Wednesday, 22 April 2009

...

Ta mysz, którą widziałam w kuchni parę tygodni temu objawiła się dzisiaj ponownie. Kot był w ogródku, ja czytałam w sypialni, bycząc się na wyrku. I nagle słyszę, że Miaurycy dostał wściku - bo lata w te i nazad na parterze, jakby mu kto piórko do ogona uwiązał. Bawi się, to niech się bawi - myślę. I nawet by mi w głowie nie powstała myśl o zejściu na dół, gdyby nie to, że usłyszałam charakterystyczny dźwięk. Pisk gryzonia. Włosy mi dęba stanęły, wciągnełam gacie na tyłek i chodu na dół. Patrzę, a Maurycy ma w pysku DUŻĄ mysz i ona mu tak zwisa i tylko ogonem rusza. Zanim zemdlałam, spojrzałam uważniej na ten ogon. To nie był mysi ogon. To był SZCZURZY ogon. Miaurycy ucapił szczurze dziecko i trzymał je w pysku z lekka skonsternowany. Patrzył na mnie i zdawał się mówić "i ho ja teha mam zoić, kuhwa, ho ?" Po czym upuścił łup, a łup dał w długą, całe szczęście wzdłuż ściany, gdzie nie stał żaden mebel. Moryc dorwał go powtórnie, potrzymał chwilę w pysku i wypluł. I ten scenariusz wielokrotnie się powtarzał. A to w kuchni, gdzie o mały włos, a szczur zwiałby za pralkę, pokazując nam soczystego faka, a skończywszy na kącie za telewizorem, gdzie kot, szczur i kupa kabli stworzyły jakże malowniczy widoczek. Zadzwoniłam do Dochtora, ale oczywiście nie odebrał. Zadzwoniłam do Osobistego, który obiecał odsiecz. Szczur w tym czasie zdążył się znów przemieścić do przedpokoju, zintegrowany, poki co, z kocim pyskiem. I znowu - został wypluty z rozmachem i resztką sił pognał przed siebie. Akcja dreszczowca przeniosła się do łazienki. Szczur został w niej zamknęty, a Moryc został pod drzwiami na czatach. Przyjechał Osobisty uzbrojony w pudło po odkurzaczu, inwalidzką kulę i rolkę worków na śmieci. Ja pierdolę. Osłabłam jak to zobaczyłam, ale nic. Worki okazały się nieprzydatne, pudło po odkurzaczu za duże. Przydała się jedynie inwalidzka kula. Przyniosłam z szopy małe pudełko po drukarce. Umieściłam w strategicznym miejscu, zaraz obok suszarki, za którą siedziała ta szczurza bida. Osobisty wypłoszył zwierzątko, które w sekundę znalazło się w pudełku. Do płoszenia użyta była kula, którą Osobisty walił w bok suszarki. "Koniec łowów na dziś" - powiedziałam do kota, który rozwalony na ścieżce w ogródku, zawzięcie mył tylną nogę. Otworzyłam furtkę w płocie i wypuściłam szczurka na wolność. Podyrdał powolutku przed siebie. Mam nadzieję, że żaden inny kot z sąsiedztwa nie dorwie biedaka. Pomimo, że nie lubię gryzoni, to jakoś żal mi się tego szczurzego dziecka zrobiło :-(

24 comments:

  1. kurcze, on sie bawil! one sie zawsze tak bawia, lapia i puszczaja i znowu lapia

    ReplyDelete
  2. Najlepsze jest to, że mnie też by było żal. Taki mały szczurek, a weź.

    ReplyDelete
  3. Lorenza :-)

    No, taki malutki i grubiutki był :-) Dziecko takie. Dobrze, że kot mu większej krzywdy nie zrobił, potłamsił go trochę i ponosił w pysku. Przyjrzałam się mu dokładniej jak siedział już w pudełku - na pierwszy rzut oka to nic mu nie było. Nawet sierść miał uczesaną :-))))

    Beata - ja wiem, że Moryc się bawił, ale pierwszy raz widziałam, żeby zabawka była żywa!

    ReplyDelete
  4. Przepiękne kocie zdanie, przepiękne ;-)))

    ReplyDelete
  5. Małgoś, no tak powiedział. Nie ściemniam :-)))

    ReplyDelete
  6. A!A!A!A!
    ale ja też bym wypuściła i pożałowała.
    W zasadzie żałowałam uż ale nasza psica zagryzła a raczej zamęczyła na śmierć szczura dorosłego.FuJ!

    ReplyDelete
  7. Tuv, no bo po co zabijać ? Mnie wystarczyła jedna akcja Murzynki z drągiem i za rozlew krwi - dziękuję.

    A ten szczurcio taki biedniusi był i jak Morycowi z pyska zwisał, to udawał, że nie żyje.
    Bałam się, że zanim Osobisty przyjedzie, to już po nim będzie.
    Całe szczęście Moryc go nie uszkodził.

    ReplyDelete
  8. Pacz,jaki związek mojej z Twoją notką, tylko bohaterowie inni.
    W ogóle...Przecież nie da się taaak zabić, kryste!

    ReplyDelete
  9. Athina, ja tam jednak stwierdzam, że u mnie przeszło lajtowo :-)

    No nie zabiję stworzenia. Muchę, komara, osę - mogę trzepnąć, pająka już nie. Karaluchów nie było mi dane ubijać to nie wiem.
    Ale mysz, szczurek, - no kuźwa, dlaczego mam ubić ? A co to ja Bóg i władca istnienia jestem ?

    ReplyDelete
  10. Umarlam na serce czytajac, wroce jak bedzie nowa notka. Ja mam kurwa za slabe serce na takie akcje. Ucieklabym z domu, zreszta wiecie, bo pisalam.

    ReplyDelete
  11. Stardust, Ty nie chciałabyś słyszeć tych pisków jakie ja z siebie wydawałam :-)))
    Bałam się jak nie wiem, chociaż tak naprawdę to przecież nie bylo czego.

    Ale takich nieproszonych gości jednak wolałabym już więcej nie oglądać.

    ReplyDelete
  12. myslę, ze ten szczurek odwdzięczy ci się:)

    moj Gapcio często bawi się wlasnie zywymi myszkami i ptaszkami, czasami udaje mi sie uwolnić ptaszki (nie wiem dlaczego tylko ptaszki, może piórek nie lubi?)
    napisz, jak spotkasz swojego szczurka:)

    ReplyDelete
  13. Beata, a jak niby go poznam ???
    Nie uwiązałam mu czerwonej kokardki :-)

    Najlepiej się odwdzięczy nie wchodząc mi w drogę ;-)

    ReplyDelete
  14. kocurek z pewnoscia zostawil znaki rozpoznawcze, niestety, a koakrdka? trza pomyslec natepnym razem...

    masza zbednego laptopa? zapraszam do mnie na bloga

    ReplyDelete
  15. Beata, kot szczurka tylko wymiedlil, ale zadnych krwawych ran mu nie zadal.

    Odpisalam u Ciebie. Niestety - nie moge pomoc :-(

    ReplyDelete
  16. dobrze, że szczurze dziecko poszło w świat ;-)

    ReplyDelete
  17. I teraz mały uratowany szczurek przyjdzie podziękowac z całą swoją rodziną. Z mamą, tatą, babciami, dziadkami, wujkami, ciociami i kuzynostwem :-))))

    ReplyDelete
  18. Szeherezada, napisała jak chciałam ja - umarłam!:)))))

    ReplyDelete
  19. Szeh :-)))

    Oczami wyobraźni zobaczyłam szczurzą rodzinę z taką wieeeelką kartką na której napisano "Thank You"

    O mamo :-))))

    ReplyDelete
  20. A najbardziej zadolony z tego będzie Moryc.
    A propos słonia: czy on reaguje na imię? Bo moje koty reagują jak najbardziej.

    ReplyDelete
  21. Oj, też byłoby mi żal szczurzęcia, zwłaszcza, że ja lubię gryzonie. Miejmy nadzieję, że ta jego wdzięczna rodzinka tylko przyjdzie jednorazowo podziękować, ale się nie wprowadzi. ;-/

    ReplyDelete
  22. też umarłam z kociej wypowiedzi, bardzo wiernie ją zapisałaś ;) i też oczywiście byłoby mi żal szczurka. nie jestem oryginalna nic a nic. idę się upić z rozpaczy ;)

    ReplyDelete
  23. Lorenza - ja na miejscu Moryca to bym nie reagowała na imię. Bo ja do niego mówię "Mysiu" ..........

    No i nie reaguje :-))))))

    Nielot - mogą się wprowadzać pod warunkiem że od 1-go sierpnia :-)))

    Ds - nie pij z rozpaczy bo wtedy szkodzi :-) Pij, bo dobre.
    jak to było ? tanie wino jest dobre, bo jest dobre i tanie :-)))

    ReplyDelete