Gwoli przypomnienia, bo nawet o małych sukcesach należy pamiętać :-)
Nie palę od miesiąca.
Gratulacje, kwiaty i te inne wyrazy można składać w komentarzach :-))))
Lorenza !!! Lwie paszcze też !!! Babcia miała wszystko, łącznie z malwami, floksami, gladiolami - lilie białe i tygrysie - bratki i takie kępy drobnych goździków cieniowanych, białych i różowych. Nie licząc maciejki i całej kupy innych roślin, które nawet nie wiem, jak się nazywały.
Gratuluje i przyznaje, ze zazdraszczam. Mnie ten Twoj miesiac strasznie szybko minal, ciekawa jestem jak Tobie? Czy nie czulas jakby sie czas bardzo dluzyl?
Stardust - pierwszy tydzień się trochę ciągnął. Ale poźniej to nawet nie zauważyłam kiedy to mineło! Fajnie jest nie palić :-)
Ade - już, już :-))) Dziękuję
Beata - ja zawsze miałam bardzo dobry węch, bo mi ten zmysł równoważył wadę wzroku. Nos jak pies gończy mam. Najlżejszy smrodek i fetorek wyczuję :-) Nie ma więc jakiejś kolosalnej różnicy, ale papierosy palone przez kogoś - ŚMIERDZĄ ! Straszliwie.
Czy ja pachnę inaczej ? Hmmm, pewnie nie czuć ode mnie dymem, bo to nawet ja, palaczka potrafiłam wyczuć - ciuchy mi pachną proszkiem do prania i perfumami, a nie papierosami. Jest duża różnica.
I nawet nie wiecie jak bardzo porawiła mi się cera! Zero jakichś paści na twarzy. Gładko. Cienie pod oczami zniknęły. No i włosy mi nie śmierdzą! Alleluja.
Tulipany pewnie też u babci były, ale że to nie są typowo letnie kwiaty, a Babcię się odwiedzało raczej latem - to ich nie pamiętam
I był przepiękny sad z taką ilością drzew! I nawet orzechy włoskie i leszczyny były. O owocowych drzewach nie wspomnę. Pod oknem rosła grusza,- nigdy później nie jadłam lepszych owoców. Jabłonie, śliwy, porzeczki i moje ukochanie - AGREST. Czerwony i zielony.
Nie ma już ani tego ogrodu, ani sadu. Kiedyś notkę może napiszę.
Kotłownia jest na poczcie :-))) Cholera, nie tak łatwo im zdjęcia zrobić, bo one za szybkie są, a mój aparat to ma takom rułę ... że zanim ostrość nastawi to kotłownia już jest gdzie indziej :-))))
A, wiecie co ? Kotka usłyszała przez okno drące się dziecko sąsiadki - wkoczyła na parapet i zaczęła warczeć. WARCZEĆ z głębi trzewi. ja pierniczę!
Dzieciary przewaznie krzywdzą zwierzęta. Zwierzęta znoszą to czas jakiś. Potem się bronią. A potem nienawidzą. Mój psiur wychował moją siostrę. Potem dzieic szczerze nienawidził. ;-) Oczywiście bywa symbioza, ale rzadko.
Szeh, no ja wiem jak to jest z dziećmi i zwierzętami. Ale pierwszy raz zobaczyłam jak głęboka może być taka uraza. Ona ewidentnie broniła dzieci. Tak samo warczy jak Moryc przypadkiem jest w pobliżu.
Niesamowicie się cieszę, że te kociaki są u mnie bezpieczne. Tam mogłyby nie przeżyć.
To niech Lorenza sobie wyobrazi jak Moryc wygląda nastroszony. Ogon jak miotełka do kurzu, taka staroświecka :-)))) I WOGLE kot jest większy jakieś trzy razy.
Gratulacje ;-)
ReplyDeletewirtualny bukiet konwali już leci do Ciebie ;-)
Dziękuję i wiesz co ? Cieszę się jak gwizdek, że się nie załamałam :-) teraz to już z górki będzie :-)
ReplyDeleteJa też gratuluję i się cieszę. Posyłam piwonie albo coś.
ReplyDeletePiwonie jak najbardziej :-)
ReplyDeleteBardzo je lubię - takie dorodne jak dziewki wiejskie :-)))
jak będę miała swój ogród, to posadzę tam kwiaty "z ogródka mojej Babci" :-)
A badyle mojego dzieciństwa to lwie paszcze
ReplyDeleteI te piwonie też - rodzice mieli w ogródku. Bo my mieli tako działka, a na działce tako lauba :)))
ReplyDeleteorkiestra dęta tuuuuusz!
ReplyDelete:))) gratulacje
A ja dorzucam bzy:)
Lorenza !!! Lwie paszcze też !!!
ReplyDeleteBabcia miała wszystko, łącznie z malwami, floksami, gladiolami - lilie białe i tygrysie - bratki i takie kępy drobnych goździków cieniowanych, białych i różowych. Nie licząc maciejki i całej kupy innych roślin, które nawet nie wiem, jak się nazywały.
Tuv - dziękuję za bzy :-)
A, nam się lauba i działka niestety nie trafiła. Za to mojej Mamie na balkonie urosła fasolka szparagowa i pomidory :-))))
ReplyDeleteGratuluje i przyznaje, ze zazdraszczam. Mnie ten Twoj miesiac strasznie szybko minal, ciekawa jestem jak Tobie? Czy nie czulas jakby sie czas bardzo dluzyl?
ReplyDeletebosz! to już?
ReplyDeleteGratuliren:)
Bardzo wielkie gratulacje!!!!!!!!
ReplyDeletei, co?
teraz wszystko innaczej pachnie?
ty pachniesz inaczej?
Były jexcze tulipany, kąwalie rosły przy kompoście. No i była wiśnia, czereśnia i jabłąka.
ReplyDeleteStardust - pierwszy tydzień się trochę ciągnął. Ale poźniej to nawet nie zauważyłam kiedy to mineło! Fajnie jest nie palić :-)
ReplyDeleteAde - już, już :-)))
Dziękuję
Beata - ja zawsze miałam bardzo dobry węch, bo mi ten zmysł równoważył wadę wzroku. Nos jak pies gończy mam. Najlżejszy smrodek i fetorek wyczuję :-) Nie ma więc jakiejś kolosalnej różnicy, ale papierosy palone przez kogoś - ŚMIERDZĄ ! Straszliwie.
Czy ja pachnę inaczej ? Hmmm, pewnie nie czuć ode mnie dymem, bo to nawet ja, palaczka potrafiłam wyczuć - ciuchy mi pachną proszkiem do prania i perfumami, a nie papierosami. Jest duża różnica.
I nawet nie wiecie jak bardzo porawiła mi się cera! Zero jakichś paści na twarzy. Gładko. Cienie pod oczami zniknęły. No i włosy mi nie śmierdzą! Alleluja.
Tulipany pewnie też u babci były, ale że to nie są typowo letnie kwiaty, a Babcię się odwiedzało raczej latem - to ich nie pamiętam
ReplyDeleteI był przepiękny sad z taką ilością drzew! I nawet orzechy włoskie i leszczyny były. O owocowych drzewach nie wspomnę. Pod oknem rosła grusza,- nigdy później nie jadłam lepszych owoców. Jabłonie, śliwy, porzeczki i moje ukochanie - AGREST. Czerwony i zielony.
Nie ma już ani tego ogrodu, ani sadu. Kiedyś notkę może napiszę.
O ja pierdykam!
ReplyDeleteU mnie, przynajmniej narazie, się nie zanosi.
Zazdraszczam i czuję się dumna!
Kawałek różowej pokrzywy dawam!
:-)
Poka kotłownię.
Kotłownia jest na poczcie :-)))
ReplyDeleteCholera, nie tak łatwo im zdjęcia zrobić, bo one za szybkie są, a mój aparat to ma takom rułę ... że zanim ostrość nastawi to kotłownia już jest gdzie indziej :-))))
A, wiecie co ? Kotka usłyszała przez okno drące się dziecko sąsiadki - wkoczyła na parapet i zaczęła warczeć. WARCZEĆ z głębi trzewi. ja pierniczę!
A, dzięki za pokrzywę ;-)))
ReplyDeleteBardzo lubiłam te cwiety doniczkowe, bo szybko rosły :-)))
Dzieciary przewaznie krzywdzą zwierzęta. Zwierzęta znoszą to czas jakiś. Potem się bronią. A potem nienawidzą.
ReplyDeleteMój psiur wychował moją siostrę. Potem dzieic szczerze nienawidził.
;-)
Oczywiście bywa symbioza, ale rzadko.
Szeh, no ja wiem jak to jest z dziećmi i zwierzętami. Ale pierwszy raz zobaczyłam jak głęboka może być taka uraza. Ona ewidentnie broniła dzieci. Tak samo warczy jak Moryc przypadkiem jest w pobliżu.
ReplyDeleteNiesamowicie się cieszę, że te kociaki są u mnie bezpieczne. Tam mogłyby nie przeżyć.
Leon też warczy, też z głębi trzewi, czasem do kompletu sierć mu sterzy na ogonie tak, że ten ogon wie wydaje gruby jak moje ramię.
ReplyDeleteTo niech Lorenza sobie wyobrazi jak Moryc wygląda nastroszony.
ReplyDeleteOgon jak miotełka do kurzu, taka staroświecka :-))))
I WOGLE kot jest większy jakieś trzy razy.