Tom się mogła zdenerwować. Już od grudnia miałam niejasne wrażenie, że bywsza firma okantowała mnie na cacy. Przez 3 miesiące byłam na zwolnieniu lekarskim i wysyłałam L-4 do firmy pocztą. Firma z własnej kieszeni nie płaci, tylko wysyła zwolnienie do urzędu i dostaje się pieniądze od państwa. W pierwszym miesiącu dostałam, w drugim też, po czym w grudniu jakoś mało tej kasy na koncie przybyło.
Zadzwoniłam, ale nic nie wyjaśniłam, bo osoba odpowiedzialna za wszystko powiedziała, że wszystko musi dokładnie sprawdzić i że zadzwoni. Czekałam aż do marca na telefon i tak zwane P-45, które jest potrzebne ewentualnemu pracodawcy. Choj mną trzaskał, bo ileż można czekać? Kilka dni temu zadzwoniłam do bywszej firmy,- przygotowałam wyciągi z konta, żeby podać na wszelki wypadek daty i kwoty.
I co się okazało ??? Pierdolona firma zgubiła moje ostatnie L-4. Nie ma. Zaginęło w akcji. Podobno w ogóle do firmy nie dotarło.
Jasne. Już się rozpędziłam, aby w te brednie uwierzyć. Bałagan w papierach mają tam taki, że trzeba było sprawdzać każdy payslip, bo albo źle policzyli godziny, albo policzyli w/g złej stawki. Już ja znam te gierki Winstona, który na nasze pretensje reagował fochem, że przecież on jest nieomylny, a któremu raz gębę zamknęłam stwierdzeniem, że może ja i z Polski jestem, ale dodawać i mnożyć potrafię. Od tamtej pory moje payslipy były w idealnym porządku.
Dziś mało brakowało, a posłałabym mu piętrową wiąchę z życzeniami rychłego przejścia na emeryturę. Trzy stówki w walucie piechotą nie chodzą. Dodatkowo musiałam pójść do przychodni i wyżebrać duplikat L-4. I nie, że dostałam od razu. Jutro powtórka ze spaceru na trasie dom - przychodnia. Jak jeszcze się okaże, że będę musiała za wypisanie duplikatu płacić, to urwę Winstonowi łeb razem z płucami. I nasram mu do środka. Pieprzony sklerotyczny pierdziel.
Buty na pocieszenie kupiłam. Takie tam ortopedyczne chorboły. Chamskie. Takie jak lubię. Wyglądam w nich jakbym się z teatru kabuki urwała :-)))
Obcasik mają jak krowie kopyto.

I jeszcze jedno :-))))
Ja jestem King Bruce Lee karate miś :-)))
Poka! Poka!
ReplyDeleteMnie by się też jakies przydały, a tu się okazuje karta nie działa ;-)
Oki, kopytka wklejone :-)
ReplyDeleteOne na stopie wyglądają masywniej niż na zdjęciu.
o dżizaaaaas.
ReplyDeleteNie,odpadają kopyta w przedbiegach.Wyglądłabym...wyglądłabym....no nie wiem jak ale na pewno DZIWNIE I WIDOCZNIE:)
akocio - jak zwykle BOSSSSSKI:)
a tego pan pana W.przez maszynkę do mięsa ;>
Ja tam lubię takie buty, bo się czuję stabilnie.
ReplyDeleteMiaurycy jest piękny i wie o tym :-)
Cudny jest! :-))
ReplyDeleteA zyndały całkiem git!
Tuv, miałam parę lat temu jeszcze bardziej kopytowe buty i to były moje ukochane. Płakałam rzewnymi łzami jak musiałam je wyrzucić, bo się nie nadawały do użytku.
ReplyDeleteLorenza, Szeh - :-)))
Muszę przyznać, że trafił mi się wyjątkowy okaz kota :-)))
No kot sie wrodzil do wlascicielki nie ma sie co czarowac;)
ReplyDeleteA zandalki calkiem przydatne moga byc, bo w ciemnej ulicy jakby co, to takim mozna i skutecznie przypierdolic. Na poczatek proponuje wykorzystac jako cwiczenie wstepne z panem W.
kot rządzi. RZĄDZI :)))
ReplyDeletebuty w moim typie zdecydowanie. ale ja jestem solidna baba, mi pasują. i marzę o takich w żywym kolorze. ubrałabym się na czarno-biało, i tylko buty kolorowe. marzę tak od 5 lat i jeszcze nie zrealizowałam...
Oj tak ! Przypuszczam, że gwoździe mogłabym wbijać za pomocą tego subtelnego obcasika :-)))
ReplyDeleteKot faktycznie się wrodził. Na początku był przymilny i mruczący, a teraz ma w dupie. Wżenił się do rodziny i nie musi udawać. Promocja się skończyła :-))))
Ja mam tak samo. Z czasem wrednieję.
Ds, a może właśnie powinnaś zrealizować ? Marzenie w końcu nie jest z gatunku "podróż na księżyc"
ReplyDelete:-)
Życzę Ci chorbołków w żywym kolorze jak najszybciej :-)
Nie moge się napatrzeć na tego łobuza.
ReplyDeleteLorenza mi z ust wyjęła! Własnie weszłam, żeby to napisac!
ReplyDeleteNo, w tych stabilnych laciach możesz w duecie z Miaurycym, on będzie z karata, Ty z kopa;) Ale szczerze, to ja lubię takie landały, do tańca i do różańca.
ReplyDeleteDzisiaj poszłam w laciach na lans i powiem Wam - wygodne, że hej.
ReplyDeleteSuper się w nich chodzi.
A że chamskie ?
No cóż. Jaki pan, taki kram :-))))
Jestem tu kosmicznym przelotem, bo mnie zafascynował Twój profil i zdjęcie (Audrey jak żywa!) i pozdrawiam serdecznie. Nie gniewaj się, bo ja kwestię wygody rozumiem doskonale, ale te nowo zakupione buciska do tego Twojego osobistego logo zupełnie nie pasują :(
ReplyDeleteOj Kosmito :-)))
ReplyDeleteBuciska mogą nie pasować do zdjęcia ale za to pasują do charakteru właścicielki profilu.
Audrey tez w martensach nie biegała.
Ale i tak ją wielbię :-)))