Friday, 3 April 2009

...

Pojedziemy chyba jutro do Grejt Jarmuż, bo zapowiada się, że nie będzie pizgać mokrym z góry. Umówiłam już transport - nieoceniony Osobisty nas zawiezie, odwiezie i jeszcze zdjęcia porobi super wypasionym aparatem, co to dla mnie wygląda jak skrzyżowanie statku kosmicznego z lunetą. Dokumentacja fotograficzna morza i plaży być musi, choć to nie ta plaża i nie to morze, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się nie lubi, jak mawiała moja Maman. I tak to. Dokładnie w dzień przeprowadzki stuknie nam z Dochtorem równe cztery lata. Mamy szczęście do przeprowadzek w dziwne dni. Ostatnio Dochtor zamiast pić wódkę na swoich urodzinach to nosił kartony. Tak wypadło, choj bombki strzelił, choinki nie było. I znowu, zamiast iść na dziękczynną kolację w intencji, że żadne z nas nie ukatrupiło tej drugiej strony - będziem nosić ciężary. Taf szit, jak mawiają Anglicy. Kot polazł na rajzę. Ale wystarczy, że wyjdę na próg i zacznę dyszkantem kiciusiować i zawodzić jak baby w kruchcie - od razu leci z ogonem w górze jak u wiewióra. Straśnie przyjazny zwierz. Zadzwoniłam do tutejszego RSPCA i Battersea i wypytałam, kiedy mogę legalnie Miaurycego zaadoptować. Godzina zero wybije 10-go kwietnia. Od weta nie dzwonili. Papierosy nadal smakują paloną gumą. Obcy obecny i bez zmian. A tak jeszcze z sentymentu. Z tamtego pamiętnego roku 2005 zachowało się tylko jedno zdjęcie. Bo cała reszta wyleciała w powietrze razem z komputerem. Nie ma dokumentacji płomiennego romansu, ani kompromitujących zdjęć, kiedy to Panna S wszędzie wtykała swój obiektyw. I zachowało się jedno, jedyne. Ale jakże znamienne :-)))) Równym krokiem przez życie :-) Kij tam, że szliśmy w kierunku skansenu... :-)))

32 comments:

  1. Znaczy cały dziewiąty i jedna minuta dziesiątego, tak?

    ReplyDelete
  2. Och, za taki właśnie aparat-kosmiczny dałabym wiele:)))A do dziesiątego już tak niewiele zostało.
    Trochę zazdraszczam Ci, że nie masz obaw, iż Miaurycy wróci z brzuchem. Serafina rycy do okna, czasem wręcz zawodzi, ale nie ma zmiłuj, do czasu sterylizacji jej łapa nie dotknie podwórka. Jak znam swoje szczęście, najmniej byłoby 7 sztuk!

    ReplyDelete
  3. Tak, Szeh, tak! Idę tam zaraz s rana i nie ma zmiłuj. Papiery adopcyjne mają wypełnić i już!

    Athina - no mam też TO szczęście, że nie będzie znaczył terenu :-)))
    Wycie jakoś bym może i zniesła, ale smrodu nie za bardzo ...

    ReplyDelete
  4. Grejtjarmut!
    W imieniu drajtonowego domku witajcie w Norfolku!!
    wezcie duzo drobnych po 2pi :)

    ReplyDelete
  5. Mam cały słoik po ogórkach.
    Wystarczy, czy rozmienić oszczędności ???

    :-)))))

    ReplyDelete
  6. A tak jeszcze się szanownych pań zapytam. Ile on ma dostawać saszetek po 100g ? Bo źre niecałe 4 dziennie. Suchego nie tyka już wcale. Rano zjada dwie, po południu jedną i wieczorem tak trochę więcej niż pół. To nie za dużo jest?

    ReplyDelete
  7. Bardzo gustowną torebkę ma Dochtor :-)

    Za dużo wcina MORYŚ (abuehuehuehue).
    Moje jedzą jedną rano i suche cały dzień. Nieźle po Tobie jeździ!
    :-)

    ReplyDelete
  8. Mje w tej chwili lecą wyłącznie na suchej karmie odchudzającej. Zostały zważone i w stosunku do wagi wyznaczona dawnka

    ReplyDelete
  9. Szeh, to nie torebka ino futerał od aparatu panny S :-)))

    To co, nie dawać mu tyle ? On chudy jest, żebra mu sterczą i kości miednicy można wyczuć. Moze go troche odpasę, co?

    ReplyDelete
  10. odpaś ale nei zapaś.
    Twój tak jak moje wychodzi na dwór ,znaczy się moze jeść więcej,bo więcej spala.
    ja dawałam jakieś 2 saszetki na dzień i sucha karma.
    Qle jak Łatek wrócił po tej długiej nieobecnosci to i 3-4 saszetki dziennie jadł.
    Sam sobie to ureguluje.

    ReplyDelete
  11. No mam nadzieję, bo inaczej to mnie zeżre z butami :-)))

    Ja mu nie żałuję, ale wolałabym go nie utuczyć, bo to kastrat przecież.

    ReplyDelete
  12. kastrat kastratem,ale jak moje wychodzą na dwór to normalnie wyglądają:)
    Serio ,widzialam kastraty siedzące ciegiem w domu,moje były naprawdę normalne.
    Ponieważ saszetki drogie są w sumie,to postanowiłam dawać mu - wołową wątrobę.bardzo tanie mieso a Kuba uwielbia.
    Wiesz,2 kg to około 5 zł.Dzielimy to na 300 gramowe porcje i taką jedna porcję,nie zawsze całą zjada na dzień.
    I mam spokój na tydzień - 10 dni.

    ty jesteś kurdupeL? przy Dochtorze przynajmniej;)

    ReplyDelete
  13. Tuv, Dochtor ma prawie 190 cm wzrostu. A ja niecałe 160 :-)))
    Różnica dość spora.

    ReplyDelete
  14. A jeszcze jedno, coś mi się obiło o uszy, że nie należy dawać zwierzakom za dużo wątróbki właśnie. Bo może zaszkodzić.

    Jeszcze to sprawdzę.

    ReplyDelete
  15. podobno ryb kotom nie mozna zbyt duzo dawac...

    ReplyDelete
  16. Ąkróbka=sranko! Fuj! Przerobiłam to z Serafiną. Maciej, były kocur pożerał ze dwa razy w tygodniu i nie działo się nic. On jadł na surowo, Serka obgotowaną i była jazda. W kwestii dopasania kota powiem, że właśnie Serafinie dogadzałam szczególnie, bo żebra i teraz foszy się na suche. Najlepiej by było konsekwentnie, trzy za młodu, potem dwa posiłki dziennie i cześć. Ze psem potrafię, ale te kocie skubańce potrafią mnie podejść lepiej niż własne dziecko i ...w bombki strzeliła konsekwancja, srutu-tutu.

    ReplyDelete
  17. E ? czemu szkodzić?
    Moje od zawsze jadły czasami surowzinę.Normalne nie,kot drapieznikiem jest Czarna = kotka świetnie poluje nie raz ,nie dwa przynosiła i żarła ptaszki;>,to teżsurowe ,do tego pierzaste i tfarde czasem;)

    Dostaej karmę suchą dla kastratów i wątróbkę.

    ReplyDelete
  18. Nie odpowiedziałam na Twoje pytanie, że wątróbka jest niedobra. Generalnie podroby są dla zwierzyny niewłaściwe. W organach tych przetwarzane są wszelakie toksyny, one też są producentami hormonów, przeciwciał, etc. Czworonogi nie mają tak długiego procesora przetwarzania i obróbki danych, co ludzie, dlatego podroby są beeee. Cielęcina i to zadnia jest cacy!

    ReplyDelete
  19. Athina, no właśnie. Jakbyś zobaczyła Zbója rano w akcji "daj michę" to byś się uśmiała i wywaliła do miski ( biała porcelana ze złotym rąbkiem :-))) dwie saszetki od razu. Najpierw przychodzi do łóżka i cicho piszczy, bo miauczenie to jeszcze nie jest. Jak już się ruszę i po omacku lezę w kierunku schodów, to wyprzedza mnie i leeeeci! Po schodach w dół jak rakieta i do kuchni. Stoi przed szafką z żarciem i wtedy to już jest wyraźne MIAU ? No dobra, wyciągam saszetkę, otwieram a kot koncertuje, wspina się na tylne łapki i sprawdza co robię wyciągając się jak może najwyżej.Kiedy rozdrabniam żarcie widelcem to jego miauczenie jest już tak rozpaczliwe,że wydaje się, ze kot zaraz zemrze z głodu, a to wicie się u moich stóp to przedśmiertne konwulsje głodowe.

    I tak mam codziennie rano. Później już tak natarczywie nie prosi o jedzenie.

    ReplyDelete
  20. tuv, a jadła wnętrzności? Bo ja pamiętam kota z dzieciństwa, który myszy przynosił...Bebechy matka sprzątała:)))) Z ryb też, ale z ryb zjadana była ikra i wątróbka, a te "balony" kulały sie po całym domu, jako maskotki:))

    ReplyDelete
  21. Daisy, i tu jesteśmy pogrzebane, własnie w tym punkcie łaszenia się, wyciągania na kuchennych sprzętach, że mi sie należy. Przecież gdyby Ci nagle do kuchni wtargnęło prosię o 7.00 rano, ocierało się o nogi, chrumkało i przeciągało ciało oparłyszy przednie kopytka o szuflady, to byś nie dała???:D

    ReplyDelete
  22. Athina - słucha,jadła wszystko! :)
    naczęściej pod naszym łózkiem;> i zostawiała tylkoi dziób i nózki i kilka piórek.
    AA!A!

    A co do podróbow - ależ oczywiście są niezdrowe ogólnie,dla ludzi takoż.Ale jest tania,Kuba lubi ( Czarna się nie dotyka! ) i odkąd dostał tą surowiznę to nie chce saszetek.
    jak kupowałam 2 kg wątroby to pani mi zaproponowała jeszcze KOŚĆ,jak z wołu.Nie chce pani dla pieska?
    A ja hyhyhy przepraszam,mam tylko KOTKA:)

    ReplyDelete
  23. Ja mam miękkie serce. Przypuszczam, że gdyby do mojej kuchni wtargnęła krowa, to samym trzepotem rzęs nakłoniłaby mnie do działania i poleciałabym rwać buraczane liście :-)))

    Moryś ma zdolności. Powinien zostać negocjatorem.

    ReplyDelete
  24. moje koty przyciągnęły kiedyś małego zajączka a wrabały jego mózg tylko...

    ReplyDelete
  25. tuv, a to łowna i z krwi oraz kości kotecka:))) Moja Serafina też sie na kości porywa, ale akurat w tej materii Mijo (pies) ją zawsze podejdzie i wykiwa:)))))

    Daisy, bo my cienkie Bolki jestemy.

    ReplyDelete
  26. O jezzzuuuuuuu.
    Beata.
    Normalnie te Twoje koty to jak z Milczenia Owiec.

    Ja już o Miaurycym ani słowa nie napiszę, bo zaraz piszecie takie horrory z kotami w roli głównej. Mózg zajączka, piórka, dziobki, pazurki i mysie wątpia. I rybie pęcherze!

    ReplyDelete
  27. Ale żaden nie wsysa wątróbki przez ząbki tak, jak dr Lecter, pfffff!;>

    ReplyDelete
  28. No fakt :-)
    Jak rany Athina,zaczęłam czytać Twojego bloga.Czuję,ze zajmie mi to co najmniej dwa kolejne podejścia.

    :-)

    ReplyDelete
  29. Daisy, po przeprowadzce masło maślane tam jest. Nie pchaj się w to, szkoda czasu:))) Kiedyś posprzątam.
    Tymczasem spac idę, bo mamma mija zapowiedziała zerwanie mnie dziś z łóżka bladym świtem. Dobranoc:)))

    ReplyDelete
  30. Ryb nie powinno się dawać kastratom - to do Beaty. Ryby mają jakieś coś, co źle działa na kastratów nerki. Nie pamiętam co, ale na pewno.
    poza tym rzeczywiście koty jakieś skuteczniejsze są w żebraniu.

    ReplyDelete
  31. Lorenza - no to na szczęscie my raczej nie dajemy.Ale dobrze wiedzieć;)

    ReplyDelete
  32. Lorenza - ryby -wiem- ale w ogóle mało ryb kotom, chyba ze to takie, które mieszkaja w porcie Gdynia, to one wprawione:)

    ReplyDelete