Tuesday, 28 April 2009

...

Ja wiem, że Stardust ma dość kotów, ale muszę zamieścić jedno zdjęcie. Niestety, w pełnym rozmiarze, bo o pewien szczegół chodzi. Proszę poszukać karmnika dla ptaków. Znajduje się tam niezły ptaszek. Rzekłabym nawet - NIEBIESKI :-))) Trzeba zdjęcie dość mocno powiększyć. -------------------------------------------------------------------------------------- Zmartwiłam się. Raczej nic z tej kociej adopcji nie będzie. Mogę ewentualnie popytać Osobistego, albo znajomych, kto mógłby kotkę przechować, a ja płaciłabym za jej utrzymanie i szukałabym dla niej i kociaków domu. Wióry dzisiaj leciały z Moryca :-( A tak wygląda ta zgaga :-) A tu bidny Moryc, jeszcze przed sponiewieraniem. Apdejt: Rozmawiałam z Oksaną. Widziała rano z okna, jak się koty prały w ogrodzie. Problem niejako sam się rozwiązał, bo jak się okazało, dziś się dowiedziała, że póki co, z wyprowadzki nic nie wyjdzie. Kotki na razie zostają u niej. A ja myślę, żeby wziąć jedną kociczkę. Szarą marmurkową. Muszę przekabacić Dochtora :-)

40 comments:

  1. ona dzieci pilnuje, potem sie jej odmieni:) jeszcze go zechce :) daj jej szanse!

    ReplyDelete
  2. Beata, bardzo bym chciała. Ale nie kosztem Moryca. Ja nie mam możliwości totalnego odseparowania ich od siebie. A przebywanie pod jednym dachem to byłby stres i dla niej i dla niego też. Przypuszczam, że gdyby kocięta zostały przeniesione do mnie, to kotka dostałaby jeszcze większej furii.

    ReplyDelete
  3. Rzeczywiście, na oazę spokoju i łagodności to ona nie wygląda. Ale moim zdaniem ta bojowość troche jej siądzie jak
    odchowa młode
    zostanie wysterylizowana.
    Koty wprawdzie są terytorialne, ale to terytorium moim zdaniem jakoś podziela miedzy siebie.

    ReplyDelete
  4. Zgaga z niej, nie?
    Lorenzo ja już Ci w mailu napisałam, ale tu powtórzę - mogłabym dla niej przeznaczyć jeden pokój. Moze to jest jakieś wyjście.

    Ona teraz bardzo broni swojego terytorium, przez kociaki wlasnie.
    A to jeszcze 2 mce zanim one pójdą do ludzi.

    ReplyDelete
  5. o jaka śliczna tricolorka! to nigdy nie są łatwe decyzje. miałam znajomą której się nie udało nijak dogadać dwóch kotów. próbowała wszystkiego, latami, musiała w końcu jednego oddać. a jeszcze ta jest młodą matką, to już w ogóle...

    ReplyDelete
  6. Ds, Moryc jest raczej spokojnym kotem, jest jej ciekaw, ale pierwszy jeszcze nie zaatakował, chociaż się na nią czaił. Ona jest od niego mniejsza, dużo mniejsza - ale jak wpadnie w szał, to Moryc nie ma szans.

    Wiem, że czasem koty nie dochodzą między sobą do porozumienia, Szeh też miała taki problem ze Słąkiem i Rudusiem :-( Moja przyjaciółka, ktora hoduje maine-coony ma identyczny kłopot z kotką i kocurem - kiedy kotka ma młode, to musi byc zamknięta w pralni, bo Umbro jak Moryc - wróg numer jeden.

    Szlag, cholera, ze ja nie mam garażu z oknem :-(

    ReplyDelete
  7. Ja mam niedobre doświadczenia.
    Uważam, że dobrze zrobiłaś rezygnując z adopcji kocicy z dziećmi.
    To naprawdę dobra decyzja.

    ReplyDelete
  8. O właśnie, teraz doczytałam.
    Nie ma co. Szukaj im dobrego domu.

    ReplyDelete
  9. Szeh, ale co teraz ? Oksana ich nie zatrzyma. Muszę z nią porozmawiać.
    Cholera jasna i psiakrew.

    ReplyDelete
  10. Nie wiem, nie wiem, nie wiem.
    Daj znak wetowi, że będzie mała kotłownia do adopcji, że matka jest do adopcji. Do sierocińca zadzwoń.

    ReplyDelete
  11. a może są jeszcze jacyś bezkotni sąsiedzie w okolicy?

    ReplyDelete
  12. Osobisty też mi radził sierociniec. Porozmawiam z Oksaną i wyjaśnię, dlaczego plan przestał być aktualny. Po dzisiejszej jatce nie mam wątpliwości - któremuś kotu stałaby się krzywda.

    Cholerny świat.

    ReplyDelete
  13. Lorenzo - sąsiedzi są w większości zapsieni. Niestety.

    Pies sąsiadki poluje na Moryca, za płotem z drugiej strony mam kolejnego psa, a z prawej wściekliznę kocią :-)))

    Jak się nie odwrócisz, dupa zawsze z tyłu.

    ReplyDelete
  14. Ale ta koteczka (nie mówiąc juz o jej małych) kwalifikuje sie jak najbardziej do adopcji. Nie pamiętam co tam w Anglii działa - jakieś RSPCA czy jak go tam? Albo w tym nowym miejscu, do którego macie sie przenieść?

    ReplyDelete
  15. Lorenzo, tak RSPCA. Mam oddział niedaleko. I to musi być tu, bo przeprowadzka dopiero w sierpniu, co mi problemu nie rozwiązuje.

    ReplyDelete
  16. Fajny pomysł :-) Mnie się wydaje, że Moryc jest pkojowo nastawiony, stosunkowo nieinwazyjny, więc powinno być dobrze.

    ReplyDelete
  17. Lorenzo, popatrz na najnowsze zdjęcie :-)))
    Ja się w tradycyjne gacie zlałam.
    Pomysłowość kotłowni nie zna granic ni kordonów :-)))

    ReplyDelete
  18. A to ci Miaurycy dopiero:) A te niebieskie ptaszki sa cudne, do mnie takie przylatuja srana i czerwone kardynaly tez.

    ReplyDelete
  19. Stardust, a zerknij raz a dobrze :-)))

    W karmniku siedzi KOT :-)))))

    Franca pomysłowa, do stołówki przyszedł :-))))

    ReplyDelete
  20. Ja pierdykam!!! Nie chcialo mi sie powiekszac zdjecia:) Dopiero teraz to zrobilam:))))

    ReplyDelete
  21. No właśnie :-))))
    Ja żałuję, że nie mam lepszego aparatu - mój nie ma takiego zoomu :-(

    Kot klasyka - jak z kreskówki. Mogł się jeszcze za Tweetiego przebrać :-))))

    ReplyDelete
  22. aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    co tam siedzi?!?!?!
    ja pierdzielę KOT ?!?

    ReplyDelete
  23. a propo kotów.
    My miliśmy gigantyczny problem jak Czarna miała młode.Tępiła ówczesnego łaciatego tak że wióry szły a kocisko trzy razy odeń większe.
    I to nei przechodzi.Koteczka pamietała gdzie i w ktorym pokoju miała to młode i broniła przez kilka lat jak niepodległości.Ta uraza do kocurów została jej na zawsze i przeniosla się na KUbusia.
    Szans nie ma że się zgodzą.tak myślę sobie.

    ReplyDelete
  24. Tuv :-))))

    Kot. Duże, szare kocurzysko.
    On tu się plącze po okolicy i mam podejrzenia, że jest ojcem tych małych. Kolor pasuje :-)))

    ReplyDelete
  25. Ja się na małym od razu domyśliłam o co kaman. No użwya mózgu zgodnie z przeznaczeniem, nie? Bez sudoku i klrzyżówek.

    ReplyDelete
  26. jak moj Gapcio, zupelnie, on tam cos wcina, czy po prostu czeka na ptaszki?

    ReplyDelete
  27. Nie mam pojęcia, Bea :-)
    Za daleko było, nie widziałam dokładnie. Z okna go przyuważyłam.

    :-)

    Lorenza - ale cfaniak, nie ?

    ReplyDelete
  28. To ci ptaszek dopiero ;-) Widziałam takie cwaniaki już. Poza tym idealne miejsce, żeby stuknąć ptaszka. Sam przyleci, nie?

    Jestem za drugim kotem.Kociczka jest mała, więc luz. Nie powinno byc wiekszych problemów a radości i smiechu będzie od cholery. I Moric będzie miał towarzystwo :-)

    ReplyDelete
  29. Kurczę :-( Rozmawiałam już z Dochtorem i on nie chce drugiego kota :-((((
    Nie wiem, będę go urabiać, ale kiepsko to widzę :-(((

    ReplyDelete
  30. Dwa koty to żadna róznica i żaden problem. Naprawdę. Tylko ten drugi to musi byc młody.
    Lepiej się chowają, razem wariują i WOGLE.
    Dochtór mięknij, mówię Ci :-)

    ReplyDelete
  31. Ja się dopisuję do tego, co napisała koleżanka przedmówczyni. Dwa koty to dokładnie taki sam kłopot jak jeden kot, za to uciechy dużo więcej.

    ReplyDelete
  32. Powoli Dochtora urabiam :-)
    Nie wiem czy to będzie ta kicia od Oksany, czy inna, bo przy zamieszaniu z przeprowadzką i tak będziemy mieć niezły zajob, ale już, już się prawie zgodził :-)

    ReplyDelete
  33. Daisy, bierz śmiało drugiego młodego, będzie ok. dwa koty to zupełnie co insze niż jeden. dochtor zmięknie po dwóch dniach. zdjęcie RZĄDZI :))))

    ReplyDelete
  34. Ds - wiem, koty podobnie jak psy, lubią mieć towarzystwo, zresztą większość miłośniczek kocich POSIADA dwa koty.

    Dochtor jęczy, że ten drugi też będzie na łóżku spał i dlatego jest sceptyczny.

    Moryc śpi w nogach łóżka, ale około piątej rano zawsze się przemieszcza w stronę poduszek, mraucy, pakuje się między nas i motorek włącza. Po kwadransie zaczyna się niecierpliwić, że go jeszcze nikt nie wypuścił do ogrodu i zaczyna po nas deptać :-)))

    Do skutku. Zazwyczaj ja się zwlekam i nieprzytomna idę otworzyć mu drzwi.

    ReplyDelete
  35. Szeherezadowy może przemówić do Dochtora, bo sam to przechodził!
    Dzisiaj jęczy tylko, że pół życia zmarnował BEZ KOTÓW :-) A łózko mozna kupic większe....
    My się mieścimy jakoś!

    ReplyDelete
  36. my też się mieścimy;)))
    I tak kocio ci luz daje.My n zmianę wstajemy kole 4 rano;>>>> by wyspuści sierściucha.
    potem żeby wypuścić drugiego.
    A potem żeby wpuścić pierwszego bo zgłodnial,a potem żeby wpuścić drugiego bo zobaczyłże pierwszy już wszedł i wtedy to normalnie wkurw już nas ogania:>>>

    ReplyDelete
  37. Tuv, tutaj można kupić takie klapki montowane w drzwiach i kot sam może wejść i wyjść. Ale ja tego ustrojstwa nie mogę zamontować, bo przecież nie wytnę dziury w nieswoich drzwiach :-)))

    A szkoda :-(
    Nie musiałabym się o 5 zrywać.

    ReplyDelete
  38. Nie swoich :-)))

    Nieswojo to ja się teraz czuję :-))
    O mamo, ale walnęłąm :-)))

    ReplyDelete
  39. to je wymien na swoje i poczujesz sie swojo:)

    ReplyDelete
  40. Foteczka jak ta lala, te koty sa normalnie boskie i cwane do bolu:)))

    Kocicy mi szkoda, ale popieram Twoją decyzję. Może uda sie w miare szybka adopcja.

    ReplyDelete