Tuesday, 23 June 2009

...

Nie mogę przyjeżdżać do Polski z pieniędzmi. No żywcem nie mogę. Miałam ci ja w portfeliku 250 złotych polskich. Ostatnie póki co, bo reszta jeszcze płynie przez kanał. No i z tych 250 złotych polskich ostało mi się 3 złote polskie. Nienienie. Nie kupiłam butów. To już byłoby przegięcie i TRAUMA dla Beaty, ona chyba się boi wejść do mnie, bo obuw ją napada. Kupiłam książki. Jak wpadłam do antykwariatu na Kowalskiej to zaginęłam dla świata i ludzi na dobre trzy godziny. Wyniosłam stamtąd obfite łupy. Jakieś dziesięć kilo książek. Później poszedłam do pełnopłatnej księgarni i znowu zagarniałam z półek. Powiem tak. Odkąd pamiętam książki były obecne w moim życiu. Czytać nauczyłam się mając jakieś cztery lata. Matka sadzała mnie z książką w wiklinowym foteliku i nagle stawała się kobietą wolną, bo dziecko przestawało istnieć. Ani nie pisnęło. Cały pieczołowicie zbierany księgozbiór, ten Rodziców, później mój dziecięcy i młodzieżowy nie był stawiany na półkach dla ozdoby. Był czytany. Kupowanie książek było dla mnie czymś tak naturalnym jak kupowanie chleba. Powiedziałabym, że było tak samo ważne. Kiedy wyjechałam na Wyspy - wszystkie te książki pieczołowicie spakowałam w porządne kartony i umieściłam w piwnicy u Najlepszej. Mówiąc piwnica - nie mam na myśli zawilgoconego, ciemnego pomieszczenia, bo akurat TA piwnica była jasna, sucha i przestronna. Wiedziałam, że kiedyś wrócę po mój zbiór. Najlepsza miała baczenie, sama ma lekkiego pierdolca na punkcie książek i bywało tak, że niektóre pozycje wydzierałyśmy sobie z zębów niemalże. Ale Najlepsza wyjechała do Szkocji, zostawiając cały majdan pod opieką teściów. I kiedy w zeszłym roku nareszcie mogłam zabrać co moje - cieszyłam się jak dziecko. Gówno tam. Było włamanie. Wynieśli wszystko. Moje książki też. Byłam tak wściekła, że widać było iskry idące uszami. Gdybym dorwała tą kreaturę, to rozdarłabym na strzępy. Pewnych książek już nie odzyskam. Tych z dedykacjami. Prezentów od Rodziców. Nagród w konkursie piosenki na koloniach i nagród za dobre wyniki w nauce. To nie były białe kruki, wiem. Ale dla mnie miały wartość sentymentalną. I jak pomyślę, że może na jakiejś półce w antykwariacie stoi książka z imienną dedykacją dla mnie, to robi mi się przykro. O ile te książki nie poszły na makulaturę, o tym nawet nie chcę myśleć, bo robi mi się lodowato we wnętrzu. Dlatego szperam po antykwariatach. Dlatego pierwsze kroki po przylocie do Polski kieruję do księgarni. Bo poza zwyczajną miłością do książek - mam nadzieję na odbudowanie mojego zbioru. Dziś w antykwariacie dorwałam "Naszyjnik Królowej". Takie samo wydanie, tylko pachnące jeszcze farbą drukarską, dostałam od Ojca. I cieszę się jak gwizdek. A tej szui, co mnie okradła, życzę serdecznie, aby się w trumnie zesrała. Amen Ps: A przez moją miłość do książek niemal życia nie straciłam. Dopadłam w szkolnej bibliotece "Przygody Filonka Bezogonka" i nie mogąc się doczekać, zaczęłam czytać idąc. I dowaliłam do drzewa, bo szłam na ukos przez trawnik w parku :-)))))

45 comments:

  1. rzadką śmierdzącą kupą. Małpa jedna.

    ReplyDelete
  2. Albo MAUP. Bo co do płci tej kreatury to nie mamy wszak pewności.

    Zagotowałam się wtedy.

    ReplyDelete
  3. Czytam i sie zastanawiam, Ty kupujesz te wszystkie ksiazki po polsku?
    Ja nie kupuje ksiazek po polsku, bo jakos tak mam wrazenie ze ksiazka powinna sluzyc wiecej niz jednej osobie. W tym wypadku jest mi szkoda forsy, bo to tylko dla mnie, przeciez po mnie juz tu nikt nie bedzie czytal w tym jezyku.
    Natomiast jeszcze nigdy nie udalo mi sie wyjsc z ksiegarni z mniej niz trzema ksiazkami. Wiec rozumiem i juz wspolczuje ciezkiego bagazu.

    ReplyDelete
  4. Nie dziwię się wcale, jako pierdolec książkowy rozumiem.
    I współczuję, takie ciepłe myśli mam dla tych co ode mnie książki pożyczali i zapominali oddawać. Wrrr

    ReplyDelete
  5. Stardust, ja kupuję i polskie i angielskie książki. Zdarza się tak, że na pólce stoi oryginał i tłumaczenie obok siebie. Dochtor też czyta w dwóch językach.

    Małgoś - to wiesz, co czułam jak się okazało, że książki znikły w niebycie.
    Szczerze powiem - poryczałam się wtedy z żalu i bezsilności.

    ReplyDelete
  6. o jej !
    Daisy !
    wściekle cie rozumiem.
    Zabić szuję to za mało,niech cholera w piekle się przypieka ;>

    ReplyDelete
  7. Tez bym ryczala, a w ogole to mi sie przypomnialo ze zerwalam zupelnie znajomosc z zupelnie fajnym kumplem tylko dlatego ze ZGUBIL moja ksiazke. No nie rozumiem jak osiol mogl zgubic ksiazke!!!!

    ReplyDelete
  8. Daisy...ta, która pepełniła ten niegodny czyn juz została ukarana...czuję to...
    a jesli chodzi o buty, to liczyła ja, że dasz znać, wyciągniesz do Gdyni i pomożesz kupić:)
    przeliczyła się ja...
    książek szkoda
    Stardust - książki sie posiada, piesci, tuli, MA

    ReplyDelete
  9. Tez kocham kupowac i czytac knigi. Za kazdym razem gdy jestem w Polszy tak samo jak Ty dostaje fiola. Wszystkie ktore mialam zostaly na miejscu, ale wiem, ze beda tam jak wroce. Ostatnio na targu udalo mi sie kupic nasze polskie stare wydanie kilku knig. Gosciu ktory je mial na zapytanie"kiedy bedzie znowu z kolejnymi" byl w lekkim szoku ze to po polskiemu bylo:D
    Daisy ale tutaj przeciez tez sa ksiegarnie:) fakt roznica w cenie zdecydowana. Zamilowanie do ksiazkooof popieram a kasa sie nie mart, raz jest a czasami jej nie ma:) MIlego leniuchowania :):*

    ReplyDelete
  10. Phi. Makulatury Ci żal? Ja tam nie czytam i nie kupuję książek. Pf.
    No dedykacji to bardzo żal.
    :-)

    ReplyDelete
  11. Stardust - on nie zgubił, on ją MA, on ją chce mieć i koniec:)

    ReplyDelete
  12. West, ja kupuję angielskie książki w charity shopach. Rzadko w księgarniach, bo za cenę jednej mam trzy z drugiej ręki :-)))

    Beata - Ty miałaś do Gdańska przyjechać, a nie ja do Gdyni. W Gdańsku też są fajne sklepy z butami, jak chociażby na Pańskiej. To co, przyjedziesz tu ?

    Tuv, zabić, to mało. Troszeczkę tortur bym zadała najsampierw (Wojski) :-))))

    Szeh, no a Ty myślisz, że za czym ja płaczę ? Za tymi dedykacjami właśnie - "Dla Małgosi P-skiej za zajęcie I-go miejsca w konkursie piosenki
    Gdańsk-Oliwa Lipiec 1976r
    Pieczątka, Podpis nieczytelny"

    ReplyDelete
  13. Łoł. Wtedy poszłam do szkoły w Oliwie właśnie. ;-)
    A na książkach tylko kurz się zbiera i jest alergia. Mówie Ci.

    ReplyDelete
  14. Kiedyś se można było kupic takie opankowanie do kaset video udających grube złocone wydania :-)))))))))))))))))))))))))))))))

    ReplyDelete
  15. Ty się śmiej. Mnie pani w antykwariacie opowiadała jak przyszedł taki jeden i wybierał książki nie według autora czy zawartości, a pod względem rozmiaru. Na pytanie, dlaczego tak różnorodna literatura, odpowiedział, że on te książki odda do introligatora, żeby mialy jednolite okładki, bo na półkach to ładnie wygląda. A do środka to nikt nie będzie zaglądał.


    Może moje kolonie były właśnie w Twojej szkole ???

    ReplyDelete
  16. Mam dwa regaly pelne ksiazek, miejscami w dwoch rzedach. A teraz marzy mi sie to ustrojstwo co sobie mozna na nie naladowac 3500 ksiazek i toto mozna zawsze miec przy sobie i czytac ile sie chce. Tylko ustrojstwo jest narazie bardzo drogie, bo prawie $500.00 ale tak sobie skumalam ze jak poczekam rok, to bedzie taniej.

    ReplyDelete
  17. Stardust, to Ty jak ja :-)))
    Też książki w dwóch rzędach stoją :-)))

    ReplyDelete
  18. A to ustrojstwo to takie do wyświetlania połączone z pędrakiem ? To ja wiem o co chodzi. Ale jakoś książka z kartkami to jest to. Nie umiem na przykład czytać książki z kompa.

    ReplyDelete
  19. Daisy--> Z jakim pedrakiem? Ja o tym

    http://www.amazon.com/gp/product/B0015TCML0/ref=s9_simz_gw_s0_p349_i1?pf_rd_m=ATVPDKIKX0DER&pf_rd_s=center-2&pf_rd_r=0ZZ6BWCZM2FSGVE07GE8&pf_rd_t=101&pf_rd_p=470938631&pf_rd_i=507846

    mowie to sie nazywa KindleDX Wireless Reading Device.

    ReplyDelete
  20. A przy katedrze zaraz? To moja ;-)

    Ja też nie umiem z kompa. Poza tym ja nie czytam, nie kupuję i nie mam regałów z podwójnymi rzędami.

    ReplyDelete
  21. a podała Daisy czas? miejsce? termin?
    nie podała
    to ja teraz obrazona jestem!

    ReplyDelete
  22. Beata, ja się mogę dostosować :-)))
    Nigdy nie podaję czasu i miejsca ani dnia, bo ja jestem na wakacjach i mogę swoje plany dowolnie zmieniać ;-))

    Stardust, a to mnie się coś musiało popinkolić :-) Fajne toto, ale kartek nie można odwracać :-)

    Szeh, już nie pamiętam czy blisko Katedry Oliwskiej, ale chyba nie. Mieliśmy dość blisko nad morze,- Panna S mi wytłumaczyła, że kiedyś Oliwą zwano dzisiejsze Przymorze. No to chyba tam.

    ReplyDelete
  23. Mam swojego pierdolca na punkcie książek. Moje dziecko zaraz bedzie mialo 6 lat i powiedz mi, jak zrobila to Twoja mama, że tylko sadzala i Ty czytać umialaś w wieku 4, bo zachodzę.
    Moja Miśka pisze mama, niezgrabnie kaligrafuje inne litery i jestem sczęśliwa. A, cyfry tez pisze...
    Umie pięknie udawać, że czyta ksiązkę, to tyle....

    ReplyDelete
  24. Daisy, nie gniewaj sie na mnie, ale te cztery lata normalnie mnie zamordowały. Tak jeb! W tym wieku dzieci dopiero ucza się mowy... Są ciekawe odmiany słownictwa, drocza się z rodzicami, a pisanie jest ciekawe w postaci kresek, szkaczków... No nie umiem zakumać czterolatka czytającego.

    ReplyDelete
  25. Athi, ja byłam upierdliwym dzieckiem, a upierdliwość polegała na tym, że latałam do mamy z każdym klockiem z literkami. Bo takie klocki miałam. I nie wiem jak i kiedy, ale te litery zaczynały dla mnie nabierać sensu. Mama dużo mi czytała, a że lubiłam jedne książeczki mniej a drugie więcej, to znałam je na pamięć, bo kazałam je sobie czytać non-stop. I tak jakoś się nauczyłam. Jak w pierwszej klasie podstawówki pani musiała wyjść z klasy to dawała mi książkę żebym dzieciom czytała :-)))

    No geniusz jak nic :-)))

    ReplyDelete
  26. A skąd pamiętam, że miałam cztery lata - bo jak przeprowadziliśmy się do Tychów z Bytomia, to ja już czytałam jak stary wyjadacz, a miałam zaledwie cztery i pół. Ja wcześnie zaczęłam mówić. Podobno w wieku niecałych dwóch lat rąbałam przemowy całymi zdaniami. Pewnie to też wpłynęło na tą łatwość czytania.

    ReplyDelete
  27. Daisy, MIśka jest zajebiście upierdliwym dzieckiem i lata do mnie nie z klockami, tylko z kolorawanko - łamigłówkami.
    Czytanie nie jest u nas nawykiem wieczornym, regularnym. Raczej popołudniowym przytulaniem, głaskaniem, czytaniem i chichraniem.

    ReplyDelete
  28. Athi--> Ja tez sie nauczylam czytac w wieku 4 lat, bo moj starszy o 2 lata brat poszedl wlasnie do szkoly (rok wczesniej czyli od 6 lat bo byl wyrosniety i urodzony w lutym) i ja stracilam kumpla do zabawy. To jak on siadal przy stole do odrabiania lekcji to ja siadalam naprzeciwko niego i czytalam i pisalam razem z nim. W ten sposob nauczylam sie czytac rowniez do gory nogami, bo mielismy jeden elementarz, do tej pory jest mi obojetne czy ksiazke trzymam prawidlowo czy do gory nogami czy tez bokiem. Matematyke tez robilam tylko za cholere nie moglam zakumac dlaczego mam zly wynik jesli w dzialaniu jest 6 albo 9. W pierwszej klasie pani mnie przylapala na czytaniu "przyjaciolki" pod lawka, bo sie nudzilam jak dzieci skladaly dopiero literki.

    ReplyDelete
  29. generalnie wow:)))) Jako matka chciałabym, by MIska juz wymiatała....:))))

    ReplyDelete
  30. A ja, jako pierdolnięta matka jedynaczki nadal Wam nie wierzę, że czytałyście majać lat 4!!!! I chuj i mnie zabijcie!

    ReplyDelete
  31. Przypuszczam, że mnie się po prostu cholernie nudziło, bo byłam jedynaczką. I z tych nudów, bo przecież Mama nie zawsze mogła poświęcić mi czas, nauczyłam się czytać. Jak dziś pamiętam - takie książeczki z serii "poczytaj mi mamo" - miałam ich cały stos. I Gucia z Cezarem i Gąskę Balbinkę też pamiętam :-)))

    A te klocki z literkami to był strzał w dziesiątkę.

    Athi, ja Ci więcej powiem. Jak miałam cztery lata, to brałam lekcje gry na pianinie. Prywatnie. Bo kiedyś w sklepie muzycznym wystukałam bezbłędnie, ze słuchu - sygnał telewizji Katowice :-))) Co prawda jednym palcem ale zawsze. Rodzicom kopary opadły. Babcia kupiła pianino, bo przecież dziecko miało talent :-)))

    ReplyDelete
  32. Athi, no ja Cię nie mogę przekonać, bo jak ?
    :-))))

    ReplyDelete
  33. Daisy na takiej samej, ale dosłownie! zasadzie ja uczyłam sie gry na pianinie:)))))
    Ech, może ja bym więcej chciała? Popracuje... Pozdrawiam Was moje mądre dziewczyny:)))))

    ReplyDelete
  34. mam do książek IDENTYCZNY stosunek i powiem Ci, że nawet żal mi książek, których nigdy na oczy nie widziałam, a zginęły 40 lat temu podczas przeprowadzki Dziadków (pudło z takimi naj, naj). yyyyyyyh.
    po drugie, mam 6 zapełnionych już całkowicie regałów z nadstawkami i planuję właśnie zakup kolejnych dwóch, choć już wiem, że to będzie mało (na wakacjach przyjedzie do mnie kontener książek)
    po trzecie, a propos Filonka Bezogonka, dopiero jako dorosła osoba dowiedziałam się, że Gusta Knuttson był mężczyzną ;-)

    ReplyDelete
  35. Athi, Ewka czyta pojedyncze wyrazy (we wrzesniu stuknie jej czwórka). Ja czytałam jak miałam pięć lat.
    Jeszcze wczesniej "pisałam" listy do dziadka na morze. Mówiłam co chciałam napisac, babcia pisała a ja przerysowywałam literki.
    Pierwsza książka to Chłopcy z Placu Broni, druga Plastusiowy pamiętnik, trzecia Dzieci z Bullerbyn. W szkole nudziłam się jak mops, nie wiem czemu nie posłali mnie o rok wczesniej.

    ReplyDelete
  36. Kilka lat temu powiedziałam sobie "basta". Koniec z kupowaniem książek, które są do przeczytania na raz, a później zbierają kurz na pólce, albo leżakują w kartonie na strychu.
    Terapia odwykowa była dość bolesna, ale w końcu udało mi się pozbyć nawykuu kupowania wszystkiego, co mnie nawet pobieżnie zainteresuje.
    Teraz częściej odwiedzam bibliotekę, niż księgarnie, a kupuję tylko te pozycje, które na dłużej zapadły mi w pamięć i po prostu chcę je mieć na podorędziu:))

    Mój syn (12 lat) "zhańbił się" przeczytaniem moze 7-10 książek:///
    Pomysły, jak go zachęcić do czytania juz mi się wykończyły:((

    ReplyDelete
  37. też czytałam mając 5, ale uczyłam się średnio, bo to nudne było, czytać mogłam całymi dniami, ale uczyć się? bez sens
    mój Junior to samo miał, zawsze z książką pod ławką, chcieli go do zawodówki posłać, na szczęśćie wtedy się zdawało do liceum, na studia też i ...magister jest!

    ReplyDelete
  38. aż mnie boli w środku jak sobie wyobrażam taką stratę. coś potwornego.

    stardust, ja kupuję po polsku (nie tylko), bo zależy mi na kontakcie z językiem. właśnie do mnie idą dwia paczki z merlina, nie mogę się doczekać :)

    athina, wierz lub nie, ale ja się nauczyłam czytać mając 3 lata - oczywiście jeszcze nie książki, składać literki w gazetach. podobno sama z siebie, w co wierzę. miałam 6 jak czytałam winnetou i klechdy polskie leśmiana, to już pamiętam.

    ReplyDelete
  39. Heleno, wczoraj w antykwariacie dorwałam "Zemstę Rodu Sawanów" i nie mogłam jej sobie odmówić :-))) Ale, że Knuttson był mężczyzną nie przyjmuję do wiadomości !!!

    ReplyDelete
  40. athina----> ja czytałam późno,w wieku lat sześciu pamietam nawet pierwszą bajkę na którje poooooszłam do przodu w czytelnictwie - coś o jakims tygrysie:)))
    Ale ja ciągle leżalam chora i matka sobie ze mną nie radziła i mnei tak jakos nauczyła:)za to MÓJ BRAT przy mnie nauczył sięczytać jako czterolatek:) bo przy mnie:)

    A Junior kiedy mial dwa lata walił tekstem z lokomotywy tuwima,wodząc PALCEM po tekście i cały przedział siedział cicho z rozdziawioną gębą:))))A łon to znał tylko n pamieć:)
    Ale czytał przed pójściem do szkoly czyli musial mieć jakieś 5-6 lat.

    ReplyDelete
  41. W moim przypadku tez popelniono blad ze nie poszlam do szkoly rok wczesniej, dzieki temu szkola mnie nudzila juz do konca zycia. No ale bylo jak bylo.
    Tutaj dzieci 6 letnie sa juz w szkole, a czytajace 4-latki sa normalka bo ucza sie juz od 3 roku zycia. Znalam 5 latke ktora mowila na poziomie swojego wieku ale w 3 jezykach. Czy to dobrze? czy zle? Nie mnie oceniac, ja uwazam ze zabiera sie tym dzieciom dziecinstwo posylajac je do szkoly w wieku 3 lat, co prawda na kilka godzin i tylko 3 razy w tygodniu, ale to zawsze szkola i obowiazek.
    A Ty Athi mozesz wierzyc i nie, ja nie mam na to wplywu:))

    ReplyDelete
  42. Czytalam nie majac jeszcze 4 lat, bo latem na wakacjach u Dziadkow to bylo, a ja z konca wrzesnia - tez bylam wtedy jedynaczka jeszcze i musialam sie umiec soba zajac. Najpierw wszyscy mysleli, ze to wlasnie takie wodzenie palcem po tekscie i recytowanie, ale jak sie kiedys rozplakalam, ze mi nie wierza, to mi dali "Zycie Warszawy". I oslupieli;)

    ReplyDelete
  43. Aha, poszlam do szkoly rok wczesniej, ale i tak sie nudzilam.

    ReplyDelete
  44. Gypsi, ja w pierwszej klasie ziewałam z nudów. Czytać umiałam, pisać literki umiałam, szlaczki - pfff :-)))

    Dodawać i odejmować tez potrafiłam. Mogli spokojnie mnie posłać do szkoły wcześniej. Ale Mama się trzęsła nade mną, bom ja wątła była. I chorowita.

    :-)))

    ReplyDelete
  45. Mnie spokojnie mogli jeszcze przesunac, nawet sie zastanawiali miedzy 2. a 3. klasa, ale ostatecznie sie nie zdecydowali.
    Szkoda - te 2 lata, co sie na studia nie dostalam, mialabym wyrownane;)

    ReplyDelete