Od piętnastu lat mogę jedynie wysyłać życzenia gdzieś tam, w przestrzeń. Nie znam dokładnego adresu. Ale myślę, że Ona wie, że pamiętam. I pewnie do teraz się śmieje z jednego prezentu, który jej sprawiłam, będąc nieletnim dziewczęciem. Nie wiem, czy moja fantazja poszła wtedy w złym kierunku, czy może wydawało mi się, że ten dar będzie dla Mamy czymś wyczekanym i upragnionym. Przyjęła go z uśmiechem na twarzy i zachwytem, a pewnie miała ochotę zgiąć się wpół i popłakać się w ataku śmiechu.
Dwie pary ciepłych gaci z nogawkami, w kolorze zdechłego różu....
Kobiecie tak eleganckiej i zadbanej jak moja Mama trafiły się reformy z anilany.
Wybacz Mamo :-)))
Myślę, że i tak te materialne prezenty nie miały dla Mamy wielkiego znaczenia. Liczyła się tylko pamięć i moja miłość, której nie można przecież przeliczyć na ileś tam par majtek, pończoch, czy czerwonych szminek.
Miałam wspaniałą Matkę. Mądrą, ciepłą i czułą. Niesamowicie cierpliwą. I z paskudnym, wybuchowym charakterkiem, który odziedziczyłam, a który dawał o sobie znać w momentach braku niesamowitej cierpliwości :-))) Matkę, która urodziła mnie mając prawie czterdzieści lat, wiedząc, że szanse na donoszenie ciąży są równe zeru i że grożą jej komplikacje. Kiedy się urodziłam i przez pierwsze pół roku nie wychodziłam ze szpitala - potrafiła ściągać na konsultacje najlepszych pediatrów i nie przyjmowała do wiadomości, że czegoś się "nie da". I tak było przez całe nasze wspólne życie. Z nią wszystko było prostsze i wykonalne.
Tak bardzo mi jej brakuje. Kiedy śni mi się czasem, taka żywa, roześmiana - budzę się z płaczem. Bo nadal ją kocham tak mocno, że aż boli.
Wszystkiego Najlepszego Mamo.
Saturday, 6 June 2009
...
Szósty czerwca zawsze wywołuje u mnie wzruszenie, a od kilkunastu lat bolesny skurcz w sercu i bunt. Pewnie do konca życia będę odczuwała w tym dniu żal i smutek,- pomieszany z falą ciepłych wspomnień. I zapiekłą wściekłość na życie i los. Bo stanowczo za krótko mogłam się tym dniem cieszyć. Tylko 28 wiosen, lat, jesieni i zim. I przez pierwsze lata nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy. A przecież gdyby nie ten dzień - nie byłoby mnie tutaj, nie pisałabym tych słów, nie istniałabym.
Bo 80 lat temu urodziła się moja Mama.
Od piętnastu lat mogę jedynie wysyłać życzenia gdzieś tam, w przestrzeń. Nie znam dokładnego adresu. Ale myślę, że Ona wie, że pamiętam. I pewnie do teraz się śmieje z jednego prezentu, który jej sprawiłam, będąc nieletnim dziewczęciem. Nie wiem, czy moja fantazja poszła wtedy w złym kierunku, czy może wydawało mi się, że ten dar będzie dla Mamy czymś wyczekanym i upragnionym. Przyjęła go z uśmiechem na twarzy i zachwytem, a pewnie miała ochotę zgiąć się wpół i popłakać się w ataku śmiechu.
Dwie pary ciepłych gaci z nogawkami, w kolorze zdechłego różu....
Kobiecie tak eleganckiej i zadbanej jak moja Mama trafiły się reformy z anilany.
Wybacz Mamo :-)))
Myślę, że i tak te materialne prezenty nie miały dla Mamy wielkiego znaczenia. Liczyła się tylko pamięć i moja miłość, której nie można przecież przeliczyć na ileś tam par majtek, pończoch, czy czerwonych szminek.
Miałam wspaniałą Matkę. Mądrą, ciepłą i czułą. Niesamowicie cierpliwą. I z paskudnym, wybuchowym charakterkiem, który odziedziczyłam, a który dawał o sobie znać w momentach braku niesamowitej cierpliwości :-))) Matkę, która urodziła mnie mając prawie czterdzieści lat, wiedząc, że szanse na donoszenie ciąży są równe zeru i że grożą jej komplikacje. Kiedy się urodziłam i przez pierwsze pół roku nie wychodziłam ze szpitala - potrafiła ściągać na konsultacje najlepszych pediatrów i nie przyjmowała do wiadomości, że czegoś się "nie da". I tak było przez całe nasze wspólne życie. Z nią wszystko było prostsze i wykonalne.
Tak bardzo mi jej brakuje. Kiedy śni mi się czasem, taka żywa, roześmiana - budzę się z płaczem. Bo nadal ją kocham tak mocno, że aż boli.
Wszystkiego Najlepszego Mamo.
Od piętnastu lat mogę jedynie wysyłać życzenia gdzieś tam, w przestrzeń. Nie znam dokładnego adresu. Ale myślę, że Ona wie, że pamiętam. I pewnie do teraz się śmieje z jednego prezentu, który jej sprawiłam, będąc nieletnim dziewczęciem. Nie wiem, czy moja fantazja poszła wtedy w złym kierunku, czy może wydawało mi się, że ten dar będzie dla Mamy czymś wyczekanym i upragnionym. Przyjęła go z uśmiechem na twarzy i zachwytem, a pewnie miała ochotę zgiąć się wpół i popłakać się w ataku śmiechu.
Dwie pary ciepłych gaci z nogawkami, w kolorze zdechłego różu....
Kobiecie tak eleganckiej i zadbanej jak moja Mama trafiły się reformy z anilany.
Wybacz Mamo :-)))
Myślę, że i tak te materialne prezenty nie miały dla Mamy wielkiego znaczenia. Liczyła się tylko pamięć i moja miłość, której nie można przecież przeliczyć na ileś tam par majtek, pończoch, czy czerwonych szminek.
Miałam wspaniałą Matkę. Mądrą, ciepłą i czułą. Niesamowicie cierpliwą. I z paskudnym, wybuchowym charakterkiem, który odziedziczyłam, a który dawał o sobie znać w momentach braku niesamowitej cierpliwości :-))) Matkę, która urodziła mnie mając prawie czterdzieści lat, wiedząc, że szanse na donoszenie ciąży są równe zeru i że grożą jej komplikacje. Kiedy się urodziłam i przez pierwsze pół roku nie wychodziłam ze szpitala - potrafiła ściągać na konsultacje najlepszych pediatrów i nie przyjmowała do wiadomości, że czegoś się "nie da". I tak było przez całe nasze wspólne życie. Z nią wszystko było prostsze i wykonalne.
Tak bardzo mi jej brakuje. Kiedy śni mi się czasem, taka żywa, roześmiana - budzę się z płaczem. Bo nadal ją kocham tak mocno, że aż boli.
Wszystkiego Najlepszego Mamo.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

mojej tez nie ma 15 lat
ReplyDelete...
ReplyDeleteTo ja jak Lorenza, pomilcze....
ReplyDeleteNiesprawiedliwe.
ReplyDeleteCzacha, cmoki, wzruszenie.
mrrrrrruuuuuuuuuu..........
ReplyDeleteEch ...
ReplyDeleteDziękuję Wam. Od 15 lat jest to dla mnie trudny dzień :-(
Pieknie i wzruszajaco o Niej napisalas, milosc az kipi.
ReplyDeletePrzytulam.
Mocno się wzruszyłam. Tez przytulam.
ReplyDeleteOj, aż mi głupio, ze walnęłam taką notkę bardzo osobistą. Bo teraz nie wiem jak mam się zachować, tyle miłych słów i głasków i wzruszenia!
ReplyDeleteMuszę szybko nową notkę stworzyć chyba :-)))
Ale bardzo, bardzo jeszcze raz dziękuję. Tym bardziej, że dziś i 28 września - dociera do mnie wyraźniej i jaśniej, że już nigdy nie wypije z Mamą kawy, że z Ojcem nie pójdę do garażu, żeby pucować Fiata 125p.
Do dupy jest bycie sierotą. Nawet jak się ma czterdziechę na karku.
... zawsze wiedzialem, ze milosc jest wartoscia ponadwymiarowa i ponadczasowa! ;')
ReplyDeletePółsierotą też.
ReplyDeleteŚciski.
ściski.
ReplyDeleteja półsierota od 1990 roku.bez ojca.Może a nawet na pewno nie tak blisko z nim jak TY z matką.
Ale wiesz:)
Echhh smutne ale takie cholernie prawdziwe:(
ReplyDeleteJa mam to samo, ale tesknie za moim Tata:(
3maj sie cieplutko :*
10 w tym roku. owszem do dupy jest bycie sierotą. a zwłaszcza jak teraz pomyślę że nawet nie pobyła sobie babcią...
ReplyDeletePięknie ją wspominasz. Mam gulę w gardle...
ReplyDeleteU mnie w tym roku będzie 18 lat i
też b. tesknię za Mamą:(
:(
ReplyDelete