o matko! moze zwiedza /próbuje oznaczyc swoj rewir? o jejejeje,ale wiesz,moje koty też potrafiły zniknąć na parę dni i potem zawsze się odnajdywały... tak mi przykro. cholera.no
ja też latałam po osiedlu jak wariatka i wołałam.NIC.same przyszły,kiedy chciały.Może biedny zaszył się gdzieś w krzaczkach,sprawdź zarośla itp i przeczekuje do wieczora.Albo u sąsiada na posesji być moze.Cholera,cholera,no stało się;(. bardzo trzymam kciuki za Moryca,bardzo.
Sie nie boi. Koty laza wlasnymi drogami i kiedy chca, to wroca. Cierpliwie czekac. Moze faktycznie poszedl sobie pozwiedzac - nowe miejsca, nowe zapachy, nowe koty...
Kurwasz, ale nius:(( Na pewno się nie zgubił. Koty mają świetną orientację w terenie. Raczej mogło coś go wystraszyć i gdzieś się przyczaił. Jak ochłonie, to wróci. Daisy, informuj na bieżąco, proszę.
Rozumiem, strach będzie, nie pewności czy czasami nie wyruszył wracać do "domu"...ale nie powinien...wierze w Krzywego, że natrzaska po pysku nowym i wróci.
O! Rozejrzyj się po tym parku raz jeszcze. Może wlazł na drzewo i boi się zejść. Poważnie mówię. Nie dalej, jak 2-3 tyg. straż pożarna ściągała z drzewa kota moich sąsiadów.
Kevin wrócił kiedyś dopiero po 7 (siedmiu) dniach i nocach... Gapcia często przez przypadek ktoś zamykał w garażu i spędzał tam dwa, trzy dni...zanim auto zaczęło byc potrzebne:) może Moryca też ktoś zamknął gdzies przez przypadek, zdjęcie i ogłoszenie na płocie wywieś.
Zadzwoniłam do Petloga. Moryc jest zaczipowany. Jedyna nadzieja, ze jak gdzieś się zgubił a ktoś go znajdzie i zaniesie do weta, to numer wyskoczy a pod numerem sa moje dane :-(
kilka misiecy temu Rude zniknelo na 2 tygodnie. My mielsimy przeczucie, ze cos niedobrego sie dzieje. Ryczelismy 3 dni, czolgalismy pod rozymi paltemai porzucony dookola na budowach. Obeszlismy szose szukajac.... Rude kastrowane wiec na panny nie poszedl. Ogloszenia byly wszedzie nawet w Reykjaviku. Wrocil w jedna srode o 6 rano dziwnym glosem drac paszcze :) Mysmy go juz pochowali. Wrocil chudy jak nieboskie. I jest. Te same obawy mialam co Ty i wiem, ze przez to zaginiecie Rudego kilka lat mi z zycia ucieklo. KOty jednak maja dziwne pomysly i zdarza sie, ze im odpindala. Jak nie wroci do jutra to rozwies ogloszenia i spokojnie czekaj. Moze zadzwon do bylej sasiadki z prosba coby sie rozejrzala, czy mu nie strzelilo do "domu" wracac. Wiem, ze nie kochasz sasiadki, ale....
dobrze że dopiero teraz tu weszłam ufff. UFFF. zginęła mi kotka lata temu. nie znalazła się. dwa miesiące jej szukałam, cholera, i do dziś boli. mam nadzieję że ktoś ją wziął...
Co prawda kocim wlascicielem nie jestem, ale pewnie bylem kotem w poprzedniej inkarnacji, wiec wim co mowim ;) Kot sie szlaja wlasna droga i jak chce to wroci. Kocha, wiec wrocil :) I jak tam Jarmuzewo? Jak my byli na Gran Canarii teraz to nam sie ciagle GY przypominalo :)
o matko!
ReplyDeletemoze zwiedza /próbuje oznaczyc swoj rewir?
o jejejeje,ale wiesz,moje koty też potrafiły zniknąć na parę dni i potem zawsze się odnajdywały...
tak mi przykro.
cholera.no
Tuv, nie wiem. Nie wiem nawet kiedy wylazł przez to okno. To jest okno nad garażem, mógł spokojnie zeskoczyć.
ReplyDeletełażę nieprzytomna i go wołam. Byłam nawet w parku po drugiej stronie ulicy - nic.
ja też latałam po osiedlu jak wariatka i wołałam.NIC.same przyszły,kiedy chciały.Może biedny zaszył się gdzieś w krzaczkach,sprawdź zarośla itp i przeczekuje do wieczora.Albo u sąsiada na posesji być moze.Cholera,cholera,no stało się;(.
ReplyDeletebardzo trzymam kciuki za Moryca,bardzo.
Ale on przychodzi na wołanie. Czasem mu się zdarzy, ze olewa, ale przychodzi. Ja się boję, że on się zgubił i nie wie jak trafić do domu :-(
ReplyDeleteSie nie boi. Koty laza wlasnymi drogami i kiedy chca, to wroca. Cierpliwie czekac. Moze faktycznie poszedl sobie pozwiedzac - nowe miejsca, nowe zapachy, nowe koty...
ReplyDeleteKurwasz, ale nius:((
ReplyDeleteNa pewno się nie zgubił. Koty mają świetną orientację w terenie. Raczej mogło coś go wystraszyć i gdzieś się przyczaił. Jak ochłonie, to wróci. Daisy, informuj na bieżąco, proszę.
Się martwię, że cos mu się stało :-(
ReplyDeleteMoże jak zeskakiwał z dachu to sobie coś zrobił ?
On się zawsze blisko domu trzymał :-(
W Grejfsendowie też :-(
Rozumiem, strach będzie, nie pewności czy czasami nie wyruszył wracać do "domu"...ale nie powinien...wierze w Krzywego, że natrzaska po pysku nowym i wróci.
ReplyDeleteZakładam, ze pposzedł zwiedzać i tak się zafascynował, ze zgapił sie jak dziecko, co dłużej zostało na podwórku. Trzymam kciuki.
ReplyDeleteNasłuchuję dzwoneczka. Wołam go w ogródku co chwilę. I łażę wokół osiedla.
ReplyDeleteKurwa mać no!
Powinnam Dochtorowi jaja urwać za to otwarte okno!
O! Rozejrzyj się po tym parku raz jeszcze. Może wlazł na drzewo i boi się zejść. Poważnie mówię. Nie dalej, jak 2-3 tyg. straż pożarna ściągała z drzewa kota moich sąsiadów.
ReplyDeleteBo mozliwości są dwie. jedna, że poszedł zwiedzać. A druga, ze mu strzeliło do łba wrócić do Grajdołowa. Ale to raczej mało prawdopodobne.
ReplyDeleteNie gdybam, trzymam kciuki za Morissa :-(
ReplyDeleteWiecie co, to najgorsze co mogło się przytrafić, naprawdę. Wolałabym stracić wszystko a nie jego :-(
ReplyDeleteNajgorsza jest niepewność, nie wiem gdzie jest, czy jest cały i zdrowy.
Kevin wrócił kiedyś dopiero po 7 (siedmiu) dniach i nocach...
ReplyDeleteGapcia często przez przypadek ktoś zamykał w garażu i spędzał tam dwa, trzy dni...zanim auto zaczęło byc potrzebne:)
może Moryca też ktoś zamknął gdzies przez przypadek, zdjęcie i ogłoszenie na płocie wywieś.
współczuje:( wiem jak to jest jak kota zginie
ReplyDeleteObeszłam znowu całą okolicę. I park. NIE MA GO :-(((((
ReplyDeleteNie wiem, co Ci doradzić. Też siedzę, jak na szpilkach i co chwilę klikam "odśwież". Trzymam kciuki, żeby następny wpis brzmiał: "znalazł się!!!"
ReplyDeleteZadzwoniłam do Petloga. Moryc jest zaczipowany. Jedyna nadzieja, ze jak gdzieś się zgubił a ktoś go znajdzie i zaniesie do weta, to numer wyskoczy a pod numerem sa moje dane :-(
ReplyDeleteNajbardziej się boję tego, że gdzieś leży, może coś mu jest, może os mu się stało .
ReplyDeleteNormalnie ryczę i nie moge przestać .
kilka misiecy temu Rude zniknelo na 2 tygodnie. My mielsimy przeczucie, ze cos niedobrego sie dzieje. Ryczelismy 3 dni, czolgalismy pod rozymi paltemai porzucony dookola na budowach. Obeszlismy szose szukajac....
ReplyDeleteRude kastrowane wiec na panny nie poszedl. Ogloszenia byly wszedzie nawet w Reykjaviku.
Wrocil w jedna srode o 6 rano dziwnym glosem drac paszcze :)
Mysmy go juz pochowali. Wrocil chudy jak nieboskie.
I jest.
Te same obawy mialam co Ty i wiem, ze przez to zaginiecie Rudego kilka lat mi z zycia ucieklo.
KOty jednak maja dziwne pomysly i zdarza sie, ze im odpindala. Jak nie wroci do jutra to rozwies ogloszenia i spokojnie czekaj. Moze zadzwon do bylej sasiadki z prosba coby sie rozejrzala, czy mu nie strzelilo do "domu" wracac. Wiem, ze nie kochasz sasiadki, ale....
Trzymam kciuki za te Twoja Trabe :)
Też bym siedziała i ryczała. Daisy, ale pamiętaj, ze on raz juz dał w długą, może jednak warto też jakoś zaalarmować w tym Grajdołowie?
ReplyDeleteLorenza dobrze mówi, może wrócił.
ReplyDeleteTrzymam kciuki z całych sił, żeby się szybko znalazł.
Daisy, trzymaj się, chociaz wiem, ze to trudne.
oj, strasznie mi przykro - niech już się znajdzie, no - współczuję Ci bardzo:(
ReplyDeleteWRÓCIŁ!!!!!!!!!!!!
ReplyDeletePOWSINOGA JEDEN!!!!!!
ReplyDeleteBył w domu jak wróciłam z obchodu okolicy.
Postarzałam się o 10 lat przez tą małą cholerę!!!!
;)))))))))))))))))))!!!!!!!!!!!!!!!
ReplyDeleteTadammmmm... :DDD
ReplyDeleteNo nareszcie mogę wziąć się za robotę:))
Dzięki za info!!!!!
kamole z serca ;)))))
ReplyDeleteSzturchańca daj w kitę mu od ciotki dikejki za nerwy zszargane z samego rana;)))
ReplyDeleteuff!!!
ReplyDeleteCo za kot paskudny, no!!!!
ReplyDeleteAle teraz już wiem, że jak wyjdzie z domu to z powrotem trafi.
Niedaleko jest ogromne pole i park. Pewnie tam poszedł polować.
Wyszarpałam za futro nieznośnika!
Ufff. A ciekawe, ile on szczurów i pitaszków wyszarpał.
ReplyDeleteBył głodny, bo wtrząchnął prawie całą michę :-)))
ReplyDeletePewnie dlatego wrócił :D
Swoją drogą: CO ZA BYDLĘ :-))))
ReplyDeleteTo co - teraz jakieś farbowanie siwizny? :-)))
dobrze że dopiero teraz tu weszłam ufff. UFFF.
ReplyDeletezginęła mi kotka lata temu. nie znalazła się. dwa miesiące jej szukałam, cholera, i do dziś boli. mam nadzieję że ktoś ją wziął...
Lorenza - pewnie tak :-))))
ReplyDeleteMentalnie się czuję na sześćdziesiąt z hakiem!
Ds - kupiłam adresówkę, zaraz mu przyczepię do obroży.
Co przeszłam przez te kilka godzin - to moje. I najgorszemu wrogowi nie życzę.
Ufff :)))))
ReplyDeleteCo prawda kocim wlascicielem nie jestem, ale pewnie bylem kotem w poprzedniej inkarnacji, wiec wim co mowim ;) Kot sie szlaja wlasna droga i jak chce to wroci. Kocha, wiec wrocil :)
ReplyDeleteI jak tam Jarmuzewo? Jak my byli na Gran Canarii teraz to nam sie ciagle GY przypominalo :)
Dochtor wie, po Grajdołowie to każde miejsce lepsze :-))))
ReplyDeleteGorleston jest nieduże, ale bardzo nader. Na plaży jeszczem nie byli, ale może dziś pojdziem bo pogoda jak złoto.
:-))))
Dochtor wpadł w śpitalu na miłego kolegę o to nas chciał wysłać do Bradford :-)))))
jak dobrze ze wrócił:)
ReplyDeletenio,nio.Żeby z tego jakieś kwasy Dochtorowi nie wyszły,uważać na kolesia;>
ReplyDeleteJak dobrze, że już jest. Na wszelki wypadek porządnie nauczyć go adresu ;)
ReplyDeleteprosze nową notkę - WRÓCIŁ!
ReplyDeleteNotka o koledze, dobrze go tak skurwago syna, zdjęcie Moryca lajzy jednej
ReplyDeleteAle się zmartwilam, no uffff!
ReplyDeleteszturchnij Paskude ode mnie :)
ReplyDeleteO krystusie pieronowy. jak dobrze, że najpierw apdejt poczytałam.
ReplyDelete