Sunday, 6 September 2009
...
Z mojego kota to jednak straszna łajza. Poszedł w długą i wrócił z WYRWANYM, kocim pazurem wczepionym w futro na grzbiecie. Pewnie jakiś somsiedzki kot chciał mu łomot spuścić. Obejrzałam gnojka ze wszystkich stron, ale strat w futrze i ran szarpanych nie było. Codziennie przeżywam rozterki, kiedy Moryc wychodzi na miasto, codziennie nasłuchuję rozpaczliwego miaukotu, którym oznajmia, że właśnie przyszedł coś wmłócić. Normalnie się czuję jak matka nastoletniego gówniarza, co to macha lekceważąco łapskiem i wychodzi z domu bez względu na moje protesty. Żebyż to jeszcze komórkę miał!
I tak to.
Mam niechcieja. I wena mi zdycha.
Nawet farba do włosów była dziś przeciwko mnie.
Mortycja. Mówcie mi Mortycja.
O, a tak Łajza zasnęła wczoraj. Przywlókł szczura, przytulił się i zachrapał. Słodzizna jak nic :-)))
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

wykończy nam ten kocur, Lazy, no wykończy!
ReplyDeletePasek od zegarka. Papowego!
ReplyDeleteTelefon włącz.
Włączyłam :-))))
ReplyDeleteI się nagadałam że hoho!
A Morynio śpi.
Kot Athiny jest Morycowy, nie ma choja we wsi :-))))
O, no to git. Nie miałam jak zapytać o zgodę, więc wydałam ją sama. albowiem miałam potrzebne obustronne dane :-)
ReplyDeleteZgodę wydałam na Zamku Wysokim w Malborku!
:-)
Phi. I fuj - ze szczurem? Bleee.
ReplyDelete:-))))))))))))))))))))))))))))
No ze szczurem. Ukochany gryzoń Morysia :-)))))
ReplyDeletemój miał lwa ale go zagryzł na amen;>>>
ReplyDeleteINKEA ma od niedawna taką myszkę ... ;-) (już tatusj kupił)
ReplyDeleteSłodzizna przeokropna :-)
ReplyDeleteA w ogóle - bardzo dzielny kot, wrócił z cudzym pazurem, nic sobie nie dał wyrwać - wcale nie łajza!
ReplyDeleteLorenza, ja nie wiem z kim on się lał. I jakim cudem wyrwał temu kotowi pazur. Sam nie był pokaleczony.
ReplyDeleteŁajza, łajza bo łazi gdzieś i wraca brudny i opajęczony.
Jak to? Tłukł się?
ReplyDeleteA ja myślałam, że kastraty, to w nosie bójki mają i zaczepki olewają.
Hmm. Nawet nie czuję kiedy rymuję;))
Ale za to mówiłam, że pajęczarz, nie?
ReplyDeleteDikejko, no ewidentnie się z którymś somsiadem wdał w bójkę.
ReplyDeleteNo bo skąd ten wbity pazur ?
Lorenza - mówiłaś :-)))
ReplyDeletenie wiem co słodsze, kot czy szczur ;)
ReplyDeleteDobry kotecek:)wysłane dzisiaj,za 7 dni powinno być:)tak powiedziała pani na poczcie..
ReplyDeleteMartunia :-) dziękuję!!!
ReplyDeleteJa już mówiłam jak Słąko któregoś razu wróciło całe we krwi i ja umarłam, nie? ;-)
ReplyDeleteNo!
ReplyDeletePamiętam! Ja bym chyba była umarnięta też!
Moryc znowu poszedł się szlajać. Co za kot parszywy!
Ale kocham parszywca, chociaz co mi krwi napsuje to jego.
aż szkoda, że z tego szlajania dzieci Morycowych nie ma:)
ReplyDeleteA ja dzisiaj Słąko dusiłam, moja Królową :-)
ReplyDeleteSzeh, na amen?
ReplyDeleteNie, no na miłość straszną. Ona przyzwyczajona, wie że muszę :-)
ReplyDeleteDobra, ide po cebule.
ReplyDeleteA ja po ziemniaki.
ReplyDeleteMam już cebulę. Ziemniaki też. Obrane.
ReplyDeletePierwsza!
:-))))))))))))))
ja jeszcze nie wyszłam z domu.
ReplyDeleteTragiczna jednostka.
Fryz jeno nastroszyłam i dupsko w dżinsy przyoblekłam.
To idę.
Ha! Jedno pranie już wisi, drugie się mieli!
ReplyDeleteIdę w szafy. Nienawidzę tego.
Ale i tak pierwsza!
:-)))))))))))))))))))))
Jak Ci zaraz pokażę z czym wróciłam, zamiast ziemniaków, to padniesz.
ReplyDeleteTylko nie da się z tego zrobić obiadu :-)))))))))))))
Szafy sprzątałam przedwczoraj. Z równie zaciętą nienawiścią :-))))