Thursday, 6 August 2009

...

Moryc zniknął. Dochtor zostawił otwarte okno w komputerowni przez noc. Całą okolicę obeszłam. Nie ma go. Apdejt : WRÓCIŁ, PASKUD JEDEN !!!

48 comments:

  1. o matko!
    moze zwiedza /próbuje oznaczyc swoj rewir?
    o jejejeje,ale wiesz,moje koty też potrafiły zniknąć na parę dni i potem zawsze się odnajdywały...
    tak mi przykro.
    cholera.no

    ReplyDelete
  2. Tuv, nie wiem. Nie wiem nawet kiedy wylazł przez to okno. To jest okno nad garażem, mógł spokojnie zeskoczyć.

    łażę nieprzytomna i go wołam. Byłam nawet w parku po drugiej stronie ulicy - nic.

    ReplyDelete
  3. ja też latałam po osiedlu jak wariatka i wołałam.NIC.same przyszły,kiedy chciały.Może biedny zaszył się gdzieś w krzaczkach,sprawdź zarośla itp i przeczekuje do wieczora.Albo u sąsiada na posesji być moze.Cholera,cholera,no stało się;(.
    bardzo trzymam kciuki za Moryca,bardzo.

    ReplyDelete
  4. Ale on przychodzi na wołanie. Czasem mu się zdarzy, ze olewa, ale przychodzi. Ja się boję, że on się zgubił i nie wie jak trafić do domu :-(

    ReplyDelete
  5. Sie nie boi. Koty laza wlasnymi drogami i kiedy chca, to wroca. Cierpliwie czekac. Moze faktycznie poszedl sobie pozwiedzac - nowe miejsca, nowe zapachy, nowe koty...

    ReplyDelete
  6. Kurwasz, ale nius:((
    Na pewno się nie zgubił. Koty mają świetną orientację w terenie. Raczej mogło coś go wystraszyć i gdzieś się przyczaił. Jak ochłonie, to wróci. Daisy, informuj na bieżąco, proszę.

    ReplyDelete
  7. Się martwię, że cos mu się stało :-(
    Może jak zeskakiwał z dachu to sobie coś zrobił ?

    On się zawsze blisko domu trzymał :-(
    W Grejfsendowie też :-(

    ReplyDelete
  8. Rozumiem, strach będzie, nie pewności czy czasami nie wyruszył wracać do "domu"...ale nie powinien...wierze w Krzywego, że natrzaska po pysku nowym i wróci.

    ReplyDelete
  9. Zakładam, ze pposzedł zwiedzać i tak się zafascynował, ze zgapił sie jak dziecko, co dłużej zostało na podwórku. Trzymam kciuki.

    ReplyDelete
  10. Nasłuchuję dzwoneczka. Wołam go w ogródku co chwilę. I łażę wokół osiedla.

    Kurwa mać no!

    Powinnam Dochtorowi jaja urwać za to otwarte okno!

    ReplyDelete
  11. O! Rozejrzyj się po tym parku raz jeszcze. Może wlazł na drzewo i boi się zejść. Poważnie mówię. Nie dalej, jak 2-3 tyg. straż pożarna ściągała z drzewa kota moich sąsiadów.

    ReplyDelete
  12. Bo mozliwości są dwie. jedna, że poszedł zwiedzać. A druga, ze mu strzeliło do łba wrócić do Grajdołowa. Ale to raczej mało prawdopodobne.

    ReplyDelete
  13. Nie gdybam, trzymam kciuki za Morissa :-(

    ReplyDelete
  14. Wiecie co, to najgorsze co mogło się przytrafić, naprawdę. Wolałabym stracić wszystko a nie jego :-(

    Najgorsza jest niepewność, nie wiem gdzie jest, czy jest cały i zdrowy.

    ReplyDelete
  15. Kevin wrócił kiedyś dopiero po 7 (siedmiu) dniach i nocach...
    Gapcia często przez przypadek ktoś zamykał w garażu i spędzał tam dwa, trzy dni...zanim auto zaczęło byc potrzebne:)
    może Moryca też ktoś zamknął gdzies przez przypadek, zdjęcie i ogłoszenie na płocie wywieś.

    ReplyDelete
  16. współczuje:( wiem jak to jest jak kota zginie

    ReplyDelete
  17. Obeszłam znowu całą okolicę. I park. NIE MA GO :-(((((

    ReplyDelete
  18. Nie wiem, co Ci doradzić. Też siedzę, jak na szpilkach i co chwilę klikam "odśwież". Trzymam kciuki, żeby następny wpis brzmiał: "znalazł się!!!"

    ReplyDelete
  19. Zadzwoniłam do Petloga. Moryc jest zaczipowany. Jedyna nadzieja, ze jak gdzieś się zgubił a ktoś go znajdzie i zaniesie do weta, to numer wyskoczy a pod numerem sa moje dane :-(

    ReplyDelete
  20. Najbardziej się boję tego, że gdzieś leży, może coś mu jest, może os mu się stało .

    Normalnie ryczę i nie moge przestać .

    ReplyDelete
  21. kilka misiecy temu Rude zniknelo na 2 tygodnie. My mielsimy przeczucie, ze cos niedobrego sie dzieje. Ryczelismy 3 dni, czolgalismy pod rozymi paltemai porzucony dookola na budowach. Obeszlismy szose szukajac....
    Rude kastrowane wiec na panny nie poszedl. Ogloszenia byly wszedzie nawet w Reykjaviku.
    Wrocil w jedna srode o 6 rano dziwnym glosem drac paszcze :)
    Mysmy go juz pochowali. Wrocil chudy jak nieboskie.
    I jest.
    Te same obawy mialam co Ty i wiem, ze przez to zaginiecie Rudego kilka lat mi z zycia ucieklo.
    KOty jednak maja dziwne pomysly i zdarza sie, ze im odpindala. Jak nie wroci do jutra to rozwies ogloszenia i spokojnie czekaj. Moze zadzwon do bylej sasiadki z prosba coby sie rozejrzala, czy mu nie strzelilo do "domu" wracac. Wiem, ze nie kochasz sasiadki, ale....

    Trzymam kciuki za te Twoja Trabe :)

    ReplyDelete
  22. Też bym siedziała i ryczała. Daisy, ale pamiętaj, ze on raz juz dał w długą, może jednak warto też jakoś zaalarmować w tym Grajdołowie?

    ReplyDelete
  23. Lorenza dobrze mówi, może wrócił.
    Trzymam kciuki z całych sił, żeby się szybko znalazł.
    Daisy, trzymaj się, chociaz wiem, ze to trudne.

    ReplyDelete
  24. oj, strasznie mi przykro - niech już się znajdzie, no - współczuję Ci bardzo:(

    ReplyDelete
  25. POWSINOGA JEDEN!!!!!!

    Był w domu jak wróciłam z obchodu okolicy.

    Postarzałam się o 10 lat przez tą małą cholerę!!!!

    ReplyDelete
  26. ;)))))))))))))))))))!!!!!!!!!!!!!!!

    ReplyDelete
  27. Tadammmmm... :DDD
    No nareszcie mogę wziąć się za robotę:))
    Dzięki za info!!!!!

    ReplyDelete
  28. Szturchańca daj w kitę mu od ciotki dikejki za nerwy zszargane z samego rana;)))

    ReplyDelete
  29. Co za kot paskudny, no!!!!

    Ale teraz już wiem, że jak wyjdzie z domu to z powrotem trafi.
    Niedaleko jest ogromne pole i park. Pewnie tam poszedł polować.

    Wyszarpałam za futro nieznośnika!

    ReplyDelete
  30. Ufff. A ciekawe, ile on szczurów i pitaszków wyszarpał.

    ReplyDelete
  31. Był głodny, bo wtrząchnął prawie całą michę :-)))
    Pewnie dlatego wrócił :D

    ReplyDelete
  32. Swoją drogą: CO ZA BYDLĘ :-))))
    To co - teraz jakieś farbowanie siwizny? :-)))

    ReplyDelete
  33. dobrze że dopiero teraz tu weszłam ufff. UFFF.
    zginęła mi kotka lata temu. nie znalazła się. dwa miesiące jej szukałam, cholera, i do dziś boli. mam nadzieję że ktoś ją wziął...

    ReplyDelete
  34. Lorenza - pewnie tak :-))))
    Mentalnie się czuję na sześćdziesiąt z hakiem!

    Ds - kupiłam adresówkę, zaraz mu przyczepię do obroży.

    Co przeszłam przez te kilka godzin - to moje. I najgorszemu wrogowi nie życzę.

    ReplyDelete
  35. Co prawda kocim wlascicielem nie jestem, ale pewnie bylem kotem w poprzedniej inkarnacji, wiec wim co mowim ;) Kot sie szlaja wlasna droga i jak chce to wroci. Kocha, wiec wrocil :)
    I jak tam Jarmuzewo? Jak my byli na Gran Canarii teraz to nam sie ciagle GY przypominalo :)

    ReplyDelete
  36. Dochtor wie, po Grajdołowie to każde miejsce lepsze :-))))

    Gorleston jest nieduże, ale bardzo nader. Na plaży jeszczem nie byli, ale może dziś pojdziem bo pogoda jak złoto.

    :-))))

    Dochtor wpadł w śpitalu na miłego kolegę o to nas chciał wysłać do Bradford :-)))))

    ReplyDelete
  37. nio,nio.Żeby z tego jakieś kwasy Dochtorowi nie wyszły,uważać na kolesia;>

    ReplyDelete
  38. Jak dobrze, że już jest. Na wszelki wypadek porządnie nauczyć go adresu ;)

    ReplyDelete
  39. prosze nową notkę - WRÓCIŁ!

    ReplyDelete
  40. Notka o koledze, dobrze go tak skurwago syna, zdjęcie Moryca lajzy jednej

    ReplyDelete
  41. O krystusie pieronowy. jak dobrze, że najpierw apdejt poczytałam.

    ReplyDelete