Saturday, 4 April 2009
...
Musieliśmy zmienić plany. Dochtor pojechał się testować do Londynu, a ja obudziłam się z tak silnym bólem głowy, że bałam się otworzyć oczy. Zażyłam jakiegoś procha, teraz siedzę i kiwam się jak proszalny dziad. Do kompletu dostałam uprzejmy list od potencjalnego pracodawcy, że jednak nie zaproszą mnie na rozmowę. Kij im w oko, widły w plecy. Nie wiedzą co tracą. Ale zawsze to niemiło zaczęty dzień.
No cóż, nie zawsze jest 1 maja.
Idę dogorywać.
A i jeszcze cykl z kamerą wśród zwierząt. Polowanie na mrówkę.
Kota zahipnotyzowało na amen.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

Daisy se przyłoży Maiurycego do głowy, niech wyciągnie zarazę bolączkę.
ReplyDeleteSiedzi w ogródku łajza. A mnie po zeżartym proszku jakby lepiej.
ReplyDeleteNie mam siły na nic, a szczególnie jak widzę stertę prasowania to słabnę jeszcze bardziej.
Ale dziękuję Lorenzie za radę :-)
migrene trza odespac:)
ReplyDeleteBeata, u mnie jak w tym dowcipie:
ReplyDelete"Migrenę to może mieć królowa angielska, a ciebie to po prostu łeb napierdala :-)))"
Już mi przeszło. To nie była migrena - całe szczęście nie jestem na migreny podatna :-)
no, patrz, a wydawałoby sie blekitna krewa
ReplyDeleteHerb się gdzieś tam po piwnicach poniewiera, ale żem zubożała szlachta to i migren nie miewam.
ReplyDeletePrzez te wieki to tyle tam mezaliansów było, że krew nabrała zdrowej barwy :-)))
A!A!A!
ReplyDeletemasz kapę/kołdrę w te one co to kiedyś wózki takei sprzedawałam dziecięce:)))
A migrena to nie mogrena ino napierdalanie globusa było?
eeeee,może warto odświerzyć herb? :)
Tuv :-))))
ReplyDeleteTa pościel ma 12 lat :-))))) Szmata nie do zdarcia, nawet kolory nie spłowiały. Nie wyrzucę, bo ją bardzo lubię.
A dlaczego miałabym odświeżać herb?
Gdzieś tam po mieczu jest, to niech jest. Nie przeszkadza mi to, ale też nie jest jakimś szczególnym powodem do dumy :-)))
nie do dumy, do chwalenia sie:)
ReplyDeleteBeata, ale po kiego grzyba się tym chwalić ?
ReplyDeleteCo mi to da?
Zapewni mi to ludzki szacunek, bom szlachta? Ludzie mnie pokochają bardziej i będą mi czyścić buty ?
:-))))))
Po przodkach została srebrna papierośnica z monogramem. Czasem na nią patrzę i wyobrażam sobie gdzie była i co widziała :-)
papierosnica! matkobosko! klejnot rodzinny, zaczarowany pierscien, tajemniczy ogrod!
ReplyDeletePS
Londek lezy na ziemi kłodzkiej pomiędzy Górami Złotymi a Krowiarkami w dolinie rzeki Białej Lądeckiej, 25 km na południowy wschód od Kłodzka na terenie przynależnym geograficznie do Sudetów Południowo-Wschodnich.:)
Beata, a ta lokalizacja Lądka to jakaś sugestia ??? :-)))))
ReplyDelete" Nie ma takiego miasta Londyn. jest Lądek. Lądek Zdrój" :-)))
Dokładnie tak!
ReplyDeleteLece do wanny, wpadne tutaj kolo 22.30 mojego timesa:)
ReplyDeletepowinno być 21.30 na dole komentarza....
ReplyDeleteA ja idę do wyra z ksiażką.
ReplyDeleteJutro będzie lepszy dzień :-)
Łomatko, toś Ty w podobnym stanie, co mój tatuś. Tyle, że on ma wirusa, a Ty globusa. Jednakowoż krew błękitna ta sama, czym szczyci się tatuś bez potwierdzenia.
ReplyDeleteJeśli chodzi o prasowanie, zawsze było to mą solą w oku. Składałam ze trzy pranka w koszu, jak się wylewało, a ja nadal nie mogłam się zebrać, by sie w końcu za to wziąć, zaś w szafach brakowało na bieżąco, dokonałam reformy. Pranko składam na półeczki, pierdolę, nie prasuję. Rano se staję, strzelam kreację Miśce, sobie i kosztuje mnie to mniej czasu, niż te fochy, bluzgi, to ślęczenie na dechą... No nienawidzę prasować i na raz masy nie zniesę!
Życzę powrotu do formy.
Bardzo trudno zlapać mrówkę :-)
ReplyDeleteAthina, ja też większości rzeczy nie prasuję. Moją zmorą są koszule Dochtora. Codziennie musi być świeża i wyprasowana, plus spodnie, takie jak od gangu, kurwasz! Takie wymagania w szpitalach. Lekarz w koszuli, pod krawatem. Pojebało ich. Bo podobno na fartuchach i tych lekarskich ubrankach siedzi więcej bakteriów.
ReplyDeleteLorenza - ta mrówka nawet widoczna na zdjęciu jest. Nad słoniem :-)))
Daisy-> A te koszule i portki to nie moze se Dochtor zanosic do dry cleaners? Wspanialy tak robi i jeszcze prosi o "double starch". No ja bym ocipiala jakbym miala sie nad tym pastwic w domu.
ReplyDeleteA tak to leci w sobote i przynosi wszystko sztywne na wieszakach jak sztachety w plocie. Ja juz chyba nawet nie umiem uprasowac meskiej koszuli.
Widzę mrówkę :-)
ReplyDeleteO prasowaniu nie wiem nic, skupiam sie raczej nad tym co wyszarpnąc spod żelazka ;-)
Stardust - no pewnie mógłby. Ale najbliższe na tym zadupiu jest w supermarkecie pod miastem. Kawałek drogi. Nie mamy samochodu :-)))
ReplyDeleteJeszcze pół biedy, jak koszula z krótkim rękawem, ale te z długim i mankietem podwójnym na spinki, to jakiś horror jest.
Jak obczaję jakiegoś drajklinera w Yarmouth, to nie ma zmiłuj. Koszule do pralni, a ja na szezlong :-)))
Szeh -> bo Ty się masz dobrze z Szeherezadowym. Dochtor nie wie, którą stroną żelazko odwrócić :-)))
Wybrakowany egzemplarz się trafił i co poradzę ? :-)))))
Daisy-> No to biednas. Jak najszybciej musisz sie przeprowadzic do jakiejs cywilizacji:))
ReplyDeleteSze-> Mialam kiedys takiego "starajacego" na etacie, co to kochal prasowac i liczyl na to, ze mu sie uda wprasowac w moje zycie. Niestety poza prasowaniem jakos mnie malo rajcowal:)
rany ak ja nie lubięprasować !!!
ReplyDeletei w zasadzie tego nei robię.X-men sam sobie prasował koszule wg potrzeby i spodzień do gagnu.No ja czasami;)