Saturday, 29 August 2009

...

Pracowity dzień dziś będzie. Jak uda mi się zwlec Dochtora z wyra, gdzie zalega do tej pory, to może wykonam plan. Po pierwsze, trzeba się udać do miasta po chleb a przy okazji zapytać o pracę w jednym takim miejscu, co to się w jobcentre ogłosiło. A jak wrócimy, to wywlekam urodzinową komodę do ogrodu i zacznie się jazda bez trzymanki. Mahoniowy kolor nijak mi nie leży. Próbowałam wczoraj próbnie usunąć wierzchnią warstwę politury, (chociaż do końca nie wiem, czy to politura, wydaje mi się, że nie) i oczom mym ukazał się kolor zbliżony do ciemnego dębu. Nie mam jeszcze koncepcji. Jak uda mi się odczyścić tą kobyłę bez strat na zdrowiu i umyśle, to wtedy zrobię ankietę na blogu :-)))) A póki co - kot śpi w szafie. Zepchnął moje buty na bezładny stosik i umościł sobie gniazdo w kącie. Wczoraj była akcja "myj ręce" bo wdepnął w coś co wyglądało jak końskie łajno. Jeszcze raz powtórzę. Mój kot to nadzwyczaj spokojna i nie oponująca jednostka. Nie lubi, ale poddaje się ablucjom ze stoickim spokojem, po czym obraża się na jakieś pół godziny i stroi fochy. Jak foch minie - przychodzi i strzela baranka. I tak. Zwlekę Dochtora za nogę z barłogu i zaczynamy. A chooj przygodo!

13 comments:

  1. Ahoj ( s taboj- się odpowiada! :-)))))
    My też naprzeciw przygodzie. Stocznia ogórkiem!

    ReplyDelete
  2. Ja mam dosyć ganiania w tym tygodniu. Chcę spędzić popołudnie na kanape.

    ReplyDelete
  3. A idź, nogi po dupę samą uchodzilam, bo jak się okazało, zamknęli juz termin składania CV w tym jednym miejscu, ale widac się kobiecie spodobałam, bo powiedziała, że mogę wypełnic formularz i jak jej z CV przyniosę w ciągu 2 godzin, to jeszcze przyjmie. I przez godzinę zasuwałam po mieście w poszukiwaniu kafejki internetowej, zeby się dostać do mojej mailowej skrzynki, bo tam mialam potrzebne pliki. Zdążyłam, zaniosłam, a jak wróciliśmy do domu z zakupow to była godzina 18.00. Palcem komody nie tkłam!

    ReplyDelete
  4. Czas będzie. Może jutro, ale nie obiecuję.

    Kot się naumiał wchodzić klapką, o ile ta klapka jest uniesiona do góry i przyklejona kilometrem taśmy klejącej. Ubaw po pachy, zaiste :-))))

    Ciekawe, czy rano mię obudzi, czy sam wyjdzie gnój jeden :-)))

    ReplyDelete
  5. moje Rude się nauczyło wyłazić prze klapkę. Raz było przepchnięte przez NieWikinga a potem samo próbowało, ponieważ olewaliśmy wrzaski żądające wypuszczenia na dwór. :)

    ReplyDelete
  6. Moje w drzwiach nie mają. Mają za to w kuwecie. Nauka poszła szybko.
    Ale to już mówiłam :-)

    ReplyDelete
  7. A ja dopiero teraz zatrybiłam, o co chodzi z "niebieskim pryszczykiem":D
    Tiaaa... spostrzegawczość, to moje kolejne imię;)))))

    ReplyDelete
  8. dikejka...a ja nadal nie kumam:)

    ReplyDelete
  9. Beata, dostałam od Szeherezady malusieńkiego, szklanego kotka, który u niej był zalążkiem kolekcji. Poszedł w moje ręce, chociaż się wzbraniałam, bo to przecież pamiątka! No i jak się przyjrzysz dokładnie - to na półce obok trzech morycowych - stoi niebieski pryszczyk :-)))

    ReplyDelete