Friday, 8 May 2009

...

Dzień zaczął mi się czarownie o piątej nad ranem. Kocica żądała pożywienia. Na wpół śpiąc i usiłując nie zlecieć spektakularnie na mordę ze stromych schodów - udałam się po saszetkę z kocim jedzeniem, świeżą wodę i worki na kocie kupy. Bo kocica ma taki przerób, że swobodnie mogłaby użyźnić hektar pola za stodołą. Na odwaleniu pańszczyzny przy jednym kocie z przychówkiem się nie skończyło, bo ledwie padłam na wyro i zawinęłam się szczelnie w kordełkę - Moryc przylazł z pretensjami, dlaczego drzwi do ogrodu nie są otwarte ??? I dlaczego on w misce ma tylko chrupki, a gdzie jest MIĘSO ??? Odpracowałam Moryca, walnęłam się na wyro i okręciłam kordełką. Dwie godziny poźniej drapanie w drzwi i mraucenie podniesło mnie z pościeli,- kotka znowu żądała pożywienia - mogłabym tu zacytować Miauczyńskiego Juniora : "i tak w kólko, aż do zajebania" Przez te koty dostanę zmarszczek i wrzodów na żołądku. Ze stresu wyjdą mi włosy i sparszywieję na obliczu. W dodatku od rana leje i jest zimno, a ja mam wizytę w ośrodku zdrowia, bo przysłali mi zaproszenie na badania. A chce mi się tam iść, jak psu orać. Na koncie mam siedem funtów i przeciąg w lodówce. Było powiedzieć Dochtorowi że fundusze się skonczyły, ale skleroza widać postępuje. Czy przyjdzie kiedyś taki dzień, że będę perfekcyjnie zorganizowana, poukładana i nudna jak flaki z olejem ??? Oby nie. Dziś na obiad będą ziemniaki z kwaśnym mlekiem. Bo z mięsa dostępne jest tylko kocie żarcie. Wołowina, indyk, królik i kurczak w galarecie. Anyone hungry ??? :-)))))) Proszbrdzo. Ilustracja do scenki, jaką zastałam po przyjściu z przychodni, a którą opisałam w komentarzach. Czy ja całe życie mam spędzić na ratowaniu gryzoni ???

44 comments:

  1. Nołłan. Ziemniaki lepsze :-)
    Rozpuszczone masz to bydło jak nie wiem. Moje niby też, ale nie budzą. No chyba, że czasem, przypadkowo, przebiegna mi po twarzy albo po żołądku. Ale nie robia tego specjalnie!
    :-)

    ReplyDelete
  2. Kotka jest głodna co trzy godziny. W nocy potrafi zeżreć michę suchego, a nad ranem i tak drze mordę o jedzenie. Ona jeszcze karmi i dlatego taka głodna. A Moryc jak widzi, że ja się z wyra podnoszę, to myśli, że już się wyspałam i można egzekwować pożywienie i te inne :-))))

    Jak kotki nie było, to on grzecznie spał do przyzwoitej godziny.

    ReplyDelete
  3. ty lepiej kotkę wytresuj bo kurna umęczysz się niemozebnie.My dawaliśmy tylko w dzien i koniec.

    ReplyDelete
  4. Tuv, ale jak ja mam jej nie dać jeść, skoro ona ewidentnie jest głodna??? W końcu te kociaki z niej ciągną siły żywotne :-)))

    Trudno, poświęcę sie przez te kilka tygodni.
    Nie umrę od wczesnego wstawania :-)))

    ReplyDelete
  5. Moje też nie budzą, chyba że jakimś rzyganiem -= ale one nie karmią. Przestanie karmić, przestanie byc taka głodna

    ReplyDelete
  6. No fakt, karmi. Przepomniałam :-)
    A przy zwierzakach wiadomo - powieka odemknięta = pozamiatane. Wstajesz, fartuszek, taca...

    ReplyDelete
  7. I nie ma, że boli, bo jaśnie pan czeka :-)))
    Oj,Szeh - myślałam, że przesadzasz, kiedy mnie ostrzegałaś, że teraz to już słuzba u kota. Nie przesadzałaś :-)))

    ReplyDelete
  8. No pewnie, że nie.
    Usmiech, fartuszek, taca i "tak jest proszę jaśnie pana/pani". Teraz już wiesz :-))))))))
    A ja to kocham!

    ReplyDelete
  9. Ja mam tak: czy to były psy, czy teraz Moryc - jak już pokocham, to mogłabym zagłaskać na śmierć, zamiędlić i być na zawołanie! Piąta rano czy północ - nieważne.

    Wczoraj pierwszy raz widziałam, jak Moryc kłapał paszczą i skrzypiał. Na MUCHĘ :-))))

    ReplyDelete
  10. Hehehehe :-)
    A biega bokiem jak ma wściki? Głupia mina, uszy na boki i biega bokiem?

    ReplyDelete
  11. Przy głupawce Leon skacze po dwa metry - z fotela na ściane (sic), za ściany na pianoforte, z pianoforte na parapet i tak kilka razy oraz strasznym kłusem w te i nazad.
    A co do kociego żarcia to ja myślę, że co poniektóre jest kontrolowane bardzierj niż niejedno ludzkie. I zdrowsze. i bez takiej ilości soli i cukru.

    ReplyDelete
  12. wiesz,nasza też karmiła to raz.
    Dwa w naturze to one tyle nie jedzą .
    Ale robisz co uważasz.Czyli jak najlepiej.

    ReplyDelete
  13. no i musiałam tu wrócić.
    Zdjecie - BOMBA:)

    ReplyDelete
  14. Szeh - biega :-)))))
    Jak ma wścika, to dostaje takiego szwungu, że leci z przedpokoju świzdu-gwizu przez kuchnię do ogrodu a tam właśnie tak bokiem z jednego trawnika na drugi skacze - ogon w dół wygięty a uszy po sobie :-))))

    I tak w te i nazad. jak pierwszy raz tak się zaprezentował, to myśleliśmy z Dochtorem, że coś go wystraszyło w ogrodzie :-))))



    Przyszłam z przychodni, poszłam do ogrodu a tam - NIE ŚCIEMNIAM ! Na trawie leży Moryc i pilnuje gryzonia :-)))))

    Takie samo coś, większe od myszy a mniejsze od szczura.

    Jak to mówią - kot powinien być łowny a chłop mowny, nie ???

    No to przynajmniej kot się zgadza :-))))

    ReplyDelete
  15. Tuv, to jest Daisy we własnej osobie - przy ulubionym zajęciu. Leniwieniu się na kanapie :-))))

    Śliczna była :-( W tym roku strzeli 5 lat jak jej nie ma :-(

    ReplyDelete
  16. Lorenza, a Leon skrzypi jak zobaczy jaką źwierzynę łowną ?
    Bo Moryc skrzypiał i broda mu się przy tym trzęsła :-))))

    ReplyDelete
  17. Tak, obydwu latają dolne szczęki. Szczękają, skrzpią i skrzeczą :-) Aż nimi trzącha.

    ReplyDelete
  18. Lorenza zdjęcie widziała ?
    Tu akurat nie kłapał i nie skrzypiał. Przypuszczam, że dlatego nie skrzypiał i nie kłapał, bo już złapał :-)))))

    dostanę na głowę z temi kotami i gryzoniami.

    ReplyDelete
  19. Widziała i się zachwyc iła, tylko połapać się nie może, czy gryzoń jest już całkiem martwy czy tylko częściowo. W sumie może lepiej nie wiedzieć :-)

    ReplyDelete
  20. Nieee, gryzoń żywy :-)))
    Ale siedział bez ruchu, bo jak się tylko ruszył to Moryc zaczynał go międlić. Złapałam gryzonia do pudełka i wyniosłam z ogrodu w bezpieczne miejsce.

    Idę na pocztę :-)

    ReplyDelete
  21. Daisy-> A gdzie Ty mieszkasz?? ze masz tyle gryzoniow na zawolanie??? Ludzie ja widzialam jedna mysz przez te 25 lat (nie liczac na torach podziemia) i uwazam, ze o jedna za duzo. A Ty masz caly wysyp. Nie ogarniam tego.

    ReplyDelete
  22. Stardust, ale przecieżAnglia jest jednak dość prowincjonalna - w dobrym znaczeniu tego słowa, prawie każdy ma chociaż kawalllek łogródecka i prędzej bęzie miał… myszy niż karaluchy, co są chaakterystyczne dla wielkich metropolii z wysoką zabudową.

    ReplyDelete
  23. No właśnie :-)

    Stardust, tutaj myszów dostatek. Bo to, jak mówi Lorenza, jest niska zabudowa i przy każdym domu ogród.
    Zwykle te myszy są niezauważalne dla ludzi, no chyba, że jest ich milion sto tysięcy i trzy sztuki na przeciętnego mieszkańca, ale jako, że ja mam kota to teraz on mi te myszy POKAZUJE. Przecież ja tu od zeszłego roku mieszkam i dopiero niedawno zauważyłam tego mysza u siebie w kuchni, a zaraz potem nastał Maurycy i już trzy sztuki mi zademonstrował, w tym jedną szczątkowo.

    ReplyDelete
  24. Może doniesie i resztę (tej szczątkowej)! Trzeba mieć nadzieję!
    :-)))))))))))))))))))

    ReplyDelete
  25. A to na zdjęciu obok Miaurycego to jest Szczur tylko Inny. Ale szczur.

    ReplyDelete
  26. Szeh, no takie szczurowate nie ? Identyczne jak to, co złapał wcześniej, a co ja o 5 rano wynosiłam w słoiku.

    Ale żeby te szczury takie małe były ? Wszystkie ???

    ReplyDelete
  27. Zauważ też,. że szczury i myszy spierdalają z terenu, na którym jest kot. A do tej pory go nie yło, więc i zamyszenie moglaś mieć większe od przeciętnej.

    ReplyDelete
  28. Ja mam wrażenie, że jest odwrotnie.
    One teraz zaczęły przychodzić.

    ReplyDelete
  29. Bo Miaurycy to równy gość. Kulturalny, gościnny, miły. Babę z nieslubnymi dziecmi przyjął.. :-))))

    ReplyDelete
  30. Szeh - i awantur o bękarty nie robi :-))))

    Kotony tak tupią, że na dole w łazience słychać :-)))

    ReplyDelete
  31. Jak tu wesolo, a mnie caly dzien nie bylo przy kompie. Shit!!!! Ale ja tez mieszkam w niskiej zabudowie, bo tu tylko Manhattan jest wysoki, a reszta to chalupki wlasnie z ogrodkami i basenami (nie moja niestety). No nie znam sie.

    ReplyDelete
  32. Stardust - no to ja nie wiem. Może amerykańskie myszy są mądrzejsze i nie pchają się tam gdzie ich nie chcą ???

    :-)))))

    Ja na pewno mam jakąś szczurzą rezydencję w pobliżu, bo przed chwilą Moryc gryzonia za płotem mordował. Aż musiałam furtkę otworzyć i kota za fraki wywlekać, bo piski było słychać aż w domu.
    Żebym się mogła wyprowadzić z tego domu i okolicy, bo oszaleję z tymi szczurami!

    ReplyDelete
  33. Przetrzymaj na suchym, suche moze leżec w misce tonami, nie daj sie terroryzować! wychodzenie z domu kota to jest problem. Ale na szczęście pukaja do okna od strony Lubego - po 10 razy w nocy! (dwa koty razy 5, jesli sie kreci)

    ReplyDelete
  34. Beata, teraz już nie mogę jej trzymać na suchym z jednego powodu. Małe zaczynają jeść razem z nią - na suche jedzenie jeszcze są za małe, ale saszetki dla kociąt - jak najbardziej.

    ReplyDelete
  35. Daisy, ja bym suche postawiła gdzieś wyżej, gdzie kotka wskoczy, a młode jeszcze nie dadzą rady

    ReplyDelete
  36. Lorenza, ale nie o to chodzi, żeby one nie jadły suchego. Niech jedzą jak chcą. Kotka i one dostają to samo jedzenie - dla kociąt i karmiących kotek. Ono jest miękkie i kotka też je woli od suchego żarcia. Suche je wtedy jak już wyżre mokre :-))))

    ReplyDelete
  37. Zmienilas psu oczy! rano mial inne

    ReplyDelete
  38. Jakby nie patrzył...Tekotywkurwiają!:))))

    A jaka ładna psa na okładce:))))

    ReplyDelete
  39. fajna psica. kocie jedzenie jest całkiem dobre, tylko niesłone zupełnie, ale to i zdrowiej...

    ReplyDelete
  40. Na duzym psie jest więcej miejsca do cmokania, głaskania i drapania. :-)

    ReplyDelete
  41. Szeh, a na takich trzech psach (czipsach :-))) to dopiero!

    Beata, nic nie zmieniłam, słowo!

    ReplyDelete