Thursday, 23 April 2009

...

Tom się mogła zdenerwować. Już od grudnia miałam niejasne wrażenie, że bywsza firma okantowała mnie na cacy. Przez 3 miesiące byłam na zwolnieniu lekarskim i wysyłałam L-4 do firmy pocztą. Firma z własnej kieszeni nie płaci, tylko wysyła zwolnienie do urzędu i dostaje się pieniądze od państwa. W pierwszym miesiącu dostałam, w drugim też, po czym w grudniu jakoś mało tej kasy na koncie przybyło. Zadzwoniłam, ale nic nie wyjaśniłam, bo osoba odpowiedzialna za wszystko powiedziała, że wszystko musi dokładnie sprawdzić i że zadzwoni. Czekałam aż do marca na telefon i tak zwane P-45, które jest potrzebne ewentualnemu pracodawcy. Choj mną trzaskał, bo ileż można czekać? Kilka dni temu zadzwoniłam do bywszej firmy,- przygotowałam wyciągi z konta, żeby podać na wszelki wypadek daty i kwoty. I co się okazało ??? Pierdolona firma zgubiła moje ostatnie L-4. Nie ma. Zaginęło w akcji. Podobno w ogóle do firmy nie dotarło. Jasne. Już się rozpędziłam, aby w te brednie uwierzyć. Bałagan w papierach mają tam taki, że trzeba było sprawdzać każdy payslip, bo albo źle policzyli godziny, albo policzyli w/g złej stawki. Już ja znam te gierki Winstona, który na nasze pretensje reagował fochem, że przecież on jest nieomylny, a któremu raz gębę zamknęłam stwierdzeniem, że może ja i z Polski jestem, ale dodawać i mnożyć potrafię. Od tamtej pory moje payslipy były w idealnym porządku. Dziś mało brakowało, a posłałabym mu piętrową wiąchę z życzeniami rychłego przejścia na emeryturę. Trzy stówki w walucie piechotą nie chodzą. Dodatkowo musiałam pójść do przychodni i wyżebrać duplikat L-4. I nie, że dostałam od razu. Jutro powtórka ze spaceru na trasie dom - przychodnia. Jak jeszcze się okaże, że będę musiała za wypisanie duplikatu płacić, to urwę Winstonowi łeb razem z płucami. I nasram mu do środka. Pieprzony sklerotyczny pierdziel. Buty na pocieszenie kupiłam. Takie tam ortopedyczne chorboły. Chamskie. Takie jak lubię. Wyglądam w nich jakbym się z teatru kabuki urwała :-))) Obcasik mają jak krowie kopyto. I jeszcze jedno :-)))) Ja jestem King Bruce Lee karate miś :-)))

16 comments:

  1. Poka! Poka!
    Mnie by się też jakies przydały, a tu się okazuje karta nie działa ;-)

    ReplyDelete
  2. Oki, kopytka wklejone :-)
    One na stopie wyglądają masywniej niż na zdjęciu.

    ReplyDelete
  3. o dżizaaaaas.
    Nie,odpadają kopyta w przedbiegach.Wyglądłabym...wyglądłabym....no nie wiem jak ale na pewno DZIWNIE I WIDOCZNIE:)

    akocio - jak zwykle BOSSSSSKI:)

    a tego pan pana W.przez maszynkę do mięsa ;>

    ReplyDelete
  4. Ja tam lubię takie buty, bo się czuję stabilnie.
    Miaurycy jest piękny i wie o tym :-)

    ReplyDelete
  5. Tuv, miałam parę lat temu jeszcze bardziej kopytowe buty i to były moje ukochane. Płakałam rzewnymi łzami jak musiałam je wyrzucić, bo się nie nadawały do użytku.

    Lorenza, Szeh - :-)))

    Muszę przyznać, że trafił mi się wyjątkowy okaz kota :-)))

    ReplyDelete
  6. No kot sie wrodzil do wlascicielki nie ma sie co czarowac;)
    A zandalki calkiem przydatne moga byc, bo w ciemnej ulicy jakby co, to takim mozna i skutecznie przypierdolic. Na poczatek proponuje wykorzystac jako cwiczenie wstepne z panem W.

    ReplyDelete
  7. kot rządzi. RZĄDZI :)))

    buty w moim typie zdecydowanie. ale ja jestem solidna baba, mi pasują. i marzę o takich w żywym kolorze. ubrałabym się na czarno-biało, i tylko buty kolorowe. marzę tak od 5 lat i jeszcze nie zrealizowałam...

    ReplyDelete
  8. Oj tak ! Przypuszczam, że gwoździe mogłabym wbijać za pomocą tego subtelnego obcasika :-)))

    Kot faktycznie się wrodził. Na początku był przymilny i mruczący, a teraz ma w dupie. Wżenił się do rodziny i nie musi udawać. Promocja się skończyła :-))))

    Ja mam tak samo. Z czasem wrednieję.

    ReplyDelete
  9. Ds, a może właśnie powinnaś zrealizować ? Marzenie w końcu nie jest z gatunku "podróż na księżyc"

    :-)

    Życzę Ci chorbołków w żywym kolorze jak najszybciej :-)

    ReplyDelete
  10. Nie moge się napatrzeć na tego łobuza.

    ReplyDelete
  11. Lorenza mi z ust wyjęła! Własnie weszłam, żeby to napisac!

    ReplyDelete
  12. No, w tych stabilnych laciach możesz w duecie z Miaurycym, on będzie z karata, Ty z kopa;) Ale szczerze, to ja lubię takie landały, do tańca i do różańca.

    ReplyDelete
  13. Dzisiaj poszłam w laciach na lans i powiem Wam - wygodne, że hej.
    Super się w nich chodzi.
    A że chamskie ?
    No cóż. Jaki pan, taki kram :-))))

    ReplyDelete
  14. Jestem tu kosmicznym przelotem, bo mnie zafascynował Twój profil i zdjęcie (Audrey jak żywa!) i pozdrawiam serdecznie. Nie gniewaj się, bo ja kwestię wygody rozumiem doskonale, ale te nowo zakupione buciska do tego Twojego osobistego logo zupełnie nie pasują :(

    ReplyDelete
  15. Oj Kosmito :-)))
    Buciska mogą nie pasować do zdjęcia ale za to pasują do charakteru właścicielki profilu.

    Audrey tez w martensach nie biegała.

    Ale i tak ją wielbię :-)))

    ReplyDelete