReplyDelete
  10. To ja za winkla, tak cichutko się przyznam, że ja też biurwa i to do tego w urzędzie:)), ale sytuacja, jaką opisujesz jest tu nie do pomyślenia! Nie bedę ciemnoty wciskać, że 8h jest sciśle wypełnione pracą. Czasami mozna nogę na noge założyć i popieprzyć o niczym, ale nierzadko trza po godzinach zostać. Jedno jest pewne. Nikt, nigdy nie został potraktowany tak, jak Dochtor na ten przykład! Takie podejście do interesanta - bo... bo tak, bo mi się nie chce, bo na urlop idę - skończyłoby się upomnieniem, a może nawet naganą. Aaaa... no i o premii też można by było zapomnieć:)

    ReplyDelete
  11. Lorenzo, dzięki za geograficzne usytuowanie problemu administracyjnego Daisy, stereotypie są okropne:)

    Daisy życzę satysfakcjonującego zakończenia problemu, bo wstrętny on jest, na dodatek brytyjski:)

    ReplyDelete
  12. dżizas. a pono jest kryzys i bezrobocie, w brytfanii przecież też.
    i jedyne co naprawdę cenię w biurokracji francuskiej jest to, że oni się nie czepiają wersji imion, miasta urodzenia, a nawet przekręconego nazwiska. miałam już różne przypadki, i nigdy nikt nie miał z tym problemu, na całe szczęście.

    ReplyDelete
  13. ja w Polsce mieszkam na co dzień, a nie bywam okazjonalnie. W związku z tym bywam w różnych miejscach, w tym w urzędach. I mogę powiedzieć, ze jest różnie, ale zdecydowanie lepiej niż kiedyś. ostatnio zostałam wezwana do Urzędu Skarbowego, gdzie zostałam obsłuzona LUKSUSOWO. Podobnie w moim urzędzie dzielnicowym, gdzie przedłużałam umowę najmu garażu.
    Dworce i lotniska to miejsca specyficzne - na całym świecie. Nasz Dworzec Centralny to oaza czystości w porównaniu do lotniska w Wenecji. Takiego syfu nie widziałam nawet w Kłaju za komuny.
    Dla odmiany na Heatrow kilka lat temu nikt z nieco niższego personelu nie mówił zbyt dobrze po angielsku, bo tę pracę wykonywali bardzo świeży emigranci.
    jestem przekonana, że ludzie na całym swiecie są mniej więcej tacy sami. A swoja pracę wykonują lepiej lub gorzej, z łaska lub bez łaski, w zalezności od tego, jak są motywowani oraz kontrolowani.

    ReplyDelete
  14. Dikejko, ale ja też swego czasu pracowałam jako biurwa i miałam do czynienia z petentami. Ale nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby spuścić delikwenta po chamsku!

    A tu ewidentnie tak było.

    ReplyDelete
  15. Lorenzo--> Ja z kolei na codzien zyje tutaj:) ale bez wzgledu na to gdzie zyje czy bywam to wiem i wierze ze ludzie sa z natury dobrzy. Wszyscy ludzie bo w/g mnie nie ma lepszych i gorszych, madrych i glupich. Wszystkie nacje maja taki sam mix. Bardzo mi sie podoba jak wchodze do autobusu i kierowca mowi mi dzien dobry, ale jak ja wychodze frontowymi drzwiami to mowie mu dziekuje. Tego akurat w Polsce nie widzialam, mimo ze widzialam ze jest lepiej niz bylo 15 lat temu, czy te 25 lat temu. Tez mam sytuacje jak ta ktora opisalam u siebie przy okazji zmiany nazwiska ze mialam ochote urzednika wyciagnac przez okienko za krawat. Chociaz jakkolwiek byl glupim chujem to ciagle byl uprzejmy:))) No ludzie som ludzie bez wzgledu na to gdzie mieszkaja i w jakiego boga wierza, czy tez w jakim jezyku mowia.

    ReplyDelete
  16. Daisy
    i dlatego nie odpuście sobie zlozenia skargi:)
    Może tej pindzie wyjdzie to na dobre i czegoś nauczy na przyszłość:)

    P.S. A tak przy okazji, jedno pytanie mi się ciśnie. Jak to mozliwe, że mając takie zaplecze persolalne UK jest w G5? :))

    ReplyDelete
  17. Dikejko - a cholera wie :-))))
    Psim swędem ??

    ReplyDelete
  18. Dikejko--> Do G5 naleza kraje o wiodacej ekonomii i widocznie mimo opisanych przez Daisy przypadkow Brytfanka jest ciagle jednym z 5 wiodacych ekonomii swiata.

    ReplyDelete
  19. Dikejko, a tak, ze prosty urzednik dolowy nie musi byc inteligentny.
    Ma robic "odtad-dotad", co nakazane, a nie przekraczac swoje kompetencje i kombinowac, jakby tu wysadzic szefa z siodla.

    ReplyDelete
  20. Ugryzłam się w język, ale widzę Lorenza rzygła :-)
    Najgorszą, bo najwredniejszą, najbardziej tępą, rozbudowaną i niekompetentną biurokrację spotkałam w DE.
    W Polsce logowaliśmy się od nowa rok temu i przeszłam przez wszystkie możliwe urzędy. Jeden NFZ został bastionem chamstwa. Ale może i jemu się zmieni.
    Co do informacji kolejowej gdzieś tam, to nie wiem. Z całą pewnością istnieją takie, nie przeczę. Pomieszkałam w kilku krajach i napatrzyłam się. Wiem, że wszędzie bywają ludzie różni.
    I przestrasznie wkurwia mnie narzekanie na Polskę (o czym wiele razy było na moim blogu przy różnych okazjach), jej zacofanie i w ogóle najgorszość.

    ReplyDelete
  21. Stardust - ta uprzejmość to działa troche jak tarcza - bo ktoś czegoś nie zrobi, albo coś zrobi źle, albo za późno, spieprzy dokumentnie, ale jest słodki i uprzejmy, więc jakoś głupio tak robić awanturę

    ReplyDelete
  22. Miss--> Alez oczywiscie ze mozna komus noz w plecy wsadzic ze slodkim "alez prosze uprzejmie":))) Tyle ze ludzie sie wtedy jakos wiecej usmiechaja i swiat wydaje sie byc ladniejszy. No wiesz kierowca autobusu mowiacy pasazerom dzien dobry czy dziekujacy pasazer to raczej nie sa od siebie w zaden sposob bezposrednio zalezni, ale mile to jest.

    ReplyDelete
  23. Niech Dochtor pisze koniecznie, przypilnuj tego.
    Mój tatuś ślicznie załatwia takie sprawy. Nie ma cierpliwości za grosz;)

    ReplyDelete
  24. Stardust, a mieszkając w Polsce, czy będąc tu ostatnio, dziękowałaś kierowcy autobusu za podwózkę, hę?;)
    Może gdybyś dała przykład, człowieki by podchwycili? :))

    ReplyDelete
  25. szlag mnie trafial jak czytalam, nie wiem co by bylo gdybym bylla oczekujaca

    ReplyDelete