Sunday, 20 September 2009
...
Pół roku temu wparowała mi do kuchni czarna, gadatliwa i szalenie żarłoczna bestia.
Trochę obszarpana, z brudnymi nogami i zawadiacką miną na pysku.
I od pół roku rozstawia mnie po kątach,- a to budząc rozpaczliwym miaukotem o 5.00 rano, a to szlajając się po opłotkach do późnych godzin nocnych, a to przynosząc mi w darze żywe gryzonie albo wybebeszone gołębie.
Morynio. Kot nad koty. Lek na całe zło. I jak słusznie zauważyła Szeh - KRZYWY, że aż.
Wczoraj minął rok od śmierci Maksia.
I tak to.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

I tak o się życie toczy. Podobno tak to jest zaprogramowane (krótki żywot zwierzaków), żeby człowiek mógł obdarować miłością i troską jak najwięcej wszarzy i vice versa.
ReplyDeleteA Moryc, to jeszcze krzywo poplamiony jest - zapomniałaś dodać (skoro już było o brudnych nogach)
:-))
Coś jest w tej teorii :-)
ReplyDeleteKrzywulec to moja miłość, ale gdzieś tam, głęboko schowany siedzi żal. Że Maksia już nie ma :-(
Ja do dzisiaj tęsknię za Agrypiną. A to już ze trzydzieści lat...
ReplyDeleteMorynio pojawił się może właśnie jako odpowiedż od Maksa?
ReplyDeleteOba zwierzaki niepotarzalne:).
Gratuluję pracy!!!
Na zdjęciu wyglądasz.... bombowo:)!
no normalnie "schrup mnie":)
ale pewnie wysztkie tam piały:)))
biala bluzka - przeżyć się da:)
Tuv, też mam taką teorię, że Morynio nie pojawił się przypadkowo :-)
ReplyDeleteA bluzek zakupilam 5 i wiszą mi tu rzędem, a ja się przyzwyczajam do myśli, ze jutro jedną z nich założę i pójdę do pracy.
Zdjęcie stare jak świat. Jakieś 6 lat temu miałam nogi do nieba, włos długi i kręcony i kochanka, który okazal się dupkiem do sześcianu :-))))
Lorenzo - no właśnie. Nieważny jest upływ czasu.
ReplyDeleteTęskni się i tak.
i popatrz, moja Ruda ma 15 lat, 4 lata temu stwierdzono bialaczke - niewiele czasu jej zsostalo proszpani rzekl wet.
ReplyDeleteRuda bez lekow jest 3 rok i bez wizyt u weta, ktore to wizyty stresowaly kota straszliwie - czego byly dowodem spocone poduszeczki lapek.
Zyje, ma sie swietnie i licze, ze jeszcze dlugo pozyje:)mimo, ze ostatnimi czasy zasypia tak glebokim snem, zeczesto gesto spada z parapetu lub kanapy z hukiem!;)
Maksio cudny i tak madrze patrzyl jak robilas to zdjecie. Szkoda:(((
ReplyDeleteTeraz jest krzywy Moryc, ale obawiam sie ze Lorenza ma racje i tesknota i zal za Maksem zostanie.
piesio...
ReplyDeleteAż się boję pod tą notką zapytać, czy już wybralaś bluzkę z tego pierdyliarda, co go zakupiłaś.
ReplyDeleteNawet po 20 latach sie nie zapomina i sie teskni.
ReplyDeletepo 23 też...
ReplyDeletepiękny Maksio...
ReplyDeletejaka to rasa? kolor ma identyczny do mojej Lufki (goldenki).
Dorota - to był owczarek niemiecki :-)
ReplyDeleteTyle, że w kolorze szampana :-)
Ech, dosyć smutków.
Miałam to szczęście, ze dane mi było mieć tak wspaniałe psiuny. I chociaż odeszły - pozostawiły wspomnienia.
Dochtor wspominał dziś psie uszy, które ZAWSZE było widac przez szybki w drzwiach wejściowych, kiedy wracalismy czy to z zakupów czy z pracy. No żal.
Lorenzo - bluzka wybrana. Spodnie też :-)
Piękny!
ReplyDeleteSorki, że nietaktownie zapytam zapytam.
Dlaczego umarł?
Nie odpowiadaj, jeżeli to zbyt przykre.
I rozkruszenia brylantów w pył;)
Śliczny piesio...
ReplyDeleteAle angolskie korytarze mnie rozwalają. Na szerokość dwóch piesów, albo trzech kotłów.
Masakra.
Trzymamy tu kciuki za pierwszy dzień :-)
ReplyDeleteczymamy od rana :-)
ReplyDeleteJa tez czymie:)
ReplyDeleteMalgoska, no angolskie podejscie do domu jest inne niz polskie. Protestanci, wiec oszczedzanie i nie popisywanie sie jest w cenie.
Po pierwsze w ciagu zycia mieszka sie w co najmniej kilku domach, wiec nie buduje sie palacu za oszczednosci zycia, zeby sasiadom pokazac.
Po drugie dom jest do mieszkania, a nie tracenia pieniedzy na rachunki. Stad pomieszczenia sa niewielkie, zwlaszcza sypialnie i korytarze.
Jak tak chodze po chalupach, to malo kto ogrzewa caly dom rowno do temp ponad 20 stopni, zwykle jest chlodno, a w pokoju gdzie sie przesiaduje, wlacza sie kominek.
Oglądałam namiętnie 'House doctor' o Ann która picowała domy przed sprzedażą. Ile razy Ann wchodziła do takiego przedpokoju miałam trudności z oddychaniem ;-)
ReplyDeletePrędzej wyobrażam sobie zamieszkanie w zaadoptowanej hali magazynu a'la "Flashdance" ;)
Rozumiem oszczędności w ogrzewaniu i wodzie, gdzieś czytałam o bojlerze na monety. I to mnie nie zadziwia.
.."zaadaptowanej..." ;-)
ReplyDeletei tak uważam że lepiej mieć i cierpieć niż nie mieć wcale. acz to dyskusyjne jest :)
ReplyDeleteciekawe jak Ci w pracy i białej bluzce... ;)
Oki. Przeżyłam :-))))
ReplyDeleteJak zjem to Wam opowiem jak było :-)
Dawa!
ReplyDeleteNiech się aby nie zadławi. My poľsz)czekamy.
ReplyDeleteE!
ReplyDeleteNo właśnie. Chyba poszla nie tylko jeścm ale i pić.
ReplyDeletePfffff.
ReplyDelete