Saturday, 4 April 2009

...

Musieliśmy zmienić plany. Dochtor pojechał się testować do Londynu, a ja obudziłam się z tak silnym bólem głowy, że bałam się otworzyć oczy. Zażyłam jakiegoś procha, teraz siedzę i kiwam się jak proszalny dziad. Do kompletu dostałam uprzejmy list od potencjalnego pracodawcy, że jednak nie zaproszą mnie na rozmowę. Kij im w oko, widły w plecy. Nie wiedzą co tracą. Ale zawsze to niemiło zaczęty dzień. No cóż, nie zawsze jest 1 maja. Idę dogorywać. A i jeszcze cykl z kamerą wśród zwierząt. Polowanie na mrówkę. Kota zahipnotyzowało na amen.

24 comments:

  1. Daisy se przyłoży Maiurycego do głowy, niech wyciągnie zarazę bolączkę.

    ReplyDelete
  2. Siedzi w ogródku łajza. A mnie po zeżartym proszku jakby lepiej.
    Nie mam siły na nic, a szczególnie jak widzę stertę prasowania to słabnę jeszcze bardziej.

    Ale dziękuję Lorenzie za radę :-)

    ReplyDelete
  3. Beata, u mnie jak w tym dowcipie:

    "Migrenę to może mieć królowa angielska, a ciebie to po prostu łeb napierdala :-)))"

    Już mi przeszło. To nie była migrena - całe szczęście nie jestem na migreny podatna :-)

    ReplyDelete
  4. no, patrz, a wydawałoby sie blekitna krewa

    ReplyDelete
  5. Herb się gdzieś tam po piwnicach poniewiera, ale żem zubożała szlachta to i migren nie miewam.
    Przez te wieki to tyle tam mezaliansów było, że krew nabrała zdrowej barwy :-)))

    ReplyDelete
  6. A!A!A!
    masz kapę/kołdrę w te one co to kiedyś wózki takei sprzedawałam dziecięce:)))

    A migrena to nie mogrena ino napierdalanie globusa było?
    eeeee,może warto odświerzyć herb? :)

    ReplyDelete
  7. Tuv :-))))
    Ta pościel ma 12 lat :-))))) Szmata nie do zdarcia, nawet kolory nie spłowiały. Nie wyrzucę, bo ją bardzo lubię.

    A dlaczego miałabym odświeżać herb?
    Gdzieś tam po mieczu jest, to niech jest. Nie przeszkadza mi to, ale też nie jest jakimś szczególnym powodem do dumy :-)))

    ReplyDelete
  8. nie do dumy, do chwalenia sie:)

    ReplyDelete
  9. Beata, ale po kiego grzyba się tym chwalić ?
    Co mi to da?
    Zapewni mi to ludzki szacunek, bom szlachta? Ludzie mnie pokochają bardziej i będą mi czyścić buty ?

    :-))))))

    Po przodkach została srebrna papierośnica z monogramem. Czasem na nią patrzę i wyobrażam sobie gdzie była i co widziała :-)

    ReplyDelete
  10. papierosnica! matkobosko! klejnot rodzinny, zaczarowany pierscien, tajemniczy ogrod!


    PS
    Londek lezy na ziemi kłodzkiej pomiędzy Górami Złotymi a Krowiarkami w dolinie rzeki Białej Lądeckiej, 25 km na południowy wschód od Kłodzka na terenie przynależnym geograficznie do Sudetów Południowo-Wschodnich.:)

    ReplyDelete
  11. Beata, a ta lokalizacja Lądka to jakaś sugestia ??? :-)))))

    " Nie ma takiego miasta Londyn. jest Lądek. Lądek Zdrój" :-)))

    ReplyDelete
  12. Lece do wanny, wpadne tutaj kolo 22.30 mojego timesa:)

    ReplyDelete
  13. powinno być 21.30 na dole komentarza....

    ReplyDelete
  14. A ja idę do wyra z ksiażką.
    Jutro będzie lepszy dzień :-)

    ReplyDelete
  15. Łomatko, toś Ty w podobnym stanie, co mój tatuś. Tyle, że on ma wirusa, a Ty globusa. Jednakowoż krew błękitna ta sama, czym szczyci się tatuś bez potwierdzenia.

    Jeśli chodzi o prasowanie, zawsze było to mą solą w oku. Składałam ze trzy pranka w koszu, jak się wylewało, a ja nadal nie mogłam się zebrać, by sie w końcu za to wziąć, zaś w szafach brakowało na bieżąco, dokonałam reformy. Pranko składam na półeczki, pierdolę, nie prasuję. Rano se staję, strzelam kreację Miśce, sobie i kosztuje mnie to mniej czasu, niż te fochy, bluzgi, to ślęczenie na dechą... No nienawidzę prasować i na raz masy nie zniesę!
    Życzę powrotu do formy.

    ReplyDelete
  16. Athina, ja też większości rzeczy nie prasuję. Moją zmorą są koszule Dochtora. Codziennie musi być świeża i wyprasowana, plus spodnie, takie jak od gangu, kurwasz! Takie wymagania w szpitalach. Lekarz w koszuli, pod krawatem. Pojebało ich. Bo podobno na fartuchach i tych lekarskich ubrankach siedzi więcej bakteriów.

    Lorenza - ta mrówka nawet widoczna na zdjęciu jest. Nad słoniem :-)))

    ReplyDelete
  17. Daisy-> A te koszule i portki to nie moze se Dochtor zanosic do dry cleaners? Wspanialy tak robi i jeszcze prosi o "double starch". No ja bym ocipiala jakbym miala sie nad tym pastwic w domu.
    A tak to leci w sobote i przynosi wszystko sztywne na wieszakach jak sztachety w plocie. Ja juz chyba nawet nie umiem uprasowac meskiej koszuli.

    ReplyDelete
  18. Widzę mrówkę :-)
    O prasowaniu nie wiem nic, skupiam sie raczej nad tym co wyszarpnąc spod żelazka ;-)

    ReplyDelete
  19. Stardust - no pewnie mógłby. Ale najbliższe na tym zadupiu jest w supermarkecie pod miastem. Kawałek drogi. Nie mamy samochodu :-)))

    Jeszcze pół biedy, jak koszula z krótkim rękawem, ale te z długim i mankietem podwójnym na spinki, to jakiś horror jest.

    Jak obczaję jakiegoś drajklinera w Yarmouth, to nie ma zmiłuj. Koszule do pralni, a ja na szezlong :-)))


    Szeh -> bo Ty się masz dobrze z Szeherezadowym. Dochtor nie wie, którą stroną żelazko odwrócić :-)))

    Wybrakowany egzemplarz się trafił i co poradzę ? :-)))))

    ReplyDelete
  20. Daisy-> No to biednas. Jak najszybciej musisz sie przeprowadzic do jakiejs cywilizacji:))

    Sze-> Mialam kiedys takiego "starajacego" na etacie, co to kochal prasowac i liczyl na to, ze mu sie uda wprasowac w moje zycie. Niestety poza prasowaniem jakos mnie malo rajcowal:)

    ReplyDelete
  21. rany ak ja nie lubięprasować !!!
    i w zasadzie tego nei robię.X-men sam sobie prasował koszule wg potrzeby i spodzień do gagnu.No ja czasami;)

    ReplyDelete