Wednesday, 29 April 2009
...
Dziewczyny, módlcie się za mnie i za koty. Za koty nawet bardziej, bo ja to najwyżej, z przeproszeniem, ochujeję. Decyzja zapadła. Kotka z kociętami jutro się przenosi do nas.
Dochtor powiedział, że ani dnia dłużej ich u Oksany nie zostawi.
Dziś, po południu zadzwoniła moja znajoma Sophie, że ma chętnych na kotki i czy mogą przyjść zobaczyć maluchy. Poszliśmy tam wszyscy. One dwie i ja z Dochtorem. To, co te dzieci wyprawiają z tymi kociętami przechodzi ludzkie pojęcie. Miętoszą, przyduszają, podnoszą za łebki. Zabierają je kotce podczas karmienia. A Oksana zabrania, zabrania, zabrania. Do usranej śmierci. Bez skutku. Nie dociera do tych rozwydrzonych bachorów. Dochtor siedział cicho, ale ja WIDZIAŁAM jak się w nim gotuje. Para mu szła uszami. Wróciliśmy do domu - ledwie zamknęły się za nami drzwi - pooooszło!
Powiedział, że są dwa wyjścia. Albo bierzemy koty do nas, albo bierzemy dzieci i cichcem je wysyłamy do babci w Rosji. W pudełku z dziurkami.
Przenieśliśmy wszystkie szafy do sypialni. Mały pokój jest pusty. I jest w nim widno i przestronnie. Jutro kupię małą kuwetkę i jedzenie dla maluchów - za tydzień będą już mogły spróbować. Wiem, że będzie ciężko, ale przeżyjemy. Nie ma innej opcji.
Dochtor się łamie. Spodobała mu się ta szara marmurkowa koteczka :-)))
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

Jesoooo, Daisy, jesteście wielcy!!!!! Powodzenia:))))) Oko mi sie zmoczyło.
ReplyDeleteNo to bedziesz miala zlobek:) Gratuluje decyzji.
ReplyDeleteCzasem wizja lokalna lepsza jest od wszelkich zabiegów dyplomatycznych. Trzymam kciuki :-)
ReplyDeletetaaa, dzieci mogą wiele..., gdy miałam jeszcze kiedys u siebie taką fajna szóstke maluchów, to zawsze wywalałam je do ogródka w momencie, kiedy na działke obok przyjeżdżał nowy klient:)
ReplyDeletezawsze rezygnował:) moje dzieciaki uwieszały się na siatce ogrodzenia i wpatrywały w nabywców
tak uchroniłam sprzedaż działki przez 3 lata (ale małpa rolnik mnie nie chciał sprzedać:(. bo powiedział miałabys za duzo )
od roku mam 2 maluchów, działke sprzedano, niestety niefortunnie (może z mojej winy!?) mam za karę sąsiadów którzy mówią do siebie bardzo krwistym, czerwonym mięchem i słychac ich mimo, że nie są za płotem, tylko po drugiej stronie drogi...
no ,no.
ReplyDeleteOj,będzie siedziało.
a i koteczka bardziej mi na szylkretową wygląda ale wiadomo.Prasa kłamie:)
ReplyDeleteTuv - No będzie. Ale jeżeli będziemy uważać, to nie powinno większych jatek. Idę zaraz po utensylia.
ReplyDeleteBeata - w życiu nie kupiłabym działki położonej obok posesji z 6 dzieci, choćby nie wiem jak miłe były. Pisałam już - mam alergię na hałas, a na wrzaski dziecięce w szczegółności. A na takie bezrozumnie postępowanie ze zwierzętami nigdy bym swoim dzieciom nie pozwoliła. Dostały by proste polecenie wyjścia z pokoju i zakaz zbliżania się do kociąt pod groźbą chłosty.
Lorenza - ano :-) jak mu ta mała usiadła na dłoni i powiedziała 'miauuu' to był ugotowany :-)))
Stardust - ja się martwię, że Ty mnie przestaniesz odwiedzać !!!
Bożesztymój :-(
Athina - nie dziękuję za życzenie powodzenia. I nie rycz babo! Zrobiłabyś to samo :-)
Mnie zawsze skóra na dupie cierpnie jak widzę i słyszę, że rodzice dzieciom "zabawki" kupują.
ReplyDeletePałami bym tłukła. Ale to i tak nic nie pomoże.
Jakoś te dwa - trzy tygodnie przebiedujesz. Ja przezyłam parę miesięcy. Trzymam kciuki.
==>Beata: świetny pomysł :-)) Ja bym nawet z auta nie wysiadla! Od razu bym uciekła.
Szeh, Dochtor był bliski rozerwania dzieciarów na strzępy, a on naprawdę spokojnym człowiekiem jest. Ja o sobie nie mówię, bo DAŁAM sobie prawo upominania tychże potworów na okrągło, oczywiście skutkowało na sekundę. Dziw, że bachorków nie zabiłam na miejscu i z premedytacją. Mało brakowało.
ReplyDeletePałami tłuc, żyletkami ciąć i solą posypywać.
Idę po kuwetki. Jak małe już będą u mnie to porobię foty :-)
Daisy-> No co Ty???? ja moze pierdolnieta, ale jeszcze nie calkiem popierdolona:)) Jak moglabym DO CIEBIE nie przyjsc??? toz widzisz ze ja tu o 5:28 bylam, spac karwa nie moge to do Ciebie lece:)))
ReplyDeleteStardust, ale miało być o butach a nie o kotach :-)))
ReplyDeleteA tu jak widać.
Koty są wszędzie.
6 sztuk miaukotów.
O ja cie
Pstrykaj, pstrykaj, posram się tutaj :-)
ReplyDeleteSzeh, wyślę Ci sesesmana jak już zamieszczę, co się masz stresować :-)))
ReplyDeleteNo juuz dawa te zdjęcia.
ReplyDeleteI jeszcze dodam, że pierdyliard razy tu wchodziłam, zeby sobie popatrzeć na Miaurycego na płocie przed sponiewieraniem przez bestyję
Lorenza, jeszcze ich nie mam :-)
ReplyDeleteOksana przyniesie je za jakąś godzinę. Fotki będą dzisiaj. Pokój dziecinny - urządzony :-))))