Wednesday, 8 April 2009
...
Dzisiaj jest dobry dzień. Najlepsza Przyjaciółka ma urodziny. Z wiadomych względów nie możemy ich spędzić razem, sztuki teleportacji jeszcze nie opanowałam, a Szkocja trochę za daleko, niestety.
Znamy się z Najlepszą, zaraz, ile to już ? Nie wierzę, ale 25 lat. I przez ten czas przeszłyśmy wiele etapów - od zwykłej, szkolnej znajomości, poprzez przyjaźń, aż do siostrzanej niemalże miłości. Bo ja tą moją Najlepszą kocham. I się tego nie wstydzę.
Pamiętam, przyszłam po wakacjach do zupełnie nowej dla mnie klasy. I już pierwszego dnia zwróciłam uwagę na wysoką, szczupłą dziewczynę, z włosami koloru starego złota i oczami, które wydawały się tak wielkie, że aż nierealne. Obserwowałam ją z daleka, widać było na pierwszy rzut oka, że nie lubi towarzystwa, że trzyma się z daleka od klasowych trzpiotek-idiotek, które swoim babskim jazgotaniem wyprowadziłyby świętego z równowagi. Ucieszyło mnie to. Obie odstawałyśmy od reszty - ona z wyboru, ja z konieczności, bo status Nowej sprawiał, że cała ta reszta wiała ode mnie jak od zarazy.
Kiedyś traf sprawił, że wracałyśmy razem ze szkoły. Okazało się, że mieszkamy 200 metrów od siebie. W sąsiednich blokach. Coś zaiskrzyło. Zaczęłyśmy spotykać się po szkole, ale Najlepsza nie mogła często przyjmować koleżanek. Jej matka była ciężko pracującą kobietą o zszarganych nerwach, a Najlepsza, jak się okazało, miała kilkoro rodzeństwa. Jej siostry były starsze, ale to nie przeszkadzało nam w rozmowach i spijaniu hektolitrów herbaty.
A my z Najlepszą stawałyśmy się sobie coraz bliższe. Ona uciekała do mnie od nerwówki i humorów matki, od męczącej czasami obecności sióstr. Strzelały nam do głowy różne pomysły. W pewną Wigilię, w nocy - ulepiłyśmy całą rodzinę bałwanów na skwerze przy naszej ulicy. Najlepsza zgubiła wtedy zegarek, który następnego dnia znalazła. Nie wiem jakim cudem, bo śniegu było zatrzęsienie, ale pamiętam jak się wtedy cieszyła.
Przeniosłam się do innej szkoły. Nadal spotykałyśmy się, ale nie tak często. Jej siostry nadal wpadały do mnie na herbatę i wróżby z kart, które serwowała im moja Mama.
Po maturze Najlepsza wyjechała ze swoim chłopakiem do Londynu. Udało im się dostać wizy studenckie i pracę. Długo do mnie nie pisała. Od jej siostry dowiedziałam się, że wkrótce będzie miała dziecko, że nie planują powrotu. Napisałam do niej. Dostałam wiadomość, że urodził im się syn. Dziesięć lat później, kiedy porządkowałyśmy moje papiery pokazałam jej ten ozdobny druczek "we have a baby boy" - nie mogła uwierzyć, że wciąż go mam.
Nasze drogi splatały się i rozplatały. Była przy mnie, kiedy umierała moja Mama, a mój Ex-Pierwszy wypiął się dupskiem na moją rozpacz. Byłam z nią, kiedy ciężko przeżywała swoje rozstanie z mężem i rozwód. Wypiłyśmy razem niejedną butelkę czerwonego wytrawnego. Przegadałyśmy niejedną noc. Wisiałyśmy na telefonie przez długie godziny, kiedy dopadały nas problemy. Była moim świadkiem na ślubie z Osobistym. Jeździłyśmy razem na wakacje i widzę ją, długonogą, gdy goni własnego syna, z bojowym okrzykiem " synu, bo Cię zniszczę!" Mamunia - terminator. Silna kobieta. Nadal śliczna jak z obrazka, pomimo upływu lat i niełatwego życia.
Zawsze w moim sercu. Najlepsza.
Kocham Cię Siostro :-)
I muszę jeszcze coś dopisać. Obraz Najlepszej, niosącej swe szkła kontaktowe w dwóch kieliszkach po wódce z imprezy do domu - bezcenny :-)))
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

No to najlepszego!
ReplyDelete:-)
;))) !
ReplyDelete:-)
ReplyDeleteTo jest jedyna kobieta, która na moje życzenia wyrażone wierszem: "pomimo Twego wieku podeszłego, życzę Ci stara ruro najlepszego" nie odkłada słuchawki, tylko ryczy homeryckim śmiechem :-)
no to ona zna Józefa,beczka soli itepe.Chołubić jako ten klejnot cza:)
ReplyDeleteToteż tak właśnie robię :-)
ReplyDeleteŻałuję, że nie mieszkamy bliżej siebie, dlatego tak liczyłam na tą Szkocję, w kwestii specjalizacji Dochtora.
No ale się nie udało.
I ode mnie wszystkiego najlepszego.
ReplyDeleteMnie życzenia też możesz skladać w ten sposób :-)
Fajnie ze masz kogos takiego - Specjalnego - w swoim zyciu:)
ReplyDeletePozdrawiam z deszczowego Oregonu
ania
Lorenza => o te życzenia wierszem Ci chodzi ??? Bo ja mogę i peana na cześć Ci napisać jak mię zeprze :-))))
ReplyDeleteAnia => Odpozdrawiam z niedeszczowego Kentu :-)
Poszłaś już do weta?
ReplyDelete:-)
Nie, jeszcze nie. Mam przyjść po połedniu :-)))
ReplyDeleteNa razie siedzę w piżamie i kawę przed kompem piję, tonąc w Towarach i NIE PALĄC :-))))
To ja dalej trzymam kciuki :-)
ReplyDeletejak tylko sprawę z Miaurycym załatwię, to dam cynk :-)
ReplyDeletePóki co, modły i afirmacje jeszcze wskazane :-)
Napisz mi peana, bardzo potrzebuję wzmocnienia i wyrazów ;-)
ReplyDeletePeana mogę napisać, czemu nie. Teraz, czy na urodziny?
ReplyDelete:-))))
Daisy dawa tera, na urodziny napisze osobno :)))
ReplyDeleteSię robi.
ReplyDeleteZara będzie :-))))
Jest już JAKBY po południu. Całe osiemnaście minut...Zapomniałam, że na wyspach jest inna godzina.
ReplyDeleteTo ja może pójdę i się czymś zajmę.
Maleńka wzrostem jest
ReplyDeleteLecz duch w niej nie zanika
Umie walczyć jak lew
Lorenza Magnifica
I cięte pióro ma
A język jak ta żmija
Gdy chłoszcze batem słów
Nikogo nie omija
A wielbicielek tłum
Od rana na Rzygacze
Jak stado wilków gna
Gdy notki brak - to płacze
Niejedna czytelniczka
Z zazdrości jest zielona
Pisze własnego bloga...
Lorenzy nie pokona
I choć ma tą nadzieję
Ze blog jej wiele znaczy
Kudy mu do Towarów!
Kudy mu do Rzygaczy!
I często się przydarza
że serce jej zapika
Gdy przemknie w komentarzach
Lorenza Magnifica :-)))
Proszę bardzo.
Pośledni ten pean ale kruca bomba - mało casu :-)))
Szeh, mam być tam o mojej 15.00 :-)))
ReplyDeleteSpoko. U mnie dopiero 11.30 :-)))
Daisy: :)))))
ReplyDeleteJa to biere i kopijuje, yebz miec na pamiatke i we portfelu bede se nosic i powiesye sa nad łóżkiem!
Lorenza => :-)))))))
ReplyDeleteProszę uprzejmie, Pani weźmie i kopiuje. Pani nawet nie wie, jaka się czuję doceniona :-))))
Najlepszego dla Najlepszej!!
ReplyDeleteJa tez bym kciala peana, bo ja zazdrosna jestem lokrutnie:P, ale z moim peanem mozesz se poczekac do 10 czerwca;)))
A Lorenzie napisala prowde prowdzisto, ino coby sie Lorenzie nie poprzewracalo w glowie;)
Tak jak Witkacy miał firmę portretową, tak ja otworzę firmę peanową :-))))
ReplyDeleteI będę dawać upust swoim grafomańskim zapędom. I jeszcze każę sobie za to płacić :-)))
Dla znajomych - peany gratis.
Na biurku se połozyłam i PRACUJĘ Z DOKUMENTEM :)))
ReplyDeleteJa chcę peana na 1 lipca! Albowiem z inżynierem Karwowskim świętowac będę :-)
ReplyDeletePoszłam i się zajęłam. Jakoś SZCZYMIĘ do mojej 16-tej...
Lorenza - naprawdę wydrukowałaś???
ReplyDeleteO matkobosko :-)))
Szeh, dobra, wysuszę łeb, walnę se barwy wojenne i pójdę tam teraz :-)))
Pean na 1-go lipca. Notuję w kajeciku :-)))
Ach, no i pean dla Stardusta na 10-go czerwca :-)))
ReplyDeleteOpędzić się nie można od tych zamówień :-)
Wykazalas talent to teraz sa skutki:))
ReplyDeleteDaisy: wydrukowałam w dwóch egzemplarzach :-)
ReplyDeleteKurna, no to jestem sławna
ReplyDeleteDrukują mnie w egzemplarzach
I zemdlała.
:-)))
to ja się nauczę na pamięć!
ReplyDeletePiękne. Nie mogę się przestać uśmiechać, dobrze że mam uszy :))))
ReplyDelete